Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

kara2021-10-24 20:02
Nie bój się życia 2021-10-24 19:57
PROWADZENIE DUCHA2021-10-24 19:52
Granatowe spojr...2021-10-24 18:53
Upiorny Zamek S...2021-10-24 18:50
Bramy otwarte2021-10-24 18:44
Nieodpowiedni w...2021-10-24 18:29
Falsyfikat czy...2021-10-24 16:51
Opowieść jesienna2021-10-24 16:50
w ciszy wspomnień2021-10-24 13:47
O Draculi Rodu2021-10-24 10:11
Uratowany2021-10-24 09:23
Kolory i dźwięki2021-10-24 09:03
Wampirze troski2021-10-24 07:37
Powrót2021-10-24 05:23

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Rozalia2021-10-13 22:46
Kd 10.08, sob. 9.10 st...2021-10-09 10:29
krótki dziennik 18.55 ...2021-10-03 19:20
Kd.09.42, sob.2.10 wol...2021-10-02 10:06
Świadectwo2021-09-28 00:24

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Róże 2021-10-01 02:25:14180
Bo świat jest inny2021-10-04 17:29:29170
Tak po prostu2021-10-16 15:51:19160
Wolne dni....2021-10-12 14:48:42160
niewinne tęsknoty 2021-10-06 10:23:35150
Roztańcz we mni...2021-10-12 20:27:31150
Pozwól się poko...2021-10-14 17:19:35150
Modlitwa ta naj...2021-10-17 12:32:11150
Do czytelnika2021-10-04 08:37:04140
brzuszek2021-10-16 16:21:04140

więcej

Szczury

Widok starego zamku na krańcu ośnieżonego wzniesienia przypominał mu sugestywne malowidła z kolekcji dziadka. Zamczysko wyglądało jakby dawno temu gigantyczny pająk owinął je niedbale swą siecią, i porzucił w pewności, że mu nie ucieknie. Tego typu myśli, jak natarczywe chimery, poczęły zlatywać się na jego głowę, prawdopodobnie z powodu emocji związanych z odwiedzinami miejsca dobrze mu znanego z lat młodzieńczych.

Uderzanie pięścią w drzwi zamiast delikatnego zapukania byłoby czymś niegrzecznym i niewłaściwym w przypadku zwyczajnego domu, ale nie jeśli chodzi o tak ogromny budynek.
- Już otwieram – dobiegł jego uszu stłumiony głos.
Ciężkie i sporych rozmiarów drzwi otwarły się, i w progu stanął zarośnięty mężczyzna o podkrążonych oczach.
- Niespodzianka.
- Ernest! Co ty tu robisz?
- Zatrudniłem się na handlowym okręcie z Betar, a że pogoda na morzu straszliwa, wyruszymy jutro. Od razu przypomniałem sobie, że przecież ty ciągle tu mieszkasz. Chawira nadal robi wrażenie.
- Dostałem w spadku po ojcu. Dobrze że przyszedłeś, wejdź.
Sam widok rozpalonego kominka sprawił, że marynarzowi zrobiło się cieplej.
- Siadaj. Przyniosę ci wina – rzekł gospodarz wskazując na fotele. – Nie widzieliśmy się od czasu szkolenia.
- Podobno tylko połowa wstąpiła do armii.
- Kapitan musiał się mocno zdenerwować.
Gospodarz podał gościowi kubek, i wypełnił czerwonym napojem. Zrobił to samo z drugim naczyniem, i usiadł w fotelu naprzeciw.
- Więc mówisz, że pracujesz na morzu.
- Tak wyszło. Jestem z tych ludzi, którzy nie potrafią usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Na przykład w wielkim starym zamku na końcu wygwizdowa – zażartował Ernest.
- Z tego co pamiętam, zawsze byłeś w porządku. Byłeś w wojsku jednym z nielicznych, którym można zaufać. Wiesz, o co mi chodzi. Wyniosłeś z domu wartości, a nie pieniądze rodziców.
Ernest napił się wina, dokonując oglądu bladej twarzy rozmówcy.
- Nie moja sprawa, Dietmar, ale nie wyglądasz najlepiej.
Mężczyzna westchnął.
- Mieszkam w wielkim starym zamku na końcu wygwizdowa – odparł siląc się na uśmiech. – Poza tym pracuję w kopalni na nocną zmianę. Tak więc za dnia raczej śpię. W ogóle mało sypiam, bo…
Dietmar przerwał i zapatrzył się gdzieś w bliżej nieokreślonym kierunku. Po chwili powrócił do siebie.
- Rzuciłbym tę robotę, ale pięćdziesiąt stóp pod ziemią jest lepsze od sześciu, sam rozumiesz. Ciemność, kurz i brud. Nie idzie się z tego wymyć, w dodatku odnoszę wrażenie, że mam zakurzone płuca.
- Taki brud to nie brud. Mój ojciec zawsze powtarzał, że nic tak nie brudzi rąk, jak zło nimi uczynione. Tak więc mogło być gorzej. Lepsze to niż wojenne okopy, co nie? – Ernest spojrzał na wiszącą na ścianie broń. – Co u innych chłopaków? Masz kontakt z Uwe?
- Nie, to znaczy… Uwe nie żyje. W ostatnich dniach służby, kiedy Morogianie wybiegli zza gór, schowaliśmy się w grocie. Siedzieliśmy tam i obserwowaliśmy z daleka, jak przejmują terytorium i rozbijają obozy. Nie mogliśmy się ruszyć, głodowaliśmy przez wiele dni, szczerze mówiąc nie pamiętam ile. Uwe nie dał rady, zmarł z głodu. Ja… – gospodarz uniósł lekko głowę. – Słyszałeś?
- Co takiego?
- Znowu te zawszone szczury. A właśnie, możesz tu nocować jeśli chcesz. Nie będzie z tym żadnego problemu. Po co masz sypiać w jakiejś portowej melinie.
- Dzięki.

Dalsza rozmowa upłynęła na wspominaniu starych czasów. Okazało się, że starzy koledzy nie wszystko zapamiętali tak samo, i sami do końca nie byli pewni kto ma rację – czy to mała Anka wpadła do studni i złamała sobie nogę, czy to jednak był Kacper? Jako że chyliło się ku wieczorowi, a przybysz miał z wczesnego rana wyruszać w dalszą podróż, przygotował posłanie w jednym z wielu pomieszczeń zamku, i zapadł w sen.

Ze snu wyrwał go krzyk. Ernest nie ociągał się, i tak jak nauczył go pobyt w wojsku, wstał natychmiast i pospieszył do źródła hałasu. Wyszedł na długi korytarz, rozświetlony naftową lampą trzymaną w ręku zaniepokojonego weterana, który w drugiej ręce dzierżył szablę.
- Coś się stało? – zapytał Ernest zmieszany.
- Szczury! Nie słyszysz?!
Dietmar rozglądał się po korytarzu z szaleństwem w oczach. Marynarz nasłuchiwał przez chwilę.
- … Nie wydaje mi się.
- One są wszędzie, otaczają nas…
- Przecież nie ma tu żadnych szczurów – argumentował gość.
- Pod podłogą, w ścianach, nad sufitem, w murach, wszędzie ale nie na widoku. Ten tupot tysięcy małych nóżek jest nie do wytrzymania. Ich pisk doprowadza mnie do szału! Nie mogę przez nie spać.
- Uspokój się. Zejdźmy może lepiej do piwnicy.
- Tak, chodźmy.
Dietmar otworzył skrzypiące drzwi, i zaczął szybkim krokiem schodzić w dół. Za nim powoli posuwał się Ernest. Zimna wilgoć dawała się we znaki, i dopiero teraz marynarz spostrzegł, że jest boso. Z myśli wyrwał go hałas z końca piwnicy. Pospieszył na dół, i ujrzał weterana uderzającego szablą w ścianę i podłogę, wydającego przy tym groteskowe okrzyki. W tej chwili stało się dla niego ewidentnym faktem, że z jego starym kolegą jest coś nie tak. Nagle światło lampy naftowej zgasło, a wraz z nim ucichł hałas.
- Dietmar?
Cisza.
W piwnicy odbijało się tylko echo wzmożonego oddechu, który przy zbliżeniu się ulegał przekształceniu w szept.
- Nie wydostaniemy się stąd.
Otaczająca ciemność i odbijające się od ścian piwnicy echo powodowały, iż marynarz nie był w stanie zlokalizować przyjaciela.
- Uwe? – wiadomo było tylko, że gospodarz się zbliża. – Uwe, przepraszam.
Nagły błysk światła oślepił Ernesta, nieświadomego zbliżającej się z rozmachem lampy, która uderzyła go z impetem, na co odpowiedział eksplozją czerwonych krwinek z głowy. Ernest padł nieprzytomny.
- Wybacz Uwe, wiesz, że tak musiało być.
Zgarbiony gospodarz nachylił się powoli ku ciału marynarza, i zaczął wgryzać się w jego nogę.

Data dodania2021-09-24 19:17
Kategoria
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Tak myślałam, że gospodarz był "sfiksowany", ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Był już "Człowiek pająk" , "Człowiek mucha", "Człowiek pies", ale "Człowiek szczur"? To chyba nowość.
Data dodania: 2021-09-27 23:58
Ale proza, no super piszesz, brawo!
Czytam jak dobry dreszczowiec :):) Pozdrawiam:)
Data dodania: 2021-09-25 19:17
1 z 1
Portal z poezją Pisze wiersze