Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

DOM OJCA2022-10-01 23:55
woń smierci2022-10-01 22:35
KORZEŃ, SZAL i ...2022-10-01 22:17
Bieg przez duszę 2022-10-01 22:13
Latarnia 2022-10-01 21:17
Maślaki (cz.1)2022-10-01 19:20
Zdrajca (cz.1)2022-10-01 19:12
Ciężki temat (c...2022-10-01 19:06
w smogu2022-10-01 18:47
Tam gdzie ryby ...2022-10-01 18:01
To właśnie ja2022-10-01 15:41
Wyzwól mnie, Jezu2022-10-01 12:09
SŁOWO jak CHLEB2022-10-01 11:55
***2022-10-01 10:16
Rozterki2022-10-01 06:02

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Psu na budę !2022-10-01 10:25
Jednoznacznie, niejedn...2022-09-30 16:54
***2022-09-27 20:08
Szara morda z przekrwi...2022-09-24 15:36
Halo, halo tu piszę */*2022-09-18 21:12

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Wyzwól mnie, Jezu2022-10-01 12:09:2140
To właśnie ja2022-10-01 15:41:2240
Tam gdzie ryby ...2022-10-01 18:01:4430
Niby nic2022-10-01 05:43:3330
***2022-10-01 10:16:0830
Rozterki2022-10-01 06:02:0930
SŁOWO jak CHLEB2022-10-01 11:55:0320
Bieg przez duszę 2022-10-01 22:13:2120
woń smierci2022-10-01 22:35:3110
KORZEŃ, SZAL i ...2022-10-01 22:17:4410

więcej

Zaginiona dyskietka

Dawid zaczynał mieć już tego dosyć. O resztkach zasobów cierpliwości dała znać jego wewnętrzna kontrolka.
- Już ci mówiłem, że to mało prawdopodobne. Pewnie ci się to wszystko przyśniło, albo kilka wydarzeń z dzieciństwa złożyło się na jedno fałszywe wspomnienie. Czasem tak się zdarza. Nie można za bardzo ufać swojej pamięci – argumentował, by skończyć raz na zawsze ten temat.
Była to jednak naiwna nadzieja. Szymon z jeszcze większym zapałem kontynuował opowieść.
- Mimo wszystko nie daje mi to spokoju. Nie pamiętam szczegółów, bo było to już dawno, ale doskonale pamiętam wrażenie, jakie to na mnie wywarło.
Kontrolka Dawida znów się zaświeciła, próbował przeto swój zbiornik na cierpliwość wypełnić głęboko wdychanym powietrzem.
- Przypomniało ci się jedno zdarzenie z dzieciństwa. Nie masz na nie dowodu, wszystko zaś przeczy prawdopodobieństwu, że jest ono prawdziwe. Gdyby naprawdę istniał wówczas sklep z grami, w którym każdy dzieciak mógł sobie grać do woli całe popołudnie, i to za darmo, nikt nie kupowałby gier, a sklep by splajtował. Taka jest prawda.
- Nudzi mnie już ta FIFA – próbował zmienić temat Mikołaj.
Dawid natychmiast zrozumiał aluzję, i prędko się włączył.
- W czwartek ma już podobno przestać lać, to wreszcie sobie pokopiemy na boisku.
Operacja ta okazała się jednak równie nieudana, bo Szymon ugrzązł już na dobre w świecie wspomnień z dzieciństwa.
- Sprzedawca był łysy, i bardzo miły. Czasem wychodził na chwilę na zaplecze, ale zawsze po jakimś czasie wracał, i coś do mnie mówił. Nie pamiętam dokładnie co, bo byłem zafascynowany rzadkimi grami.
- Jaki faul?! – krzyknął Dawid w kierunku telewizora.
- Specjalnie zmieniłem w opcjach surowość sędziów, bo wiedziałem, że będziesz grał nieczysto – Mikołaj odparł z zadowoleniem.
- Odpalałem jedną dyskietkę za drugą, i tak przez całe popołudnie.
- I nikt inny nie wszedł do środka? W sensie żaden klient? – podejmował dalszą rozmowę Mikołaj, ku niezadowoleniu Dawida.
- Nie przypominam sobie…
- Może facet nie pozwalał na to każdemu, a tylko tobie z jakiegoś powodu? Wspominałeś coś o tym, że był tam z tobą twój ojciec.
- Jedną z rzeczy, jaka akurat utkwiła mi w pamięci z tamtego dnia było to, że sprzedawca wyraźnie powiedział, że pozwala każdemu grzecznemu chłopcu grać w sklepie, ile ten sobie zażyczy, aż do zamknięcia sklepu.
- Dziwny gość. I nigdy później tam nie byłeś?
- Nie, bo nie wiedziałem dokładnie gdzie to, a tata nie chciał, żebym mówił mamie, gdzie byłem. Miałem wtedy szlaban... już nie pamiętam za co. Możliwe, że chodziło o to, że stłukłem szybę w szklarni u dziadków, gdy kopałem piłkę. Miałem przez jakiś czas nie grać w gry, ani nie oglądać telewizji.
- A tu taki twist. Twój ojciec był dla ciebie bardzo delikatny. Z moim było inaczej. Teraz dzieciaki straszy się potworem z szafy, za mojego dzieciństwa to był pasek z szafy – wyraził Mikołaj, kartkując w myślach swój życiorys.
- Pamiętam, że mama była na badaniach, i ojciec miał się mną opiekować. Chyba niezbyt mu się to podobało, ale zabrał mnie ze sobą, i zostawił mnie w sklepie z grami. Odniosłem wrażenie, że znał się z tym sklepikarzem dość dobrze, a zwłaszcza z jego synem…
- Zaraz, zaraz… jakim znowu synem? – wtrącił się Dawid. – Nic o tym wcześniej nie mówiłeś.
- To znaczy… w sumie to nie wiem, czy to był jego syn, ale był od niego młodszy. Miał jasne włosy, i chyba nie podobała mu się moja obecność. Razem z moim tatą wyszli gdzieś na zaplecze, a sprzedawca został pilnować sklepu.
- Czyli kiedy twoja matka była na badaniach, twój ojciec spędził całe popołudnie na zapleczu salonu z grami wideo? Wybacz, ale to brzmi niedorzecznie – zaprotestował Mikołaj.
- Cała ta historyjka się nie klei – podsumował Dawid.
- Może po prostu rozmawiali, pili… może to jakiś były kumpel taty ze szkoły, z wojska, albo z firmy ślusarskiej, gdzie tata kiedyś pracował.
- Pytałeś o to zdarzenie ojca?
- Tak. Powiedział, że był ze mną w tak wielu różnych miejscach, że nie pamięta, ale nie zaprzeczył, że mogło tak być.
- Słabo. To jedyny świadek.
- No i była jeszcze ta dyskietka…
Dawid wetknął pada w ręce Szymona.
- Twoja kolej. Graj. Przegrany przestaje mówić na pół godziny.
Mikołaj się uśmiechnął.
- Muszę się zatem postarać. Wykorzystując twoje ostatnie momenty prawa do wypowiedzi, możesz opowiedzieć kolejny raz o tej dyskietce.
Dawid spojrzał na Mikołaja. Był przekonany o tym, że kumpel powiedział to, aby go dodatkowo upokorzyć po wygranym meczu.
- W pewnym momencie sprzedawca powiedział mi, że mogę sobie wziąć jedną dyskietkę. Tak po prostu. Była taka jedna, niebieska, z trzema tygrysami, panterami albo gepardami na obrazku. Tytułu nie pamiętam, ale to było chyba jedno słowo. Pozwolił mi ją sobie zabrać.
Koledzy milczeli, bo nie trzeba było żadnego argumentu na to, że prawdopodobieństwo omawianego zdarzenia było bliskie zeru.
- Gdybym znalazł tę dyskietkę…
- Ale jej nie masz. Jak w ogóle mogła ci ona zaginąć?
- Nie wiem. Jak wracaliśmy do samochodu, ojciec zapytał mnie, co trzymam w ręku. Pokazałem mu ją, i powiedziałem, że miły pan mi ją pozwolił zabrać. Spojrzał na sklep, jakby przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien jej oddać. Nie zrobił tego jednak, ale jak podjeżdżaliśmy pod dom, powiedział mi, abym ją na razie schował do kieszeni, żeby mama nie widziała, że przyniosłem nową grę. Powiedział coś w stylu: ‘żeby nie mówiła, że cię rozpuszczam’. Nie rozumiałem tego wtedy. Nie pamiętam, czy ją w ogóle wyjąłem z kieszeni bluzy, czy schowałem gdzieś w pokoju, a może po prostu położyłem wśród innych kartridżów przy konsoli. Pamiętam, że następnego dnia już jej nigdzie nie było.
- Wygodnie – powiedział Dawid.
- To tylko potwierdza teorię, że ci się wszystko śniło – orzekł Mikołaj.
Szymon milczał przez chwilę, dając nową nadzieję Dawidowi na zakończenie tej długiej, i męczącej go opowieści o mocno wątpliwej autentyczności. W pewnym momencie Szymon odłożył pada na bok, i po prostu wyszedł, rzucając za sobą:
- Idę przeszukać strych.
Dwaj koledzy spojrzeli po sobie. Nie mówili nic, nie chcieli bowiem dać po sobie poznać, że było im żal przyjaciela.
Dla Dawida cała ta historia była absurdem, i owocem wybujałem wyobraźni. Mikołaj nie rozumiał wielkości uwagi, jaką jego kolega poświęcał tak, jego zdaniem, błahej sprawie. Czy to jakaś niedojrzałość? Tęsknota za dzieciństwem, kiedy matka chłopca jeszcze żyła?

***

Szymon był zdeterminowany. Był prawie pewien istnienia dyskietki. Starał się przypomnieć swoim zmysłom jej kształt oraz wygląd. Dla niego nie był to bowiem zwyczajny obiekt, ale ostatni relikt z lepszej epoki, epoki przednowotworowej, epoki, której symbolem był uśmiech kobiety o długich włosach. W jednym niemal momencie życia zniknęła dyskietka, uśmiech i włosy. Uśmiech zastąpił grymas bólu na bladej twarzy, a włosy, te promienie słoneczne horyzontu chłopca, przemieniły się w chustkę. W końcu zniknęła również kobieta.

Jakie jest najstarsze wydarzenie z życia w pamięci człowieka? Czy jest ono prawdziwe? Czy stanowi może wytwór wyobraźni, pomieszany z elementami zaczerpniętymi z dzieł sztuki, filmów, opowieści innych osób? Szymon bał się. Bał się tego, że coś, o prawdziwości czego był przekonany, mogło okazać się kłamstwem. Wówczas bowiem zwątpiłby w autentyczność całej reszty wspomnień. Jeżeli dyskietki, którą z tamtego czasu pamiętał, nie było, równie dobrze przecież mogło nigdy nie być uśmiechu kobiety o długich włosach. Wszystko co wiedział o swojej matce, poza zdawkowymi informacjami pozyskanymi od innych członków rodziny, opierał o bezpośredni kontakt z przeszłości. Ta przeszłość, która obecna była w umyśle chłopca cały czas, najintensywniej zaś gdy odwiedzał cmentarz, stała pod znakiem zapytania. W głowie Szymona odbijało się echo słów kolegi: nie można za bardzo ufać swojej pamięci.

Chciał ją znaleźć. Chciał znaleźć tę dyskietkę, zanieść przed grób matki, i powiedzieć: pamiętam. Nie tylko wierzę, że byłaś dobra; pamiętam, że byłaś dobra. Pamiętam wszystko, nie wymyśliłem sobie ciebie takiej. Schowałem przed tobą tę dyskietkę. Kiedy byłaś na badaniach, i nastąpił punkt zwrotny, ten zwrotnik raka, ja nie myśląc nawet o tobie, a nawet gniewając się na ciebie z powodu dostania szlabanu, grałem sobie w gierki. Kiedy obcy łysy mężczyzna pozwolił mi zabrać kawałek plastiku do domu, pomyślałem o nim, że to dobry człowiek. Nie myślałem tak o tobie. Wolałem od ciebie ojca. Przepraszam. Przepraszam, że się ciebie bałem. Kiedy odwiedziliśmy cię w szpitalu, unikaliśmy za wszelką cenę słowa, które miałaś wypisane na całym ciele. Byłaś dla mnie symbolem tego, o czym się nie myśli w moim wieku. Byłaś dla mnie symbolem śmierci. Bez uśmiechu i włosów byłaś dla mnie obca. Patrzyłem na ciebie jak na kosmitę, jak na niechciany element rzeczywistości. Nie chciałem na ciebie patrzeć, gdy w trybie przyspieszonym rozkładałaś się na naszych oczach.

Szymon przeczesał cały strych w poszukiwaniu pewności, ale jej nie znalazł.

***

Dawid zbiegł z przyszkolnego boiska, mijając nauczyciela od języka niemieckiego.
- Guten Tag.
- Guten Tag, David.
Czerwonopomarańczowy zachód słońca z pewnością i tym razem miał przypieczętować dzień.
Szymon wyciągnął rękę do przodu.
- Zaczyna kropić.
Chłopcy spojrzeli w górę. Chmury sugerowały burzę.
- Tylko nie zaczynaj znowu bajdurzyć o tej dyskietce – rzucił Dawid, sięgając po butelkę z oranżadą.
- Sam zacząłeś. Ale w porządku, nie będę. Nie znalazłem jej, i to wszystko co mam do powiedzenia.
- Dobrze.
Spod odkręconej zakrętki rozległo się lekkie syczenie uwalnianego gazu.
- Mam tylko jedno pytanie.
- Wal – powiedział Dawid, i pociągnął z gwintu.
- Gdy byłeś mały, to czy twoi rodzice byli dla ciebie dobrzy?
Dawid prawie wypluł oranżadę.
- Co to za głupie pytanie?
- Odpowiedz szczerze.
Koledzy patrzyli na siebie niezręcznie.
- Oczywiście że tak.
- Skąd wiesz?
- Bo pamiętam.
- Nie można za bardzo ufać swojej pamięci. Może ci się to wszystko przyśniło?
Gdyby nie wysiłek na boisku przed chwilą, Dawid uderzyłby kolegę.
- Nie odzywaj się do mnie – rzucił oschle, wziął plecak, i zabrał się do domu.
Z boiska powoli wracała reszta chłopców, w tym Mikołaj, który wybrał inną drogę, przez co nauczyciel go nie zauważył.
- Guten Tag, Herr Weber.
Nauczyciel rozejrzał się dokoła, nie mogąc zlokalizować ucznia.
- Wo bist du?
- Hier.
- Ah. Guten Tag, Nikolaus.
Szymon stał wstrząśnięty.
- Könnten Sie das wiederholen? – zapytał nauczyciela.
- Hm? Was? ‚Wo bist du‘?
Szymonowi świeciły się oczy blaskiem nadziei. Mikołaj popatrzył na niego ze zdziwieniem. Dawno nie widział swojego przyjaciela uśmiechniętego.
- Co cię tak rozbawiło? Mój koślawy niemiecki?
- Smutek wymaga użycia zbyt wielu mięśni twarzy, a to zbędny wysiłek – zażartował Szymon. – Przypomniało mi się coś z tamtego dnia.
- Mówisz o tym w salonie gier?
Szymon kiwnął głową.
- Wopistów – powiedział powoli.
- Co takiego? Nie rozumiem.
- Nazwa ulicy. To na niej byliśmy z ojcem. Pamiętam, jak zapytałem tatę co to za jacyś wopiści, a on mi powiedział, że to od skrótu WOP. Chodziło bodajże o pograniczników za komuny.
- Nazwy ulic mogły zostać zmienione, ale jest to jakiś trop.

***

Częstochowska dzielnica o nazwie Dźbów nie była duża. Szymon rozpoczął marsz od przystanku autobusowego. Serce biło mu mocniej. Nie obchodziło go, czy ktokolwiek mu uwierzy, jeśli znajdzie to tajemnicze miejsce z przeszłości. Chodziło już tylko o jego własną wiarę w wiarygodność swoich wspomnień, o wetknięcie dyskietki pamięci w brakujące miejsce.

Ulica Wopistów była krótka, i łączyła się między innymi z ulicą Michała Drzymały, przy której stało przedszkole. Chłopiec kojarzył tę budowlę, choć zapamiętał ją jako znacznie brzydszą. Nagle zaczął przypominać sobie średnio co trzeci mijany budynek, których wygląd na bieżąco porównywał z kliszami wspomnień. Poczuł się, jak gdyby wracał do ojczyzny po wielu latach życia na emigracji, pamiętał wszystko, jakby dawniej co wieczór włóczył się po tej uliczce, jak gdyby znały go tu wszystkie okoliczne koty. W końcu każdy kolejny budynek był mu znajomym; potrafił go sobie przedstawić w głowie zanim go ujrzał, i nie spostrzegł nawet, jak jego marsz stał się truchtem. Zatrzymał się. To było tutaj. Charakterystyczne schodki i ten sam dach, lecz reszta odnowiona i odmalowana. Nie był to już z pewnością salon gier, ale raczej dom mieszkalny. Chłopiec nacisnął przycisk dzwonka. Drzwi otworzyły się niemal natychmiast, za wcześnie by mógł przygotować w myślach pytanie.
- Tak?
- Dzień dobry. Mieszka tu pani?
To pytanie zdecydowanie nie należało do przemyślanych.
- Dzień dobry. Tak, a o co chodzi?
Chłopiec nie wiedział jak zacząć, ale presja zrobiła swoje, i mówił bez zastanowienia.
- Od jak dawna pani tu mieszka?
- Od jakichś… dziesięciu lat?
- Nie pamięta pani, co tu się wcześniej znajdowało?
- Pamiętam, bo mieszkałam naprzeciwko. Był tu jakiś sklep z elektroniką, a potem budynek stał pusty. Kupiliśmy go z mężem.
- Czy pamięta pani właściciela tego sklepu?
- Niestety nie, ale moi rodzice z pewnością pamiętają. Proszę sprawdzić w domu naprzeciwko.
Szymon przeszedł na drugą stronę ulicy. Tym razem drzwi otworzył stary, siwy mężczyzna.
- Dzień dobry. Potrzebuję informacji na temat budynku z naprzeciwka. Co tam się wcześniej znajdowało?
- Dzień dobry… tam był sklep z tymi, grami.
- Właściciel to był łysy mężczyzna, i prowadził sklep z synem, prawda?
Starzec zastanowił się.
- Nie, właścicielką była kobieta. Wcześniej miała stoisko na targu, sprzedawała przy stadionie. Potem był ten napad i…
- Napad?
- No, było o tym trochę głośno. Jakieś bandziory zamordowały ją na zapleczu sklepu, i obrabowali sejf. Przestępców, z tego co wiem, nie znaleziono.

Data dodania2022-04-19 18:13
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze