Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

To nie2022-06-25 21:50
Ach2022-06-25 21:38
Nieba błękitem2022-06-25 21:28
niech nie pieje2022-06-25 15:59
To Serce2022-06-25 05:24
OLa TATY2022-06-24 23:45
WYDOBYWAJĄC z S...2022-06-24 23:10
wakAKCJE2022-06-24 19:25
malowidła przyrody2022-06-24 19:07
Życiowa prawda2022-06-24 14:07
Liberanki 22022-06-24 11:43
Rudowłosa2022-06-24 05:43
Przepraszam Tat...2022-06-23 22:37
NieKONIECznie2022-06-23 21:23
RADOŚĆ w PANU2022-06-23 20:34

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Jak wyjaśnić śmierć dz...2022-06-04 00:11
O szaleństwie ateizmu2022-06-02 23:14
Strzelanina w Noisymou...2022-05-24 02:46
Byliśmy martwi2022-05-23 15:02
Odwiedziny2022-05-07 10:25

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Jak zostać świę...2022-06-10 16:15:1190
Tatusiu nasz ko...2022-06-03 12:47:0380
Wspomnienia z d...2022-06-03 16:09:4670
Autobiograficzn...2022-06-08 13:22:1570
Duch budzi się ...2022-06-02 11:24:2070
Na Chmielnej 2022-06-10 22:43:0170
Podziękowania d...2022-06-22 21:37:0160
Łzy2022-06-08 08:58:2260
Egzamin z biolo...2022-06-03 11:17:3660
Limeryk polityczny2022-06-09 11:19:3660

więcej

Byliśmy martwi

Niemiecki obóz koncentracyjny został wyzwolony w 1945 roku. Ojciec Iwony nie został w pełni wyzwolony. Jego cielesną powłokę przywieziono pociągiem, i od tej pory mieszkał z córką i zięciem. Mentalnie jednakowoż wciąż przebywał w obozie. Tam, gdzie postawił swoją stopę, tam zaczynał się nowy obóz koncentracyjny. Z bezwzględnym wzrokiem i siwą głową, pióropuszem mądrości łopoczącym chwalebnie, w płaszczu szerokim minionej epoki, wyruszył na wojnę. Jego nowymi przeciwnikami były drzwi i okna.

- Andrzeju, zrób coś! Oni chcą nas zamknąć!
Mężczyzna westchnął.
- Panie doktorze, czy mógłby pan zostawić drzwi uchylone?
- Nie ma problemu. Proszę zostawić nas samych.
Mężczyzna wyszedł, zostawiając teścia z psychiatrą.
- Panie Komski, bycie zamkniętym nie zawsze jest czymś złym…
- Jeżeli masz klucz – odparł starzec.
- Gdy był pan mały, pańska matka zostawiała pana śpiącego w łóżeczku z wysokimi barierkami, żeby pan nie wypadł. Z pewnością zamyka pan drzwi na noc, żeby nikt obcy się nie wkradł. To służy bezpieczeństwu.
Na słowo ‘bezpieczeństwo’ starzec się wzdrygnął. Przypomniał sobie twarz SS-Obersturmbannführera Hauptmana, który zwykł przed każdą egzekucją nieposłusznego więźnia powtarzać: to dla naszego i waszego bezpieczeństwa. Tuż po tym zazwyczaj rozlegał się strzał w głowę. Henryk Komski słyszał te strzały 31 grudnia każdego roku, tuż za oknem domu, w którym mieszkał wraz z córką, zięciem, i nowonarodzonym wnukiem. Nie mówił o tym nikomu, bowiem nie chciał dodatkowo kłopotać rodziny.
Miał zresztą wiele podobnych wspomnień, które odżywały każdego dnia, powtarzając się cyklicznie jak w kalendarzu liturgicznym.

***

Kto nie ryzykuje, ten nie ma, ale kto zaryzykuje, może już nigdy nie mieć – bębniły słowa matki w głowie Komskiego, gdy skradał się powoli wzdłuż korytarza. Nie powinien był tu być, od kiedy młody Fisher przejął jego dotychczasową rolę tłumacza z niemieckiego na polski i odwrotnie. Żydowski kapo zajął jego miejsce, i jednocześnie przywileje u Hauptmana, jednak nie powstrzymało to Komskiego od wejścia do budynku, po którym jeszcze niedawno mógł się swobodnie poruszać. Pamiętał dobrze, jak Hauptman obiecywał mu dodatkowe przywileje, jeśli będzie jego wiernym asystentem. Starał się, jak mógł. Towarzyszył SS-manowi nawet w egzekucjach, choć tamten tego nie wymagał. Wszystko to dla lepszego traktowania. I co? I nagle Hauptman przestał się do niego odzywać, za to u jego boku pojawił się Fisher. Komski czuł się tym obrażony. Wszak honor to było jego pierwsze imię. Używał drugiego, żeby nie zawstydzać innych. Dla względów Hauptmana zdradził kilku przyjaciół. Teraz, gdy utracił protekcję Niemca, powrócił do swojego nędznego stanu więźnia. Nic nie zyskał, stracił wszystko. Obersturmbannführer już za niego nie ręczył, a ci, których Komski zdradził, nie odzywali się do niego, albo już nie żyli. Były tłumacz czuł się oszukany.

Uhhh, co tak śmierdzi? Jakby zdechło? Aaa… szczur którego zjadłem – myślał, próbując odwrócić swoją uwagę od ryzyka, jakie właśnie podejmował.
Więzień rozejrzał się po różnych drzwiach. Pamiętał, jak jeden współwięzień powiedział mu, że za ciężkimi metalowymi drzwiami jest jakiś rodzaj zbrojowni. Nie ufał mu. Zwłaszcza jemu. Był to jego przyjaciel, a przyjaciele byli najmniej przewidywalni. Po wrogu wiadomo było, czego można się spodziewać. Jeśli go zaatakuje, to żadne zaskoczenie. Z przyjaciółmi nigdy nie wiadomo. Dlatego ufał im mniej niż wrogom.

Sprawdził drewniane drzwi po lewej. Chciał wynieść z tego miejsca cokolwiek, by przykryć tym swój zawód. Nie po to wyrzekł się parę razy szacunku do samego siebie, by odejść z pustymi rękoma. Drzwi były otwarte. Powoli je uchylił, i zajrzał do środka. W pomieszczeniu na łóżku spał młody Fischer. Jego przedramię, na którym jeszcze nie tak dawno widniała sześcioramienna gwiazda, przepasane było teraz – ironia dziejów – swastyką. Komski zdziwił się, że drzwi były otwarte. Nie uważał Hauptmana za na tyle nierozważnego, by narażał swoich pracowników na śmierć. Co najwyżej na przewlekłe choroby. Naziści na terenie obozu zazwyczaj umierali z choroby. Albo z przesady. Czasami Hauptman przesadzał z dyscyplinowaniem młodszych strażników. Stanowiło to jednak sporadyczne interwały pomiędzy egzekucjami więźniów.

Przy łóżku leżały buty i karabin, a na stoliku granat. Komski poczuł, jak krew w jego organizmie poczęła być pompowana szybciej. Zapragnął tego granatu. Lekarz powiedział, że zostało mu niewiele życia. W razie czego, przynajmniej umrze jako człowiek z granatem. Tak więc jeden z jego dwóch celów – wynieść coś z budynku i przeżyć – zostanie wykonany. Nie można mieć wszystkiego – pomyślał. Zrobił parę kroków, i przystanął. Bacznie obserwował unoszącą się lekko klatkę piersiową Fischera. Zbliżył się do stolika po raz kolejny, tym razem jeszcze wolniej i ostrożniej. W końcu wyciągnął rękę po wypatrzoną zdobycz. Posadzka skrzypnęła. Fischer zaczął się budzić. Nie mając czasu na myślenie, Komski wyrwał spod głowy Fischera poduszkę, i z całej siły przycisnął mu ją do twarzy. Fischer szarpał się energicznie. Komski cały swój ciężar ciała, wraz z gniewem i żalem, poczuciem zdrady i wszystkim, co zgromadził, a co przez lata nie mogło znaleźć ujścia, skupił na poduszce. Zaczynał wątpić w swoją poczytalność. Właśnie zabijał człowieka ze względu na upatrzony pocisk. Poczuł, jak wraz z ostatnią próbą złapania oddechu przez Fischera, ubywają z niego resztki człowieczeństwa. Podniósł poduszkę – nieboszczyk wyglądał jak bezbronne dziecko. Włożył mu ją z powrotem pod głowę. Wziął w końcu upragniony granat, i schował do prawej kieszeni. Wrócił na korytarz, kiedy z nagła usłyszał otwieranie głównych drzwi. Przeraził się. Prędko ruszył w przeciwnym kierunku, do drzwi, za którymi – jak pamiętał – znajdowała się kuchnia. Usłyszał za sobą zbliżające się kroki Hauptmana. Chwycił nóż kuchenny, i skulił się za stołem. Przygotowywał się w myślach na możliwość, że zabije dzisiaj jeszcze jednego człowieka. Skrywany w kieszeni granat stanowił ostatnią rzecz, która świadczyła o jego osobowości. Tylko to mu pozostało. Współwięźniom nie ufał, najbliżsi mogli go zdradzić, naziści byli bezwzględni, a na granacie można było zawsze polegać. Kroki zbliżały się. Hauptman zaczął coś wołać po niemiecku. Jego głos począł przechodzić dziwną metamorfozę, stawał się coraz bardziej delikatny. W końcu przed oczami Komskiego stanęła kobieta. W jej twarzy starzec rozpoznał swoją córkę. Wstał.
- Tato?
Wyjęła mu z ręki łyżkę.
- W sklepie była kolejka. Jak Piotruś, nie płakał?
Mężczyzna sięgnął w zamyśleniu do prawej kieszeni. Wyjął z niej przedmiot o znajomym kształcie, i upuścił na podłogę. Dziecięca grzechotka poturlała się pod nogi kobiety.

Data dodania2022-05-23 15:02
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Moja Bracie:)
ale od pierwszego słowa miała oddać Ducha..
mam nadzieję mądrości:)
Emocje nie pozwalają pisać coś błahego, co by nie pasowało do opowiadania..
Data dodania: 2022-05-23 21:23
To Twoja myśl?
Pomyślałem, że to może cytat, i wkleiłem w wyszukiwarkę, ale nic nie pokazało.
Data dodania: 2022-05-23 20:57
Straszne!
,,Piekło rodzi się i rozsiada wygodnie w umyśle, wyłącza oczy i wtedy mu mało, wychodzi na świat\"
Data dodania: 2022-05-23 19:39
1 z 1
Portal z poezją Pisze wiersze