Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Ich czas2021-06-21 05:36
Bez lęku2021-06-21 04:59
Psalm psi2021-06-21 00:40
"Paranoik"2021-06-21 00:32
W DROGĘ!2021-06-20 23:44
Oczy 2021-06-20 23:33
Życie to nie sen..2021-06-20 21:12
Lato z radiem2021-06-20 19:44
Motyl2021-06-20 16:34
Truskawka2021-06-20 16:22
Na nowe2021-06-20 11:27
Wspomnienia2021-06-20 01:06
The Visitor II2021-06-20 00:37
Miłość c.d.2021-06-19 20:07
HIPNOZA KĄPIELI2021-06-19 19:56

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Krótki Dziennik. 17.50...2021-06-20 17:54
Radioactive zone III: ...2021-06-18 00:38
Radioactive zone II: K...2021-06-16 21:42
Krótki dziennik. 20:26...2021-06-15 20:56
Radioactive zone: Musl...2021-06-14 22:36

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Lubię2021-06-13 13:06:37190
już nie piszę o...2021-06-04 20:43:15140
Zawierszowani 2021-06-13 18:41:05140
HYMN SZCZĘŚCIA ...2021-06-12 19:21:03140
Wystarczy 2021-06-07 19:31:07130
Dziwny obraz o ...2021-06-11 20:04:48120
Z kosmosu2021-06-01 13:43:55120
Pamiętniki2021-06-04 21:02:36110
Świat dziecka 2021-06-01 08:20:34110
W cieniu2021-06-13 12:45:54110

więcej

Abandoned place II

To było tutaj i dalej, i tam. Gdzie spojrzę ― ruiny miasta, szkielety budynków, gruz… Ostra, wilgotna trawa kaleczy moje stopy, niczym pożółkłe, brunatne ostrza. Nagie krzaki, bezlistne drzewa ― i ja, przedzierający się przez radioaktywne plątawisko podziemnych korzeni…

Tutaj żyłem ― jako dziecko, tu uczyłem się chodzić. Pamiętam, że schodziłem ze schodów z glinianym dzbanuszkiem, kiedy po raz pierwszy usłyszałem perlisty szmer strumienia. Było to, któregoś dnia lipca, a ja, rozgrzany upałem, czekałem, aż zachrzęszczą na żwirowej ścieżce kroki wracającego do domu ojca. Lecz ― nie wrócił. Czekałem długo. Odmierzałem czas, obserwując sunącą powoli pomarańczową plamę zachodzącego słońca. Siedziałem w progu, wpatrzony w sufit, trzymając pomiędzy kolanami gliniany dzbanuszek. Lecz ― nie wrócił.

Przedzieram się przez zgliszcza pozostałości, pół-żywy, półmartwy. Duch mój snuje się bez celu. Mijam domy z zawalonymi dachami, z dziurami okien i drzwi. Błyskają wokół mikroskopijne rozbłyski straszliwej radiacji. Przeszywają zdeformowane ciała pluskających, srebrzystopłetwych ryb. Przeszywają moje ― gnijące ciało. Tak bardzo oślepia słońce, kiedy, zanurzony, brnę chwiejnie przy brzegu, po zimnym, mulistym dnie. Chwytam odrętwiałymi dłońmi oślizłe łodygi. W zasadzie już mnie nie ma, choć jeszcze wlokę siebie po ziemi, choć jeszcze czuję ten okropny, bolesny rozkład. Tak bardzo oślepia słonce, które już jednak nie oddaje ciepła, lecz pogłębia jedynie ― cmentarny chłód…

(Włodzimierz Zastawniak, 2017-11-24)

***

https://www.youtube.com/watch?v=WSeN7PKJVcs


Data dodania2021-05-22 16:01
Kategoria
AutorIncommunicado

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze