Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

To nie2022-06-25 21:50
Ach2022-06-25 21:38
Nieba błękitem2022-06-25 21:28
niech nie pieje2022-06-25 15:59
To Serce2022-06-25 05:24
OLa TATY2022-06-24 23:45
WYDOBYWAJĄC z S...2022-06-24 23:10
wakAKCJE2022-06-24 19:25
malowidła przyrody2022-06-24 19:07
Życiowa prawda2022-06-24 14:07
Liberanki 22022-06-24 11:43
Rudowłosa2022-06-24 05:43
Przepraszam Tat...2022-06-23 22:37
NieKONIECznie2022-06-23 21:23
RADOŚĆ w PANU2022-06-23 20:34

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Jak wyjaśnić śmierć dz...2022-06-04 00:11
O szaleństwie ateizmu2022-06-02 23:14
Strzelanina w Noisymou...2022-05-24 02:46
Byliśmy martwi2022-05-23 15:02
Odwiedziny2022-05-07 10:25

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Jak zostać świę...2022-06-10 16:15:1190
Tatusiu nasz ko...2022-06-03 12:47:0380
Wspomnienia z d...2022-06-03 16:09:4670
Autobiograficzn...2022-06-08 13:22:1570
Duch budzi się ...2022-06-02 11:24:2070
Na Chmielnej 2022-06-10 22:43:0170
Podziękowania d...2022-06-22 21:37:0160
Łzy2022-06-08 08:58:2260
Egzamin z biolo...2022-06-03 11:17:3660
Limeryk polityczny2022-06-09 11:19:3660

więcej

Wir przemocy


Na twarzy Weroniki malował się niepokój. Przebiegła oczami trzeci raz po klatce, którą otworzyła następnie drżącą ręką, by przekrzywić rurkę stanowiącą tunel dla chomika. Zgięła nieco kolana, i zajrzała przez dolny wylot, ale – co spotęgowało przykre napięcie – nie było tam zwierzątka. Grzebiąc pośpiesznie w pamięci wyszukiwała wyraźnego wspomnienia nasypania rankiem karmy, lecz po uniesieniu daszku miniaturowego domku, odetchnęła z ulgą. Futerko Binga unosiło się spokojnie i rytmicznie, oznaczając głęboki sen. Serce Weroniki powoli powracało do równie harmonijnego bicia, kiedy z wyrazem ulgi wypełniała dozownik malutkimi granulkami.
- Czy słyszysz, co do ciebie mówię?
Głos Natalii w końcu przebił się przez myśli dziewczyny.
- Tak, tak. Szukałam Bingo. Już się bałam, że go zapomniałam nakarmić – wymówiła pośpiesznie odgarniając blond włosy, po czym wskazała palcem pudełko na kasetę VHS. – O czym to jest?
- O tym właśnie mówiłam, to horror. W sam raz na wieczór.
Z czarnej okładki wyglądała na Weronikę zamaskowana twarz o maniakalnym uśmiechu. Poniżej budzącej grozę facjaty widoczny był napisany grubymi czerwonymi literami tytuł: Wir przemocy.
- Natalia, to jest film dla dorosłych.
Nastolatka odparła natychmiast, jakby spodziewała się uwagi koleżanki:
- Wiem. Mój brat oglądał to z kolegami, i podobno nie ma w nim nic gorszącego… może oprócz paru krwawych scen.
Weronika przyjrzała się swojej przyjaciółce. Wyglądała na podekscytowaną.
- Czy zaśniemy po tym? – zapytała ostrożnie, na co Natalia dziecinnie zachichotała.
- Nie bój się, to nie ty będziesz wracała do domu późnym wieczorem.
- No dobrze, biorę cię za słowo.
Po usłyszeniu takiego zdania, pełna energii młodociana brunetka wyjęła z pudełka kasetę, i wsunęła w otwór magnetowidu. Zgasiła potem światło, i obie dziewczyny ułożyły się na ładnie pościelonym łóżku, plecami ku górze, jedynie nogi Natalki co jakiś czas unosiły się z podekscytowania. Po chwili oblicza dziewcząt oświetlił dobywający się z telewizora ciemnoniebieski blask, zahaczając nieco meble pokoiku, włącznie ze stojącym na biurku zdjęciem nieżyjącej od ponad roku matki Weroniki.
Nastoletnim oczom ukazało się na ekranie zaśnieżone ponure zamczysko, wyglądające jakby dawno temu gigantyczny pająk owinął je niedbale swą siecią, i porzucił w pewności, że mu nie ucieknie. Obrazowi towarzyszył równie ponury głos narratora. Nic tak nie brudzi rąk, jak zło nimi uczynione. Kiedy człowiek czyni dobro, ze spokojem patrzy w horyzont, jakby z wzajemnością. Kiedy zaś to co złe czyni, wówczas cała okoliczna flora i fauna ubiera się w togę, zwierzyna obserwuje go czujnym wzrokiem, a drzewa wskazują na niego palcami swych sędziwych gałęzi. Tym sposobem złoczyńca wpada w pułapkę, zagubionym być poczyna w lesie win i występków. W umyśle Neptusa wykiełkował czarny kwiat zepsucia, łodygą owinął jego trzewia, aż cierniem przebił serce…

Po czterdziestu minutach seansu było jasne, że horror wciągnął swoją dwuosobową widownię bez reszty. Rosnące napięcie osiągało powolutku swe apogeum, gdy nagły blask światła oślepił jednego z bohaterów, nieświadomego zbliżającej się z rozmachem lampy, która uderzyła go z impetem, na co odpowiedział eksplozją czerwonych krwinek z głowy. Mężczyzna padł nieprzytomny. Ścieżka dźwiękowa filmu doskonale wyrażała jego upiorność – niedokładne pociągnięcia smyczków o struny skrzypiec, coraz szybsze i tym samym coraz bardziej budzące grozę, przyspieszały tętno u przerażonych panien.
- Nie wiem, czy dam radę obejrzeć do końca – wyszeptała Weronika, przykrywając siebie i rówieśniczkę kocem.
- Czekaj, teraz się rozkręca – uciszała ją koleżanka.
Zamaskowana postać zakradłszy się do kuchni, chwyciła w rękę ostry nóż. Chwiejnym krokiem powróciła na mroczny przedpokój, gdzie ugodzony mężczyzna zdążył się już przebudzić, i wstał trzymając się ręką za potylicę. Poczekał, aż postać zamachnie się nożem, i zręcznym unikiem zyskał czas na wyprowadzenie powalającego ciosu, by począć uderzać z impetem w jej plugawe oblicze. Postać rzucała okrzykami, coraz bardziej niewyraźnie, aż w końcu składały się z samych samogłosek. Obrońca złamał agresorowi palec, ażeby następnie spróbować sfinalizować walkę uduszeniem oponenta. Wariat szarpał się w agonii tak usilnie, że w końcu udało się mu odepchnąć od siebie mężczyznę, i zaraz po tym począł zadawać ciosy nożem wśród krzyków ofiary.
Weronika zamknęła oczy w przerażeniu. Wszystko docierało do niej teraz poprzez wyobraźnię i podpowiadające wyobraźni dźwięki filmu. Zamachy, uderzenia, szarpanie i odgłos otwieranych drzwi były ledwie słyszalne spod wysokiego pisku skrzypiec. Wrzask ofiary był dla niej nie do wytrzymania, nie chciała jednak zatkać sobie palcami uszu, w obawie przed opinią mniej wrażliwej rówieśniczki. W pewnym sensie dziewczyna chciała dzielić traumę z koleżanką. Po chwili wszystko zostało jakby przerwane, a nagłą ciszę wypełniały jeno karykaturalne odgłosy rzucania zaklęć oraz chwiejne kroki ciężkich nóg, niekiedy przekształcające się jakby w potworny taniec. Weronika otworzyła oczy. Film był zapauzowany, a drzwi do pokoju otworzyły się. Dziwaczny zapach obcości zawitał w panieńskie nozdrza, a w progu pojawił się groteskowy wyraz twarzy.
- Co to za hałasy… cicho tam! spać, zmęczony jestem!
Był to ojciec Weroniki.
- Dobry wieczór – odparła Natalia, wystraszona bardziej widokiem mężczyzny, aniżeli oglądanym jeszcze przed momentem horrorem.
Gospodarz domu odbąknął coś niewyraźnie, co prawdopodobnie tłumaczy się jako ‘dobry wieczór’, i zniknął w korytarzyku. Weronika spojrzała na towarzyszkę, lecz nie wiedziała co powiedzieć. Niezręczną ciszę przerwała w końcu Natalia.
- Już późna godzina, wracam do domu. Dokończymy film kiedy indziej. Do tej pory możesz zatrzymać kasetę. Dzięki za wspólne oglądanie.
Weronika odprowadziła koleżankę do drzwi.
- Cześć, do zobaczenia w szkole.
- Dobranoc.
Zawstydzona niewiasta przekręciła blokadę do drzwi, i wróciła do swojego pokoiku. Włączyła światło. Film zatrzymał się na ujęciu umazanego krwią noża. Po plecach dziewczyny przeszły ciarki. Wyłączyła telewizor, złożyła kocyk, ubrała się w piżamę, zmówiła pacierz, i położyła się pod pierzyną. Kontury ciemnego pokoju gilgotały jej wyobraźnię, a w myślach nieustannie obecny był groteskowy wyraz twarzy pijanego ojca.

***

Poczucie wstydu oraz towarzysząca mu chęć zapadnięcia się pod ziemię zwykle trwały około dwóch dni od czasu nieprzyjemnych zdarzeń. Zdarzenia te, występujące średnio raz w miesiącu, miały swoje dwa nieodłączne źródła: tatę Weroniki i alkohol. Ta cykliczna drama, swoisty uroboros wstydu, naznaczał swoją obecnością życie dziewczyny nieprzerwanie od śmierci jej matki. Niechlubne momenty, tym bardziej wyraziste, że często rozpamiętywane, układały się wzdłuż życiowej ścieżki, stanowiąc jej nieodłączną część; rzutując na relacje z innymi dziewczynami ze szkoły. Sytuacji nie poprawiał stan majątkowy rodziny, choć nigdy wcześniej nie był on dla jasnowłosej panienki problematyczny, przeciwnie – zdawała się umiłować sobie skromność, nawet jeśli inni mieli do niej odmienny stosunek. Magda na przykład, odkąd matka pozwoliła jej zakładać szpilki, traktowała resztę dziewcząt z dystansem, jak gdyby fakt, iż stała się przez buty odrobinę wyższa, sprawił, że przestała zauważać swoje koleżanki. Wojtka z kolei odmieniły wakacje w Grecji, od czasu których przestał się do Weroniki odzywać. Może zapomniał jak się mówi inaczej niż w Grecji – pomyślała kiedyś żartobliwie.
Napływ rozmyślań zatamował dzwonek zwiastujący międzylekcyjną przerwę. Dziewczyna spojrzała na kartkę – przez swój brak skupienia nie dokończyła sprawdzianu. Spakowała się, odniosła kartkę na biurko nauczyciela, i wyszła z klasy. Była przerwa obiadowa, zatem minąwszy pokój pedagogiczny i kilka klas, ruszyła w dół schodów na parter. Idąc wzdłuż korytarza natknęła się jednak na parę młodszych uczennic dokuczających otyłej dziewczynce.
- Hej, jeśli chcecie kogoś zasmucić, spróbujcie ze mną! – zawołała w jej obronie.
Uczennice na te słowa oddaliły się w milczeniu, a oczy dziewczynki zabłysnęły na krótko wdzięcznością. Tę sympatyczną chwilę przerwało pojawienie się idącej w stronę stołówki Natalki.
- I jak poszedł ci sprawdzian?
- Niezbyt… niezbyt dobrze.
- Może dokończymy dzisiaj ten film?
Weronika zastanowiła się przez chwilę, spuszczając nieco wzrok.
- Nie dzisiaj, może w następnym tygodniu, dobrze?
Odpowiedź taka powodowana była pragnieniem zmniejszenia w oczach koleżanki prawdopodobieństwa, że ojciec Weroniki jest w stanie nietrzeźwości każdego wieczora. Dwa takie następujące po sobie powroty i towarzyszące im niekomfortowe sytuacje mogłyby podług myśli białogłowej zdystansować do siebie przyjaciółki.
- Do piątku muszę oddać kasetę bratu, ale pogadam z nim. Chyba nie bałaś się w nocy?
Weronika lekko się uśmiechnęła.

***

Chomik truchtał swymi małymi nóżkami w kółku, wysuwając pyszczek do ziarenka trzymanego w palcach swojej właścicielki. Po kilku obrotach dziewczyna zbliżyła palce, a zwierzątko z zadowoleniem schrupało przekąskę. Dozownik wypełniły podobne ziarenka.
Wzrok pakującej podręczniki dziewczyny zatrzymał się na pudełku z napisem Wir przemocy oraz zdjęciem upiornej maski. Podeszła do półki na telewizor, i odwróciła go, aby nie móc widzieć tej dziwacznej twarzy. Po tym włączyła odbiornik, i jej oczom ukazało się zakrwawione ostrze kuchennego noża. Dziewczyna wzdrygnęła się. Zaczęła przewijać taśmę na początek filmu, i natychmiast spuściła wzrok, nie chciała bowiem widzieć brutalnej sceny nawet na przyspieszeniu. Kiedy po kilkudziesięciu sekundach uniosła z powrotem głowę, a na ekranie pojawił się stary ośnieżony zamek na wzgórzu, rozległo się klang, po którym dziewczyna wyjęła kasetę z magnetowidu. Sięgnęła również po pudełko, i zamknąwszy w nim kasetę, włożyła do plecaka wraz z zeszytami. Ziewnęła.
Odbywając wieczorne rutyny, myślała o umówieniu się na zostanie po lekcji celem poprawy sprawdzianu. Po modlitwie patrzyła przez chwilę na zdjęcie matki. Gdy położyła się do łóżka, do jej uszu dotarł dźwięk otwierania wejściowych drzwi domu. Tata wrócił, podobnie jak dnia wczorajszego, zbyt późno aby podejrzewać go o trzeźwość. Przez głowę Weroniki przeszła myśl o tym, że dobrze postąpiła, nie zapraszając Natalii na dzisiejszy wieczór. Zamknęła oczy, jakby spowodować miało to również wyłączenie słuchu. Niestety, nierównomiernie stawiane po korytarzu kroki, wypełniały spowitą ciemnością i ciszą przestrzeń domostwa. Drzwi pokoiku otwarły się, a znajomy, choć nadal posiadający znamiona obcości zapach, uderzył z wzmożoną siłą. Kroki zbliżały się do łóżka, lecz oczy Weroniki pozostawały zamknięte. Światło ulicznej lampy i odbijany od księżyca blask przysłoniła sylwetka oddychającego ciężko mężczyzny.

***

Sosnowe drzwi nosiły na sobie znaki wieloletniego używania, podobnie jak przyklejone do nich litery układające się w słowo PEDAGOG. Od początku swego wstawienia, nikt nie obserwował ich tak długo czy wręcz obcesowo jak stojąca przy parapecie dziewczyna. Obserwacja dobiegła końca wraz z odgłosem dzwonka.
Niebieskie oczy, wpatrujące się uprzednio w jedne z wielu drzwi budynku, przesuwały się teraz po korytarzach, schodach, zahaczyły o otyłą dziewczynkę i popychające ją dwie uczennice, w końcu dotarły do przebieralni dla dziewcząt. Wśród ubierających się na lekcję W-Fu rówieśniczek nie odnalazły znajomej sylwetki, której przypisywały imię Natalia.
Właścicielka owych oczu czekała dłuższą chwilę, aż każda z dziewcząt przebierze się w strój gimnastyczny, i opuści szatnię. Zostawszy samą w pomieszczeniu, poczęła się rozbierać, a przebijające się przez zakurzoną szybę okna promienie słoneczne usiadły na czerwono-fioletowych ramionach.

***

Zwierzątko leżało przy dozowniku. Poruszone kilkukrotnie palcem, nie odpowiedziało. Nieruchome ciało chomika nie budziło w dziewczęciu żadnych emocji.
Beznamiętnym, powolnym ruchem, wyjęła z plecaka kasetę. Z takąż samą obojętnością spojrzała na okładkę z groteskowym grymasem zamaskowanej twarzy. Zaraz potem z telewizora błysnęło światło. W rogu ekranu pojawiły się trzy strzałki. Ukazał się zamek, a kamera zbliżała się ku niemu z dużą prędkością. Postacie poruszały się bardzo szybko. Gdy jedna z nich, uderzona z równie ogromną prędkością, upadła na podłogę w niewielkiej kałuży krwi, strzałki znikły, a ruch kamery przybrał naturalne tempo.
Dziewczyna rzuciła pilot na łóżko, nie odrywając oczu od odbiornika.
Świr szarpał się w agonii tak usilnie, że w końcu udało się mu odepchnąć od siebie mężczyznę, i zaraz po tym począł zadawać ciosy nożem wśród przerażających krzyków ofiary. Ta nie mogła złapać oddechu, i machając żałośnie kończynami, jednocześnie tryskała z gardła posoką. Panele korytarzyku barwiła ciemna czerwień, podczas gdy ubrana na czarno postać w masce odkrajała konającemu grdykę. Nie było już wrzasku, tylko szuranie ciała po podłodze. Ruch nieszczęśnika ustawał, przemieniwszy się w nieznaczne drganie. Leżał na wznak – na znak pogodzenia z losem. Wyglądało to, jakby w pewnym momencie przybył tajemniczy myśliwy, i z precyzją Wilhelma Tella wycelował w jego jabłko Adama, które rozprysło soczyście, tworząc krwistą szarlotkę i przemieniając kolor ścian w czerwony karminowy. Finalnie z szyi wyglądał jeno kościsty ogryzek. Z ust zamaskowanej postaci rozległ się głośny, maniakalny śmiech.
Dziewczyna sięgnęła z powrotem po pilota, i przewinęła film na początek drastycznej sekwencji. Oglądała tę rzeź kilka razy, odczuwając przy tym dziwną ulgę. Po którymś z kolei przewinięciu w tył i odtworzeniu filmu, po domu rozległo się trzaśnięcie wejściowych drzwi. Ciężkie kroki, stawiane z trudnością, zbliżały się w stronę pokoiku. Palec dziewczyny, po krótkim momencie wahania, przycisnął guzik odpowiedzialny za poziom głośności, i spoczywał tam dłuższą chwilę, aż pionowe kreski zbudowały mostek pomiędzy krawędziami ekranu. Przez niewymownie hałaśliwe rzępolenie skrzypiec przebiła się niewyraźna mowa zza ściany:
- Weronika! Wyłącz to!
Drzwi niedużego pokoiku otworzyły się.
- SŁYSZYSZ?!
Mężczyzna wszedł do pomieszczenia, i omiótłszy je oczyma, zlokalizował nieposłuszną córkę. Ta jednak zerwała się energicznie, i przebiegła obok niego na korytarz. Ściany domu drżały od wydobywającej się z urządzenia przeraźliwie głośnej muzyki skrzypiec, gdy nagły blask światła oślepił jednego z bohaterów, nieświadomego zbliżającej się z rozmachem lampy.
Skonfundowany mężczyzna wybiegł koślawymi krokami na korytarz, lecz potknąwszy się o próg, wyciągając ręce do przodu, runął na wibrującą pod wpływem nieustannej kakofonii podłogę.
- Niech cię tylko dorwę…!
Dziewczynie uderzało w głowie tętno, puls konkurował z narastającą symfonią grozy. Dobiegła do kuchni, i chwyciła w rękę ostry nóż. W tym samym czasie postać na ekranie powróciła chwiejnym krokiem na mroczny przedpokój, gdzie ugodzony mężczyzna zdążył się już przebudzić, i wstał trzymając się ręką za głowę. Śmierdzący alkoholem osobnik rzucił się na dziewczę, i oboje upadli teraz na podłogę, w chaotycznej szarpaninie. Postać rzucała okrzykami, coraz bardziej niewyraźnie, aż w końcu składały się z samych samogłosek. Mężczyzna ugryzł dziewczynie palec, by następnie spróbować wytrącić z jej ręki kuchenne ostrze. Nastolatka szarpała się tak usilnie, że w końcu udało się jej odepchnąć od siebie przytłaczający ją ciężar ciała mężczyzny. Ściany domu przeszył krzyk ofiary, gdy zamaskowana postać poczęła zadawać jej ciosy nożem. Ta nie mogła złapać oddechu, i machając żałośnie kończynami, jednocześnie tryskała z gardła posoką. Panele korytarzyku barwiła ciemna czerwień, podczas gdy ubrana na czarno postać odkrajała konającemu grdykę. Nie było już wrzasku, tylko szuranie ciała po podłodze. Ruch nieszczęśnika ustawał, przemieniwszy się w nieznaczne drganie. Leżał na wznak – na znak pogodzenia z losem. Wyglądało to, jakby w pewnym momencie przybył tajemniczy myśliwy, i z precyzją Wilhelma Tella wycelował w jego jabłko Adama, które rozprysło soczyście, tworząc krwistą szarlotkę i przemieniając kolor ścian w czerwony karminowy. Mężczyzna się nie ruszał, leżąc na środku korytarza z otwartymi oczami niczym u martwego zwierzęcia w klatce. Z oblicza dziewczyny rozległ się głośny szloch.

Data dodania2022-01-13 06:31
Kategoria
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze