Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

w ciszy szeptu2022-10-05 17:24
Zapach miłości 2022-10-05 15:29
Ci2022-10-05 15:11
Powołany2022-10-05 13:31
Obudź mnie2022-10-05 12:21
Muzę za nogi2022-10-05 11:13
Kura2022-10-05 10:15
Tęsknota 2022-10-05 06:44
w poezji...2022-10-05 05:21
DWIE MYŚLI2022-10-04 23:43
Hilary2022-10-04 20:19
Lee Merrick 432022-10-04 20:16
Lee Merrick 422022-10-04 20:12
Lee Merrick 412022-10-04 20:09
Przygotowania (...2022-10-04 20:00

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Martwa natura (albo: K...2022-10-04 17:49
Martwa natura (albo: K...2022-10-04 17:48
nie ma co świecić bla...2022-10-02 23:39
Psu na budę !2022-10-01 10:25
Jednoznacznie, niejedn...2022-09-30 16:54

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Rejs2022-10-02 08:45:0580
Odkryć odkryte2022-10-02 09:19:1170
Bieg przez duszę 2022-10-01 22:13:2170
U PROGU..2022-10-02 15:05:4370
Wierzba2022-10-03 06:33:5670
woń smierci2022-10-01 22:35:3160
Krakowskie Prze...2022-10-02 14:04:1960
Gdy żniwo wielkie2022-10-04 12:35:0860
Tam gdzie ryby ...2022-10-01 18:01:4460
DOM OJCA2022-10-01 23:55:4060

więcej

Zbrodnia w Dolinie Muminków (albo: Kapitan Bolbao i śmierć Mamy Muminka)


Takiego upału Włóczykij nie pamiętał, od kiedy jął samodzielnie stąpać po ziemi. Nie był w stanie ocenić, czy strużka potu mijająca właśnie jego lewą brew stanowiła owoc wszechogarniającego gorąca, czy może też wytężania umysłu podczas słuchania naukowych wywodów Migotka. Okularnik bowiem przez całą drogę opowiadał coś o dualizmie korpuskularno-falowym, pasażowalnych encefalopatiach gąbczastych i zimnej fuzji. To ostatnie brzmiało w uszach Włóczykija bardzo miło w obliczu tak wysokiej temperatury powietrza.
- Lepiej weź z powrotem swój kapelusz. Dziś już nie będzie nawet lekkiego wiaterku.
Migotek oddał Włóczykijowi jego nakrycie głowy. Kapelusznik nie miał pojęcia, skąd u kolegi wzięła się tak ogromna wiedza z zakresu fizyki, geografii, astronomii, czy zjawisk atmosferycznych. Nie przypominał sobie, aby Migotek kiedykolwiek uczęszczał do szkoły. Musiał być zatem samoukiem, który sporo czasu spędza eksperymentując w swoim słynnym laboratorium.
Jego geniusz jest nie na moją głowę – pomyślał Włóczykij mijając wreszcie ostatnie drzewko lasku. Kapelusz chronił go teraz od piekących skórę promieni słonecznych. Nagle, zbliżając się do szczytu pagórka, spostrzegł kobietę leżącą na ziemi. Tak samo jak wiatrak pobliskiego młyna, i w zasadzie wszystko inne wokół, nie poruszała się.
- Coś jest nie tak – powiedział na głos.
Migotek ruszył truchtem do przodu, nie poprawiając przy tym swych okularów, choć miał w zwyczaju czynić to przed każdym większym przedsięwzięciem. Po chwili dogonił go Włóczykij, i obaj stanęli pochyleni nad zwłokami Mamy Muminka. Teraz i oni zastygli w bezruchu.

***

Kapitan policji Henry Bolbao siedział na środku pokoju przesłuchań i przeglądał akta. Barczysty sierżant Arnold Sailor stał obok, nie spuszczając bezwzględnego wzroku z włochatego jegomościa umiejscowionego pod ścianą.
- Oszczędźcie mi tego bajdurzenia, nic na mnie nie macie – wypalił przesłuchiwany. – Zatrzymaliście mnie tylko dlatego, bo nie macie co robić. W taką duchotę jak dzisiaj urządzacie sobie łapanki, zamiast zatroszczyć się o to, żeby jakaś staruszka nie dostała udaru. Dalibyście sobie na wstrzymanie.
Sierżant skrzyżował ramiona.
- Już dwa lata temu ustaliliśmy, że nie będziesz się zbliżał do Muminka.
- Przecież się do niego nie zbliżyłem!
- Ale krążyłeś niedaleko odwyku. Masz tupet, Bobek. Chłopak spędził dwa lata lecząc się od tego syfu, którego mu dostarczałeś, a ty tego samego dnia, w którym wychodzi, by rozpocząć na zewnątrz trzeźwe życie, postanowiłeś sobie urządzić tam przechadzkę.
- Nic na mnie nie macie – powtórzył Bobek. – Nie mam przy sobie ani grama metaamfetaminy. Zresztą, ta rodzina beze mnie i tak upadnie. Nieraz słyszałem brzęczącą reklamówkę Mamy Muminka, jak wracała ze sklepu. Nikt mnie nie nabierze, że hurtowo kupuje mleko. Dzieciak ćpał, matka pije. A poza tym uważam, że uń…
Wypowiedź przerwało otwarcie drzwi przez porucznika Simona Jamesa.
- Kapitanie, przyszedł Ryjek. Mówi, że Mama Muminka nie żyje. Podobno spadła z młyna.
Bobek pokręcił głową.
- A nie mówiłem? Ta rodzina powoli upada, jeden po drugim…

***

Umysły mieszkańców Doliny przestały już zmagać się z myślami o gorącu, bowiem skupione były teraz na niespodziewanej śmierci matrony. Policjanci, przyzwyczajeni do widoku zwłok, zajmowali się służbowymi czynnościami. Tylko Włóczykij nie mógł się otrząsnąć, i stał wgapiony w leżące w bezruchu ciało znajomej kobiety.
- Wyruszyliśmy od strony wschodniej dalej na wschód. Włóczykij towarzyszył mi w drodze do sklepu. Nie widzieliśmy wówczas nikogo w pobliżu młyna. Po godzinie i piętnastu minutach wróciliśmy tą samą drogą, i znaleźliśmy Mamę Muminka leżącą na ziemi – relacjonował Migotek, jak gdyby czytał akapit z kroniki policyjnej.
Włóczykij czuł się, jakby brał udział w jakimś groteskowym przedstawieniu. Nie był pewien, co bardziej go zdumiewało – czy fakt, że poczciwa cicha gospodyni leżała obok martwa, czy to, że wszyscy wokół przechodzili nad tym do porządku dziennego. Zupełnie jakby upał pozbawił ich emocji.
- Było zupełnie tak, jak powiedział Migotek – potwierdził zeznania świadka.
Kapitan pogładził się po brodzie.
- Czy nieboszczka przejawiała skłonności samobójcze?
- Nic mi o tym nie wiadomo – powiedział Migotek, zanim pytanie dotarło do przegrzanego mózgu Włóczykija.
Ryjek wydawał się być niemalże podekscytowany. Śmierć Mamy Muminka uruchomiła w nim pokłady energii, które składował przez całe lato niczym panel fotowoltaiczny.
- Kapitanie, myślisz, że to nie był wypadek?
- Co Mama Muminka miałaby robić na młynie? – zapytał w odpowiedzi Bolbao.
- Naprawiała dach! Co prawda takimi rzeczami raczej zajmował się Tata Muminka, ale ostatnio…
Tutaj Ryjek przerwał, w myślach ganiąc siebie, że znowu powiedział za dużo.
- O tej porze Mama Muminka zwykła robić coś w środku młyna, bo budynek służy również jako szopa – wyjaśnił Migotek. – Od kiedy Tata Muminka zaczął się skupiać na pracy w warsztacie, jego małżonka przejęła część jego obowiązków.
Porucznik wyszedł z młyna, potwierdzając słowa Ryjka.
- W dachu jest dziura. Na schodach leży skrzynka z narzędziami.
Sierżant Sailor wstał, zakończywszy oględziny zwłok.
- Czy kobieta paliła fajkę?
Wszyscy spojrzeli nań zdziwieni.
- Nie, ale jej mąż…
- W jej zaciśniętej dłoni znalazłem to – tutaj sierżant wskazał na charakterystyczny przyrząd do palenia tytoniu.
- To fajka Taty Muminka – powiedział Włóczykij. Powoli dochodziła do niego druga fala szoku.
Bolbao pogładził swój bujny zarost.
- Czy na ciele znalazłeś jakieś ślady walki? – rzucił do sierżanta.
- Jest poobijane, ale raczej od upadku.
- W każdym razie wszystko wskazuje na morderstwo. Idziemy – kapitan ruszył przed siebie, i wszyscy zgodnie poszli za nim.
- Ale dokąd? – zapytał wciąż oszołomiony wydarzeniami Włóczykij.
- Poszukać Taty Muminka. Jest podejrzany o morderstwo.

***

Domostwo rodziny trolli o hipopotamowym wyglądzie prezentowało się, pomimo upływu lat, wciąż okazale. Wnętrze było tu i ówdzie mniej zadbane, acz nikt nie wymagał od właścicieli perfekcjonizmu w tej dziedzinie.
Jeżeli dzień ten mógł być w oczach Włóczykija jeszcze bardziej dziwaczny, to brakowało w nim tylko spotkania przyjaciela niewidzianego od prawie dwóch lat. Wychudzony blady Muminek konsumował właśnie pożywienie wszelkiego rodzaju z lodówki, gdy grupa przekroczyła próg mieszkania.
Ich spojrzenia się spotkały. Znów uczucie groteskowości uderzyło Włóczykija. Podczas gdy ciało matki leżało pod młynem, jej syn trzymał w ręce pęto kiełbasy. Muminek nie wyglądał jednak na zaskoczonego.
- Nie musieliście wszyscy mnie witać… - zaczął, ale przerwał, gdy spostrzegł policjantów. Mundurowi nie składali się na typowy komitet powitalny. – Czy wszystko w porządku?
Włóczykij oznajmił przyjacielowi, co się stało. Dokładnie w dzień, w którym opuścił zakład, Muminek dowiedział się o śmierci swojej matki. Wszystko to układało się w jakiś szalony obraz.
- Gdy przyszedłem, nikogo nie zastałem. Byłem głodny, więc…
- Nie musisz się tłumaczyć. Poszukamy twojego ojca – orzekł Ryjek, i każdy poszedł w kierunku innego pomieszczenia.
Wkrótce jednak wszyscy spotkali się przed wejściem na górę. Na bocznej ścianie przy schodach wisiały rodzinne zdjęcia. Im wyższe stopnie skrzypiały pod nogami, tym nowsze fotografie ukazywały się oczom wchodzącego.
- Spójrz, Mama Muminka wygląda na nich coraz gorzej – wskazał Ryjkowi Włóczykij.
Bolbao przyjrzał się ostatniemu zdjęciu.
- Arnold, niektóre ślady mogła mieć wcześniej. Zobacz.
Sierżant zbliżył twarz do wizerunku.
- Siniaki?
- Na to wygląda.
W końcu poszukiwacze Taty Muminka udali się na strych.
- To tutaj się zamykał. Izolował się od reszty, by poświęcać czas na pracę nad swoim wynalazkiem – powiedział Migotek.
- Szkoda, że zamiast tego nie pracował nad synem – szepnął w jego stronę Ryjek.
- O jaki wynalazek chodzi? – spytał jeden z policjantów.
- Uważał, że może stać w obliczu odkrycia czegoś wielkiego. Jeśli mam być szczery, były to raczej jego prywatne urojenia – skomentował Migotek. – To właśnie to.
Wszyscy popatrzyli na leżącą na biurku maszynę. Ryjek parsknął śmiechem, by chwilę potem uprzytomnić sobie, że nie wypada, zwłaszcza w tych okolicznościach.
- O co chodzi, Ryjku? – zapytał Muminek.
- Tu są same bezużyteczne rupiecie. Taki połączony megakondensator mógłbym skonstruować z Migotkiem w pół godziny.
Porucznik otworzył jedną z szafek.
- W półce się raczej nie schował – rzucił sierżant.
- Może natrafimy na jakąś wskazówkę, dokąd mógł uciec – odparł Simon James, lecz w środku części meblościanki znalazł jedynie butelki. Dużo butelek.
- Z takim zaopatrzeniem nie trzeba chodzić do monopolowego. Okazuje się, że Bobek miał rację mówiąc, że Mama Muminka kupowała dużo alkoholu. Jednak był on przeznaczony dla jej męża.

***

Kapitan skontaktował się z Ebenezerem Ruffinem, by ten zabrał ciało spod młyna. Zasugerował, by utworzyć grupę do poszukiwań podejrzanego. Podzielił wszystkich na podgrupy, by zaoszczędzić czas, i wypytać okolicznych mieszkańców o to, kiedy i gdzie ostatni raz widzieli poszukiwanego.
- Polowanie czas zacząć – powiedział Ryjek, zacierając ręce. – Mogę?
- Możesz – odpowiedział Muminek.
Ryjek wybił szybę zamkniętej na klucz szafki na broń, i wyjął z niej strzelbę.

***

W ogrodzie botanicznym Paszczaka rosło wszystko, co tylko w tych warunkach rosnąć mogło – od bukogryzów, przez mięsożerne pelargonie, po leśną szaławiłkę.
- Widywałem go ostatnio coraz rzadziej, bo też coraz mniej tolerowałem jego obecność. Kiedy był trzeźwy, mówił, że nie ma czasu, bo musi pracować nad swoim „wielkim odkryciem”. Twierdził, że odkrył coś, ale nie wie, czy to się do czegokolwiek nadaje. Byłem sceptyczny, ale udawałem zainteresowanie, bo zdawało mi się, że to, że tak to ujmę, „trzyma go na powierzchni”. Przychodził nieraz, by zapytać o coś związanego z fizyką, ale odsyłałem go do Migotka.
Porucznik spojrzał na wspomnianego.
- Przyszedł do mnie z pytaniem, czy to, nad czym pracuje, ma jakiś sens. Jeśli nie, to to zniszczy. Powiedziałem mu podobnie jak Paszczak, choć wiedziałem, że to, co skonstruował, to był nienadający się do niczego syf. Nie chciałem jednak, by się zniechęcił, więc udzieliłem mu kilku porad, i poleciłem mu pracować nad tym, aż mu coś wyjdzie. W końcu każdy zaczynał od zera, prawda? – opowiadał Migotek. – Powiedziałem mu, że ma to może jakiś potencjał. Nie chciałem zabijać w nim resztek nadziei.
Muminek zdawał się być nieobecny myślami. W końcu powiedział:
- Paszczaku, użyłeś sformułowania „kiedy był trzeźwy”…
Starzec uciekł wzrokiem w zakłopotaniu.
- Eee… tak, tak. Kiedy był pijany… cóż, wtedy wygadywał już kompletne dyrdymały. Że będzie wkrótce bardzo bogaty, albo że chce stać się niewidzialnym.

***

Jakie są pierwsze słowa, jakie ktoś wypowiada tuż po usłyszeniu o śmierci znajomej kobiety? Z pewnością inne niż słowa Małej Mi, która na wieść o zgonie Mamy Muminka, oznajmiła:
- Doigrała się.
Ryjek z wrażenia opuścił strzelbę. Pół minuty temu listonoszka niewielkiego wzrostu przejeżdżała właśnie przez las rowerem, gdy spostrzegła uzbrojonego Ryjka i sierżanta Arnolda.
- Nie musicie mi mówić, jak zginęła. Jej mąż ją zatłukł na śmierć. Wiedziałam, że tak będzie. Mówiłam jej, by szła z tym na policję, ale ona była mu uległa jak niewolnica. Kiedyś dostarczyłam list, i jak zmywała naczynia, miała podwinięte rękawy. Siniaki świeże jak bułeczki.
- Pytałaś, skąd je ma?
- A po co? Tatuś Muminka wybuchał gniewem jak wulkan, gdy tylko zwróciło mu się uwagę, że może zająłby się w końcu czymś pożytecznym, zamiast grzebać w klamotach na strychu. Żeby go uspokoić, kupowała mu wódę. Bo jak był schlany, to mniej rozrabiał. Niektórzy tak mają. Gdy powiedziałam jej, że jak nie ma odwagi, to ja go z domu wygonię, to mi kazała milczeć. Irytowała mnie ta jej uległość. Po co ci ta strzelba?
Ryjek przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. W końcu zrozumiał, o co pyta Mała Mi, i wystrzelił werbalnie:
- Na niego właśnie! Szukamy Taty Muminka!
Mała Mi puściła rower, nie myśląc o postawieniu stopki, przez co z trzaskiem wylądował na kamieniach. Niska listonoszka biegała teraz po lesie, a nawet wspięła się na kilka drzew.
- Tato Muminka! – wołała, i wtórowało jej echo. – Gdziekolwiek się ukryłeś, dorwiemy cię!

***

Wracając z miasteczka po bezowocnym rekonesansie, Bolbao i Włóczykij zdecydowali się obrać okrężną dróżkę prowadzącą przez pobliskie wzniesienia na wschodzie, w celu poszerzenia terenu poszukiwań. Na najwyższym pagórku Doliny Muminków napotkali pannę Migotkę, która kończyła właśnie malować obraz.
- Bardzo ładny – pochwalił Włóczykij.
Malunek przedstawiał od wschodniej strony oddalony dom Muminków, pobliski młyn oraz fragment plaży.
- Na młynie są widoczne dysproporcje – zwrócił uwagę kapitan, i poczuł się trochę głupio. To poczucie towarzyszyło mu przez życie, a objawiało się zwykle tuż po tym, jak używał swych detektywistycznych zdolności do spraw niezwiązanych z prowadzonymi śledztwami.
Albo panna Migotka nie poczuła się obrażona, albo nie dała tego po sobie poznać.
- To prawda. Zaczęłam malować obraz rano, i przerwałam w połowie ze względu na upał. W cieniu z kolei mi się źle maluje. Dokończyłam przed chwilą, stąd pewnie te załamania na młynie.
- Nie zaobserwowałaś niczego nadzwyczajnego? – zmienił temat Bolbao.
- Nic a nic. W oddali widziałam tylko trzy osoby wychodzące z lasu. Jedna wyglądała na niską, więc prawdopodobnie była to Mała Mi.
Migotka wzięła obraz pod pachę, i złożyła nieduży stelaż.
- Wybaczcie, ale wybieram się teraz do domu rodziny Muminków. Słyszałam, że Muminek dzisiaj wraca. Chcę mu podarować ten obraz jako prezent powitalny.
- Pójdziemy z tobą – powiedział Bolbao, i wraz z Włóczykijem przyłączyli się do dziewczyny. – Jesteś w bliskiej relacji z tą rodziną, prawda?
- Tak, choć od czasu, gdy rodzice wysłali Muminka do zakładu… relacje się oziębiły. Muminek miał żal do ojca, że postanowił wbrew jego woli wygonić go z domu na dwa lata. Ja też jestem zdania, że lepiej byłoby Muminkowi mierzyć się z nałogiem przy wsparciu rodziny, zamiast pomocy od obcych ludzi.
Malarka, włóczęga i kapitan policji szli przez wzniesienia w kierunku domu Muminków, prowadząc rozmowy na temat obecnej sytuacji. Przed nimi słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a skwar odchodził w niepamięć.

***

Muminek przybijał właśnie gwóźdź do ściany, by powiesić na nim krajobraz autorstwa panny Migotki, podczas gdy cała reszta dzieliła się swoimi odkryciami.
- Podsumowując, nic nie wiemy – sfinalizował dysputę zrezygnowany Ryjek. – Albo się zaszył w jakiejś jaskini, albo uciekł z Doliny.
Bolbao był jednak odmiennego zdania. Miał niezidentyfikowane przeczucie, że wszystko, co zostało tego dnia powiedziane i zaobserwowane, układało się w logiczną całość, niczym części obrazu panny Migotki.
Ryjek westchnął.
- Może kiedyś w przyszłości dowiemy się z gazet, że znaleziono gdzieś Tatę Muminka zmarłego ze starości.
Muminek wziął obraz, i powiesił go. Migotek się skrzywił.
- Muminku, wszystko w porządku? Wydaje mi się, że drżą ci ręce.
- W porządku. Masz rację, wydaje ci się – odparł tamten.
We wszystkich głowach pojawiły się teraz myśli na temat narkomanii. Niezręczną ciszę przerwała Migotka.
- Może ci zimno. Dni są upalne, ale popołudnia i wieczory potrafią być chłodne. Napalę w piecu.
Młoda malarka ruszyła w stronę wyjścia, lecz zatrzymał ją zdecydowanym gestem Ryjek.
- O nie. Nie wypada, by niewiasta się przemęczała. Takie zadania proszę zostawić mężczyznom – oznajmił, i zszedł do kotłowni.
Nastała druga część niezręcznej ciszy. Tym razem ratowniczką okazała się Mała Mi. Wyjęła z torebki znaczki pocztowe, i zaczęła pokazywać Muminkowi iluzjonistyczne sztuczki, by go pocieszyć, i odwrócić uwagę od myśli o przykrych rzeczach.
- Jak to zrobiłaś? – zapytał zaskoczony Muminek.
- To się nazywa dystrakcja. Odwracam twoją uwagę od mojej drugiej ręki, w której bardzo szybko zamieniam znaczki miejscami…
Bolbao pogładził brodę, spojrzał każdemu w oczy, by następnie utkwić wzrok w powieszonym obrazie. Nagle zerwał się z fotela, krzycząc:
- Ryjku, zaczekaj!
Wszyscy skoczyli na równe nogi, i pognali za kapitanem do kotłowni.
- Co się dzieje? – zapytał ożywiony Ryjek.
- Mam pewne podejrzenia. Mała Mi, czy mogłabyś wejść do pieca?
To pytanie brzmiało tak absurdalnie, że gdyby nie śmiertelnie poważne okoliczności i ton wypowiedzi kapitana, uznano by je za głupi żart. Listonoszka niewielkiego wzrostu nie zadała jednak ani jednego pytania, tylko czym prędzej wskoczyła przez otwór do pieca. Po chwili wyskoczyła z powrotem.
- Tata Muminka. Martwy – skwitowała.

Wszyscy wpatrzeni byli teraz w Henry’ego Bolbao, kapitana policji o bujnym zaroście.
- Siedząc przed chwilą w fotelu, analizowałem wszystko, co zostało dzisiaj powiedziane przez każdego z was. Mając na myśli motyw, sposobność i alibi, powoli eliminowałem was z kręgu podejrzanych.
Ryjek się zapowietrzył.
- Ale przecież szukaliśmy Taty Muminka!
- O to chodziło mordercy. Śmierć Mamy Muminka była dokładnie zaplanowaną i obmyśloną dystrakcją. Tak doprecyzowanego sposobu na zbrodnię mógł dokonać wyłącznie ktoś o ponadprzeciętnej inteligencji. A ujmując rzecz krócej, ktoś taki jak Migotek.
- Że co? – oburzył się okularnik, aż okulary opadły mu na nos.
- Migotek to matematyczny geniusz, który odkrył, że Tata Muminka dokonał przez pomyłkę wielkiego odkrycia. Nie chciał dać mu do zrozumienia, że to coś cennego, gdyż wówczas Tata Muminka nie pozbyłby się tej rzeczy. Jednocześnie nie chciał, by Tata Muminka zniszczył tę konstrukcję, dlatego też powiedział mu, że może coś z tego będzie. Przeszukując strych, Ryjek wspomniał, że leżący tam przedmiot… jak to było…
- Scalony megakondensator?
- Tak… powiedziałeś, że to rzecz, którą mógłbyś skonstruować z Migotkiem w pół godziny. Dlaczego Tata Muminka miałby uważać coś takiego za drogę do wielkiego odkrycia? Czy to byłoby owocem jego wielogodzinnych prac w zamknięciu na strychu? Prawdziwy prototyp wynalazku został zabrany, a w jego miejsce Migotek umieścił ten… mega… cośtam. Wszystko zaplanował co do minuty. Zamordował Tatę Muminka, i umieścił jego zwłoki w piecu. Następnie zamordował Mamę Muminka, prawdopodobnie zrzucając ją ze schodów młyna. W jej dłoń włożył fajkę Taty Muminka, a zwłoki położył na zachodnim skrzydle wiatraka. Znając się na prognozowaniu pogody, obliczył dokładnie, kiedy w upalny dzień pojawi się lekki wiatr, który poruszy wiatrakiem. Gdy wraz z Włóczykijem szli po stronie wschodniej, nie widzieli Mamy Muminka, lecz potem, gdy wracali, leżała na ziemi. Wiatr poruszył bowiem wiatrakiem, i zwłoki spadły ze skrzydła na ziemię. Morderstwo Mamy Muminka było jednak wyłącznie dystrakcją. Chodziło o to, aby zapewnić Migotkowi alibi, oraz by zrzucić podejrzenia na Tatę Muminka. Jako iż wszystko wskazywało na niego, w końcu wszyscy zrezygnowaliby z poszukiwań podejrzanego, a prędzej czy później ktoś napaliłby w piecu. Jego uwaga o drżeniu rąk Muminka miała to przyspieszyć. Rozwiązałem tę zagadkę, patrząc na obraz panny Migotki. Zaczęła go malować rano, dlatego też skrzydła znajdują się w nieco innym położeniu, niż obecnie, albowiem wiatr lekko poruszył wiatrakiem. Stąd pewne dysproporcje na obrazie.
Wszyscy przenieśli swój wzrok na Migotka.
- Głupoty! – bąknął.
- Można to łatwo udowodnić. Wystarczy sprawdzić, czy w twoim laboratorium znajduje się wynalazek, nad którym pracował Tata Muminka. Z pewnością zostanie on rozpoznany przez Paszczaka.
Migotek poprawił okulary drżącą dłonią.
- Pracuję od wielu lat, samodzielnie studiowałem zakurzone księgi, aż mi się od tego pogorszył wzrok, mam najwyższy iloraz inteligencji spośród was wszystkich, dla nauki poświęciłem życie towarzyskie, a jakiś stary pijak w cylindrze miałby dokonać epokowego odkrycia PRZEZ PRZYPADEK?! To niesprawiedliwe!
Sierżant Sailor sięgnął po kajdanki. Nie uszło to uwadze Migotkowi, który pędem ruszył w stronę wyjścia. Nie pobiegł daleko, bo dzięki podstawionej nodze Małej Mi wylądował na podłodze z większym trzaskiem aniżeli jej rower w lesie.

***

Mechaniczny kogut zwany budzikiem rozległ się po sypialni. Wkrótce począł mu wtórować płacz dziecka. Simon James odwrócił się, i spojrzał na śpiącą obok żonę.
Od czasu gdy zrezygnował z pracy w policji, jego sny stawały się coraz bardziej dziwaczne.

Data dodania2022-08-13 16:06
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze