Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Dla zdrowia...2021-01-19 05:26
Na ulicy2021-01-19 04:57
Podcięta wiara2021-01-18 21:25
W sercu na dnie2021-01-18 20:17
,,Zelono mi"2021-01-18 19:32
Matka Mojej Matki2021-01-18 19:28
Uśmiech. 2021-01-18 19:27
Anioły 2021-01-18 19:02
Na wieki wieków...2021-01-18 18:46
RADOŚĆ z WYTRWA...2021-01-18 18:31
Niby nic2021-01-18 10:40
Kruche relacje2021-01-18 10:22
Bezradność2021-01-18 05:10
Osiem zgonów Fe...2021-01-18 04:06
Stałam sama2021-01-17 22:09

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Literatka2021-01-10 21:28
Ciąg dalszy historii o...2021-01-10 19:16
Bez twarzy2021-01-08 19:10
Z pamiętnika buntownika2020-12-30 12:54
Zwolnieni z myślenia cz 22020-12-07 17:22

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Nie wiem2021-01-03 21:27:13240
DŁUGOŚĆ CAŁUSÓW...2021-01-02 22:55:11160
Poruszenie2021-01-03 08:46:21148
Nieoczywiste2021-01-09 19:43:19140
Dzisiaj2021-01-14 14:40:43130
Strach2021-01-02 23:43:17128
Filozoficznie 22021-01-03 09:33:31120
Nieustępliwa2021-01-04 17:33:53110
Powiew2021-01-02 17:14:24110
Bez ciepła2021-01-16 06:02:49110

więcej

Bez twarzy


Szłam na spotkanie, ostrożnie i niepewnie podążając w stronę jeziora. Bose stopy lekko dotykały ciepłej jeszcze trawy, rozgrzanej gorącymi promieniami słońca, które zasnęło gdzieś za horyzontem. Czułam, jak moja zielona przyjaciółka, rozkoszuje się rześkim powietrzem, łapiąc olbrzymie hausty, tak silne było w niej pragnienie życia. Nie przeszkadzały jej nieustanne i intymne zetknięcia z moimi stopami, choć zakłócały miarowy rytm oddychania. Z przejęciem słuchałam bicia naszych serc. Stanęłam nad brzegiem. Po upalnym dniu, spokojna z pozoru wada, tętniła życiem. W tafli przeglądały się gwiazdy i księżyc, świętując nadchodzący dla nich dzień, mnie cieszyła zbliżająca się noc, jego kochanka. Wiatr, który stał się wytchnieniem świata, zaplatał moje włosy niby fryzjer stylista. Odważnie poruszał sukienką, wdzierając się pod nią i delikatnie pieszcząc ciało budzące się do życia. Pragnienie drżało we mnie, jak wtedy, gdy w wakacyjnej scenerii palącego słońca wymieniającego się główną rolą z tatrzańskimi burzami i ulewami, dotknęłam go i doświadczyłam. Potęga wspomnienia tak skrzętnie ukrytego, zamkniętego na cztery spusty, wdarła się niespodziewanie, bezkompromisowo upominając się o należne miejsce. Przecież to tylko chwila, okruch, w zasadzie epizod, dygresja, wrzucona do mojego życia, jak do rozmowy, by mi pomachać przed nosem marchewką. Skąd wylazła i dlaczego teraz? Właściwie to sprawa przeterminowana, skończona dawno temu, co z tego, że nie happy endem. Postąpiłam słusznie, nad wyraz dojrzałe, przy okazji wyrzekając się siebie, ale przecież w imię wyższych racji. Dla niej to jednak nie miało znaczenia, i tak mnie dopadła, ta młodzieńcza miłość, której podcięłam skrzydła, zanim zdążyła się wzbić i polecieć. Zemściła się, pozbawiając mnie pragnienia na wieki. Rozprawiła się ze mną i wydała wyrok, czyniąc mnie zachowawczą na polu walki. Dzisiaj wyszłam z ukrycia, by rozmówić się z przybłędą. Czy zdam egzamin? Czy może to zlęknione ciało i depresyjny umysł znów podejmą decyzję?
Zamykam oczy i pozwalam, aby wiatr osuszył moje łzy, wyłaniające się znienacka niczym perły na bladej szyi spóźnionej kobiety. Czuję moje dłonie, napięte i gotowe, czekają cierpliwie na zgodę, by w końcu wyruszyć w podróż do krainy zapomnienia. Spragnione bliskości palce sprawnie rozsuwają zamek, sukienka łagodnie opada, dyskretnie ocierając się o biodra i tak porzucona, pozostaje bez ruchu. Nagie ciało zachłannie oddycha zapachem nocy otwierającej swoje życiodajne przestrzenie. Jezioro dotyka mnie bardzo powoli, chłodna woda łagodzi ból, sięgając coraz wyżej. Płynę ja i moja krew, a każdy ruch oddala mnie od brzegu, odkrywając drogę wiodącą do życia. Czuję ciepły prąd między udami, który specjalnie dla mnie zmienia się w silną dłoń mężczyzny. Teraz znów mogę leżeć i patrzeć gwiazdom w oczy, a jezioro mnie nie pożera, bo nie jestem bezwładna i nie wpadam w jego otchłań. Staję się częścią natury, świata, kosmosu – jednością zatopioną już tylko w myślach.

Data dodania2021-01-08 19:10
Kategoria
AutorAgnieszka Topoła

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze