Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Najważniejsze2022-05-26 12:15
Kochana Mamo2022-05-26 09:08
W miejskim hałasie2022-05-26 05:46
Matki porzucone2022-05-26 05:16
PRZEMIANA2022-05-25 22:58
maluję obraz2022-05-25 22:55
Mała a wielka2022-05-25 21:52
Zagadka IV2022-05-25 21:04
Wyczekana nadzieja2022-05-25 20:21
Pies i wilk/ z ...2022-05-25 17:37
Zapomniane matki2022-05-25 12:44
Dzień jak co dzień2022-05-25 09:33
WyPOWIEDZeNIE2022-05-24 23:23
Zagadka III2022-05-24 22:41
DUCH PRAWDY2022-05-24 20:53

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Strzelanina w Noisymou...2022-05-24 02:46
Byliśmy martwi2022-05-23 15:02
Odwiedziny2022-05-07 10:25
Czas przeszły2022-05-02 19:14
Zagłada Republiki Zeme...2022-04-25 21:44

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Lusterko 2022-05-01 08:08:03110
Tęsknota2022-05-04 23:21:5390
Jesteś2022-05-22 08:59:0090
Pielgrzymka życia2022-05-13 07:11:3190
Przyjdź do mnie...2022-05-08 15:48:2090
Dzień dzisiejszy2022-05-08 00:14:1890
ROZMOWA o SKALE...2022-05-07 21:55:5390
Fontanna czekol...2022-05-01 08:51:1780
Matka Boża z Gu...2022-05-21 19:58:0280
... między wier...2022-05-11 15:01:0680

więcej

Historia mojego rozczarowania

Świat bombardował liśćmi, przysłoniwszy tym samym zsiniałe truchło lata. Za pomocą wycieraczki pozbyłem się z butów jesiennej amunicji, zostawiając ją na zewnątrz wraz z niezbyt optymistycznymi myślami, i pociągnąłem zimną w dotyku klamkę. Wewnątrz było całkiem ciepło, zdjąłem więc kurtkę.

Nie miałem bladego ni zielonego pojęcia, co się wydarzy, był to mój bowiem pierwszy (i swoją drogą ostatni) pobyt w budynku sejmu III Rzeczypospolitej Polskiej. Cała procedura zgłoszenia projektu ustawy dotyczącej prawnego karania bluźnierstw i profanacji (obok zgorszenia publicznego) odbyła się online, a kilka spotkań i rozmów z niektórymi politykami nie miała w zasadzie charakteru oficjalnego. Od kiedy w parlamencie zasiadła spora część partii WNK (Wolnościowo-Narodowo-Katolickiej), postanowiłem, jak wielu innych zaangażowanych społecznie chrześcijan, wykorzystać aktualną koniunkcję polityczną do poprawy (czy może lepiej powinienem napisać: naprawy) państwa. Z wypowiedzi konserwatywnych parlamentarzystów wywnioskowałem, że projekt ma szansę zostać przegłosowany.

Pierwszym co zwraca uwagę po wejściu do sejmu, jest wielość drzwi, schodów, wind i korytarzy. Jak już wspomniałem, wnętrze było całkiem dobrze ocieplane, moje oczy szukały zatem jakiejś szatni w celu pozostawienia kurtki. Minąłem tymczasem parę znanych mi z twarzy osób, a konkretniej przedstawicieli różnych politycznych ugrupowań; śmigali beznamiętnie od drzwi do drzwi, każdy z porcją dokumentów w rękach. W końcu, po chwili błądzenia po niekończących się zawijasach, natrafiłem na cel moich poszukiwań – napis SZATNIA nie pozostawiał złudzeń. Zanim jednak skierowałem tam swoje kroki, usłyszałem z boku głos starszego mężczyzny.
- Proszę pana, tamta szatnia jest dla członków parlamentu. Zapraszam tutaj.
Z jakiegoś powodu szatniarz od razu wyczuł, że żaden ze mnie polityk. Prawdopodobnie pracował tu od dekad, i potrafiłby rozpoznać prezydenta po sznurowadle. Wręczyłem staruszkowi kurtkę, za co otrzymałem numerek 11, który schowałem do kieszeni marynarki.

Sala plenarna była wypełniona utrzymywanymi z pieniędzy podatników ciemięzcami podatników. Nie mam zamiaru relacjonować wszystkich wypowiedzi, było ich bowiem mnóstwo. W swojej powołałem się na Encykliki Papieskie, oraz przypominałem oczywiste dla każdego konserwatysty rzeczy, jak ta, że cenzura jest potrzebna aby chronić naród przed dyktaturą liberalizmu i wolności słowa, która oznacza niewolę w okowach wulgaryzmu, nieopanowania języka, oraz przyzwolenia na herezje. Przedstawiciele lewicy bajdurzyli coś o Świętej Inkwizycji, nie zdając sobie sprawy z tego, że ta – w ich zamiarze – obelga była naprawdę przesadzonym komplementem i pochwałą. Prominenci przeciwnych frakcji nie szczędzili im nieuprzejmości i inwektyw, wykorzystując nawet tak poważny temat jako pretekst do werbalnych przepychanek. Byłem wobec tego zmuszony co jakiś czas upewniać się, że to właśnie ci ludzie podejmują decyzje rzutujące na życie niemal czterdziestomilionowego społeczeństwa. To jednak, co nastąpiło potem, kompletnie zbiło mnie z tropu.

Oto bowiem na mównicę wszedł znany z pobożności i przywiązania do tradycji Grzegorz Grej. Powiedział, że przytoczone przeze mnie słowa Ojca Świętego są piękne, ale polityk nie uważa, że powinny być one zasadą funkcjonowania państwa. Poczułem się zawiedziony. Moje rozczarowanie następowało, gdy kolejni posłowie znani z mówienia o religii i ojczyźnie, opowiadali się przeciwko nim. Wojciech Wahadło, facet potężny w zbudowaniu, niezrzeszony, szczery i konkretny, który z temperamentem orkanu bez większego wysiłku mógłby całej reszcie posłów wymienić opony mózgowe, miał pod swoją marynarką prawdopodobnie skórę w kolorze moro, i z równym prawdopodobieństwem zdejmował ją z siebie wieczorami, po czym wchodził do wanny wypełnionej octem. Oznajmił, że jeżeli gorszące przedstawienia, filmy i happeningi przestaną być finansowane z podatków, sprawa sama zdechnie. Premier Mateusz Morawski oznajmił, iż tolerancja odmiennych poglądów (mając na myśli grzech bierności wobec grzechu) jest czymś chrześcijańskim (sic!), Jarosław Kreciński z kolei wyraził pogląd, że polityka jest z samej natury swojej grzeszna, i nie dotyczy niej moralność. Podobnie wyraziła się była premier Beata Nitka. Andrzej Hoffshtapler wspomniał, że aby nie zawieść wyborców, musi słuchać ich głosu, nawet jeśli się z nimi nie zgadza. Poczułem się zdradzony i oszukany. Następujące po wystąpieniach głosowanie wytrzebiło resztki mojej nadziei.

Opuszczając salę posiedzeń spotkałem panią Annę Popiołowską, z którą zamieniłem parę słów. Była to poczciwa kobieta, której mąż zagłosował inaczej niż ona.
- Będąc małą dziewczynką bałam się tego, co może znajdować się pod łóżkiem. Po trzydziestu latach małżeństwa boję się tego, co może leżeć na nim – oznajmiła.
W drodze do wyjścia zaczepiłem byłą premier Nitkę.
- Jeszcze dwa tygodnie temu mówiła Pani, że opowiada się za tą ustawą.
- Owszem, ponieważ prywatnie jestem za nią, ale nie mówiłam tego jako posłanka.
Podobnie zaczepiłem pana Zbigniewa Żebro, pytając go o nagłą zmianę zdania wobec tak ważnej sprawy.
- Zaszły nieprzewidziane okoliczności – powiedział.
- Sprawiedliwość nie zależy od okoliczności – argumentowałem. – Przysięgał Pan bronić sprawiedliwości.
- W chwili gdy mówisz ‘przysięgam’, świat specjalnie dla ciebie szykuje sto tysięcy pułapek – odparł, i miałem już dość jego kilkunastosekundowego towarzystwa.
Większa część tłumu wyruszyła do stołówki. Tam byłem świadkiem następnego zadziwiającego obrazka – oto jeszcze przed chwilą rzucający się sobie do gardeł opozycjoniści i politycy partii rządzącej siedzieli obok siebie, podając sobie talerze, oraz śmiejąc się wspólnie wśród niezobowiązujących i lekkich acz przyjaznych pogawędek. Zniesmaczony i urażony wyżej wymienionymi niespodziankami, ruszyłem z powrotem po swoją kurtkę, by jak najszybciej opuścić to nieszczęsne miejsce. Skonfundowany nie wiedziałem, czy to wszystko przed chwilą, na sali obrad, było jedynie przedstawieniem aktorskim, czy właśnie to stołówka stanowi teatralną scenę. Tkwiąc w zamyśleniu, wyjąłem z kieszeni numerek jedenasty, i dopiero w momencie gdy wręczyłem go młodemu szatniarzowi, zorientowałem się, że omyłkowo podszedłem do szatni dla posłów. Zanim jednak zdążyłem przeprosić szatniarza i poprosić o zwrot numerka, tamten zdążył zniknąć za drzwiami z boku. Nie chcąc marnować ani jego, ani mojego czasu, poszedłem za nim. Mą uwagę zwróciła sporych rozmiarów maszyna z czerwonawym hakiem i paroma dziwnymi dźwigniami. Przystanąłem w celu obejrzenia ów unikatowego mechanizmu, by po chwili odwrócić się na dźwięk żwawego tuptania młodego szatniarza. Uśmiechnięty mężczyzna w wyciągniętej w moją stronę ręce trzymał wieszaczek z zaczepionym na nim podłużnym przedmiotem o wyglądzie splotu ludzkich kości.
- Pański kręgosłup, Panie pośle – powiedział grzecznie, nie przestając się uśmiechać.

Data dodania2022-01-11 13:50
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Czym dłużej żyję, tym mniej słucham polityków, choć zdaję sobie sprawę, że powinienem choćby dla obrony przed nieuchronnym..ale w słowie ,,nieuchronne" jest już brak nadziei i odwagi, zupełnie podobny do przedstawionego u ,,bohaterów".
,,Wiara ziarna zostaje rozgnieciona w maszynce do mielenia"- tu do głosowania ( rządzenia )..
ale przyjdzie zawsze czas kiedy ziarno wyda swe owoce- raczej łodygę i kłos i się okaże, jakiego był gatunku..
niektórzy ten czas doświadczają wcześniej- na stołówce lub przy kielichu..
To tam przemawia rządzący, przed którym staniemy wszyscy, którzy na niego głosowaliśmy lub nie zrobiliśmy nic!
Data dodania: 2022-01-11 21:56
1 z 1
Portal z poezją Pisze wiersze