Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Pokój dziecinny2021-10-22 14:13
Nieważne 2021-10-22 13:50
Spotkania2021-10-22 13:41
Instynkt i gęba2021-10-22 09:16
Po wszystkim..2021-10-22 08:59
U portu cierpie...2021-10-22 01:51
Na płótnie2021-10-21 23:49
Gdybyś2021-10-21 22:56
Scenariusz na M...2021-10-21 22:43
PYTANIE o ROZPO...2021-10-21 21:03
Senna misja2021-10-21 20:30
Jeżowe igraszki2021-10-21 17:53
... bukiet spoj...2021-10-21 13:43
***(liryczne ws...2021-10-21 11:51
Szkoda...2021-10-21 10:55

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Rozalia2021-10-13 22:46
Kd 10.08, sob. 9.10 st...2021-10-09 10:29
krótki dziennik 18.55 ...2021-10-03 19:20
Kd.09.42, sob.2.10 wol...2021-10-02 10:06
Świadectwo2021-09-28 00:24

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Róże 2021-10-01 02:25:14180
Bo świat jest inny2021-10-04 17:29:29170
Tak po prostu2021-10-16 15:51:19160
Wolne dni....2021-10-12 14:48:42160
Roztańcz we mni...2021-10-12 20:27:31150
Modlitwa ta naj...2021-10-17 12:32:11150
niewinne tęsknoty 2021-10-06 10:23:35150
Pozwól się poko...2021-10-14 17:19:35150
Do czytelnika2021-10-04 08:37:04140
brzuszek2021-10-16 16:21:04140

więcej

Rozalia




Poranek nie był rześki ani słoneczny. Ani nawet odrobinę tak przyjemny jakby się tego chciało w porze lata. Smugi światła nie przedzierały się przez gałęzie drzew i nie raziły
w oczy ani nie popędzały do jak najszybszego zasłonięcia firanek. Rozalia nie była zadowolona z pogody, ale mimo tej przeszkody pragnęła wstać jako pierwsza w całym domu. Miała w zwyczaju rywalizować o to ze swoją babcią, u której mieszkała w wakacje. Natychmiast udała się do łazienki, gdzie przemyła twarz, po czym równie szybko wróciła do pokoju aby się ubrać. Założyła błękitną sukienkę, spięła włosy w kok i właśnie opuszczała swój pokój kiedy usłyszała ciche skrzypnięcie podłogi dochodzące najprawdopodobniej
z pokoju jej kochanej babci. Przywitały się w kuchni. Świadoma swych codziennych obowiązków wyjęła z szafki porcelanowy garnuszek i poszła do sadu. Nieformalną tradycją
w domu, w którym spędzała wakacje był kompot do obiadu. Przyjęło się, że to właśnie Rozalia zbiera zawsze owoce jak porzeczki czy jabłka aby taki napój później powstał.
Nie była zbyt pozytywnie nastawiona do życia i każde myśli czy skojarzenia schodziły w jej głowie zawsze na ten sam tor. Nie mogła pogodzić się z myślą, że ostatecznym przeznaczeniem ludzi jest śmierć. Szczególnie chodziło o jej rodziców. Bardzo ich kochała
i wiedziała, że blizna po ich stracie nigdy by się nie zasklepiła. Gdy garnuszek był już prawie pełny jasno-czerwonych, niczym rzadka krew, kulek wysypała je wszystkie na trawę. Ponownie zwróciła się ku krzakowi i zerwała jedną, najmarniejszą porzeczkę i wróciła do domu. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w środek garnka. Bezszelestnie weszła do pokoju po kawałek papieru i pióro i pognała na łąkę. Napisała tam niedługi list dla babci. Potem tak długo spoglądała w górę, na zachmurzone niebo, że aż rozbolała ją szyja. Po powrocie położyła list na stole w swoim pokoju. Dołączyła do niego marną stokrotkę zerwaną na łące. Weszła cicho do kuchni i położyła garnuszek na stole. Umyła ręce kiedy babcia wstała aby przestawić garnek na blat. Ze zdumienia omal nie upuściła naczynia na podłogę.
- Rozalio! Dlaczego przynosisz mi jedną porzeczkę? Proszę ze mnie nie żartować. Hmm, no trudno, będę musiała je sama nazbierać. Czasami mnie załamujesz dziewczyno. No kto to widział, żeby być pół godziny w sadzie i przynieść jedną porzeczkę. Przez ciebie się kiedyś wykończę! Muszę iść. Kompot się sam nie zrobi. - powiedziała z wyrzutem babcia i już wychodziła, gdy zatrzymał ją niepewny głos wnuczki.
- Przyniosłam jedną porzeczkę – oznajmiła Rozalia słabym głosem – ponieważ nie stać na więcej sierotę.
Wybiegła z kuchni, wybiegła z domu. Przemierzyła rozległy stary las, który był dość niebezpieczny ze względu na spadające notorycznie gałęzie starych, suchych drzew. Pokonała strumyk ścieżką z kamieni, którą sama ułożyła w dzieciństwie. Przeszła przez mroczną dolinę. Aż wreszcie dotarła. Znalazła się na najbardziej złotym polu jakie istnieje. I choć promienie słońca nie pogłębiały jego złocistości to i tak było piękne. Położyła się na nim.
I zamierzała tak leżeć póki nie umrze z głodu. Tymczasem babcia znalazła list i przeczytała go na głos:

Mam zdrowych, wspaniałych rodziców, ale każdej nocy
płaczę, bo wiem, że kiedyś umrą.

Leżała na polu już pięć dni i była wycieńczona. Czuła, że ze śmiercią łączy ją coraz więcej. Była rada i mówiła do siebie:
- Już tam idę, idę tam, zanim wy tam pójdziecie żeby tam na was zaczekać.
Ona nie wiedziała co dalej się z nią działo, gdyż straciła przytomność. Ale znalazł ją młody rolnik i wezwał lekarza. Była wychudzona, a twarz miała białą jak łabędzie pióro. Rozalia zamieszkała u rolnika imieniem Emil. Tak się akurat złożyło, że jej rodzice dobrze znali jego ojca. Zajmował się nią troskliwie póki jeszcze nie czuła się wystarczająco dobrze. Był dobrym człowiekiem i dziewczyna od razu to wyczuła. Wahała się pomiędzy wdzięcznością, a złością do niego. Przecież z własnej woli chciała zakończyć swój żywot na polu. Z drugiej jednak strony młody człowiek, przez którego została uratowana sprawił, że zrodziła się w niej jakakolwiek chęć do dalszego egzystowania. Rodzice, rzecz jasna, dobrze wiedzieli o jej zaginięciu. Znali jej skłonność do uciekania. Odwiedzili ją natychmiast, a ona czuła lekkie zakłopotanie gdy pytali ją dlaczego tym razem uciekła i tak się zaniedbała. Potem musieli wrócić do pracy. Kiedy była z mamą oraz tatą jej utrapienie magicznie znikało, wcale o nim nie myślała. Jedynie przyglądała się im i chciała zapamiętać ten widok jako jej najbliższy. Specjalnie siadała gdzieś obok i śledziła ruch ich źrenic.
Ich wzajemne uczucie rozkwitało na przestrzeni dwóch lat, aż stało się tak głębokie, że po pięciu latach od ich poznania postanowili wreszcie się pobrać. Zamieszkali w uroczym, całkiem dużym domku wiejskim, który zapewniła im bogata ciotka Rozalii. Choć słyszała już o takich sytuacjach, była wstrząśnięta jej ucieczką. Dziewczyna była jej ulubioną siostrzenicą, uważała ją za zabawne dziewczę. Spodziewała się, że małżeństwo z rolnikiem, nie będzie finansowo korzystne. Po jakimś czasie zaczęła się wstydzić swego uprzedzenia. Pewnego dnia kiedy Emil, który stał się w krótkim czasie eleganckim i mającym szczęście w interesach człowiekiem szukając w szufladzie jakiegoś starego listu natknął się na dziennik swojej żony. Miał sto dwadzieścia dwie strony i na każdej było napisane:
„Dobrze, że postanowiłam odejść.
Oni będą tęsknić za mną mniej niż ja tęskniłabym za nimi.”
Emilowi dało to natchnienie i napisał o tym powieść. Rozalia wciąż nie uleczona z choroby, którą była potężna miłość do swych rodziców oraz obawa przed ich utratą, codziennie modliła się aby ona odeszła wcześniej niż oni.
I rzeczywiście. Modły poskutkowały. Jedenaście lat później zachorowała na szkarlatynę
i zmarła. Rodzice dowiedzieli się o prawdziwych uczuciach córki dzięki powieści zięcia. Okazało się, że Rozalia bardzo się myliła. Uwięziła swych kochanych rodziców w więzieniu wiecznej rozpaczy.

Data dodania2021-10-13 22:46
Kategoria
AutorHildegarda

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze