Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Katecheza2021-05-06 17:45
Obrona ?2021-05-06 15:57
Nawet2021-05-06 12:39
Bez tytułu2021-05-06 12:02
po zmroku 2021-05-06 11:59
Berlin2021-05-06 11:30
Ciągle w czytaniu2021-05-06 10:53
Nowy dzień2021-05-06 10:52
Ułamki mojego s...2021-05-06 09:13
"Narkotyk"2021-05-06 01:59
Być zgodnym 2021-05-05 20:53
Modlitwa grzesz...2021-05-05 20:40
UKAZAĆ SENS2021-05-05 20:05
Na chwilę2021-05-05 18:49
Trudno być aniołem2021-05-05 16:53

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Pobudka cz. 22021-05-01 12:16
Arkadia2021-04-26 20:17
Hermes bierze w ramion...2021-04-14 00:57
Covid 192021-04-08 11:04
Nie o bratkach2021-03-23 22:32

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

W biegu2021-05-02 16:16:40110
Warszawa2021-05-01 16:43:15110
Jestem Twoja2021-05-01 08:36:34110
*** ( haiku )2021-05-03 17:24:15110
Sonet o płomieniu2021-05-04 17:43:00100
Piękna miłość 2021-05-03 18:43:09100
Jak znów się za...2021-05-02 12:15:15100
zapiski w drodze2021-05-01 10:14:52100
Maj2021-05-01 06:25:50100
Nie pytaj 2021-05-01 20:12:5090

więcej

Arkadia

Skradzioną światu ciszę skutecznie zagłuszał wiatr. Silne podmuchy łamały ogołocone gałązki drzew, a unoszący się kurz wirował w powietrzu i niczym wata cukrowa oblepiał nielicznych przechodniów. Pomimo zamkniętych okien, firanki falowały, delikatnie podkreślając świąteczny nastrój. Lampki choinkowe błyszczały, odbijając kolorowe światła w brokacie złotych bombek. Płonąca świeca, wchłaniając aromaty ludzkich serc, ocieplała krajobraz pustego stołu. Niedawne gwar i rozmowy unosiły się gdzieś pod sufitem, tworząc życiodajną energię, która wypełniała salon. Nadmiar emocji plątał myśli, wspomnienia krążyły frywolnie, powodując zawrót głowy i zmuszając do zmiany pozycji. Rozciągnęłam się na dywanie, plecy przylgnęły do podłoża, z ulgą poddając się grawitacji. Wyciągnąłem ręce i nogi, dały znać zmęczone stopy, każdego dnia dźwigające moje ciało, przygniecione ciężkim worem, który niczym puszka Pandory, nieustanie zapraszał do odsłaniania tajemnic już dawno odkrytych. Zanurzyłam się w nim z łatwością wytrawnego pływaka wykonującego pokazowy skok do basenu z błękitną wodą. Na dnie, trudne pytania kłębiły się niezadane ze strachu przed odpowiedzią tak oczywistą, że zwalała z nóg, a upadek brudził twarz. Nietrafione decyzje wyzywały na pojedynek i z nieukrywaną satysfakcją skazywały na walkę z wiatrakami. Połowiczne uczucia tuliły się łaskawie, z czułością zrzucały prawdziwą skórę, pozostawiając czarną głębię oceanu. Stracone chwile skakały do oczu z wyjątkowym zapałem i niebywałą determinacją, że odwrót, kolejny już raz, stawał się koniecznością. Złe doświadczenia rosły jak na drożdżach, przybierając sylwetki niezgrabnych olbrzymów, miażdżących na swojej drodze to, co niewidoczne gołym okiem. Gdy poczułam słony smak na ustach i języku, zadrżałam. Z pewnością nie był to napój bogów. Wyobraziłam sobie, jak pewnym, zdecydowanym ruchem rozwiązuję sznur. W jednej chwili ulatuje zawartość, tworząc błyskawice oraz pioruny, które dopiero po burzy doświadczają wytchnienia, a pozbawione życia opakowanie opada z gracją. Leżałam zdrętwiała w bezruchu i delektowałem się swoją wizją, gdy usłyszałam donośny dźwięk dzwonka. Świeca dogasała. Wstałam, zbliżyłam się do drzwi. Uchyliłam je ukradkiem, a wtedy oślepiła mnie fala intensywnego światła. Przyzwyczajone do półmroku oczy odruchowo przesłoniłam ramieniem. Lekko przymknięte powieki nie rozróżniały kształtów. Znajomy zapach otulił mnie niczym obłok, wypełniając wszystkie zmysły. Jego palce splotły się z moimi, a dłoń utonęła w moich włosach. Poczułam, jak staję się wątła i krucha w jego ramionach, które niespodziewanie rozrosły się, stając się konarami wiekowego i magicznego drzewa z baśni. Oplotły mnie tak szczelnie, że nie mogłam złapać tchu. Unoszona wirem kosmicznych przestworzy dotykałam błogosławieństwa podarowanej chwili. Jego ciepło ogrzewało mnie niczym wiosna, powoli topniał lodowiec w moim sercu. W ogrodzie mego wnętrza zakwitły barwne kwiaty, które lśniły zachęcająco i zwabiały owady swym słodkim nektarem. Wiedziałam, że w blasku spotkania naszych oczu odnajdę siebie. Czekałam cierpliwie, pozwalając, by odwaga rozproszyła się, docierając do najdalszych zakamarków mej istoty. Gdy byłam gotowa, uniosłam głowę, ale nagły i potężny powiew zimowego wiatru rozmazał jego twarz, porywając na zawsze siłę jej spojrzenia. Przenikliwe zimno zawładnęło czasem i przestrzenią, niszcząc bezpowrotnie krainę słońca. Mimo wyraźnego sprzeciwu, chłód wtargnął też we mnie. Poruszyłam się energicznie, bezskutecznie szukając okrycia. Stałam oszołomiona, otrząsając ostatnie krople snu. Zamknęłam okno, które bez pozwolenia wciągało firankę i wpuszczało mroźne powietrze. Świeca zgasła, pozostawiając ślady roztopionego wosku na stole. I tylko lampki choinkowe wytrwały na posterunku, dyskretnie oświetlając pusty pokój.

Data dodania2021-04-26 20:17
Kategoria
AutorAgnieszka Topoła

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Dziękuję za Twoje słowa, Victorio, pozdrawiam serdecznie.
Data dodania: 2021-04-27 20:16
Taka senna baśń, przepiękna. :-))))
Data dodania: 2021-04-27 13:23
1 z 1
Portal z poezją Pisze wiersze