Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

O CO PROSICIE?2022-10-05 21:21
w ciszy szeptu2022-10-05 17:24
Zapach miłości 2022-10-05 15:29
Ci2022-10-05 15:11
Powołany2022-10-05 13:31
Obudź mnie2022-10-05 12:21
Muzę za nogi2022-10-05 11:13
Kura2022-10-05 10:15
Tęsknota 2022-10-05 06:44
w poezji...2022-10-05 05:21
DWIE MYŚLI2022-10-04 23:43
Hilary2022-10-04 20:19
Lee Merrick 432022-10-04 20:16
Lee Merrick 422022-10-04 20:12
Lee Merrick 412022-10-04 20:09

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Martwa natura (albo: K...2022-10-04 17:49
Martwa natura (albo: K...2022-10-04 17:48
nie ma co świecić bla...2022-10-02 23:39
Psu na budę !2022-10-01 10:25
Jednoznacznie, niejedn...2022-09-30 16:54

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Rejs2022-10-02 08:45:0580
Odkryć odkryte2022-10-02 09:19:1170
Bieg przez duszę 2022-10-01 22:13:2170
U PROGU..2022-10-02 15:05:4370
Wierzba2022-10-03 06:33:5670
woń smierci2022-10-01 22:35:3160
Krakowskie Prze...2022-10-02 14:04:1960
Gdy żniwo wielkie2022-10-04 12:35:0860
Tam gdzie ryby ...2022-10-01 18:01:4460
DOM OJCA2022-10-01 23:55:4060

więcej

Zbrodnia w Stumilowym Lesie (albo: Kapitan Bolbao i Kangurzyca topielica) część II

ciąg dalszy

Wszyscy siedzieli w domu Pana Sowy. Jego mieszkanie robiło wrażenie wysokiej biblioteki.
- Zgłodniałem – przyznał Puchatek.
- Przyrządzę coś – zapowiedział na to gospodarz. – Kapitanie, chodź no na chwilkę, nauczę cię czegoś. Nigdy nie wiesz, kiedy nadejdzie dzień, w którym będziesz musiał ugotować coś dla ośmiu osób. Popatrz, zaczynasz od odrobiny tłuszczu. Potem podsmażasz czosnek. Potem wrzucasz pomidory, trochę przecieru pomidorowego. Podsmażasz je. Musisz pilnować, żeby się nie przykleiły. Doprowadzasz do wrzenia. Wrzucasz swoje klopsiki i kiełbaski, nie? I trochę wina. I trochę cukru, to mój trik.
Bolbao patrzył nieco zdumiony.
- Po co mi to mówisz?
- Ach! Jeżeli nie rozwiążesz sprawy, to chociaż nauczysz się robić świetny sos!
Kapitan wrócił do fotela. Naprzeciw niego zasiadł Ebenezer.
- Co myślisz? – zapytał go dyskretnie.
- Jedyny motyw to majątek. Przypadnie on Królikowi. Jego zegarek znaleziono w dłoni Kangurzycy. Aczkolwiek ma alibi, które potwierdza Prosiaczek. Od rana Królik przebywał w domu, a potem wpadł w jego pułapkę, czego byłeś świadkiem…
Kapitan przerwał, gdyż obok pojawił się Puchatek, który grzebał coś przy półce. Zawołał swym donośnym głosem:
- Sowo, jak tam sprawuje się twój odtwarzacz muzyki?
- Niestety, zepsuł się! – odpowiedział mu przygotowujący posiłek gospodarz.
Ebenezer nie powstrzymał się od uwagi:
- Czyżby kupił go od ciebie?
Puchatek tym razem nie zignorował wypowiedzi grabarza.
- Owszem, aczkolwiek Królik również ode mnie niedawno kupił podobny, i mu działa.
- Bo jeszcze się nie zdążył zepsuć – odparł Ruffin.
Bolbao nie przestawał myśleć. Jego wieloletnie doświadczenie zawodowe nauczyło go, że każda, nawet najmniejsza rzecz może mieć kluczowe znaczenie dla sprawy. Analizował w głowie wszystkie dzisiejsze wypowiedzi mieszkańców Stumilowego Lasu i grabarza Ruffina, szukając pomiędzy nimi trudno dostrzegalnych związków. Pan Sowa tymczasem podawał do stołu, w czym pomagał mu Królik.
W końcu Bolbao wstał.
- Zostańcie tu wszyscy. Ja muszę coś sprawdzić. Spokojnie, wrócimy z Sową, zanim się ściemni. Ebenezerze, dopilnuj, by nikt nie opuścił tego miejsca – ogłosił, po czym wyszedł razem z gospodarzem.
Wszyscy popatrzyli po sobie.

***

Kłapouchy nie rozumiał.
- Nie rozumiem – przyznał.
- Za chwilę wszystko wytłumaczę. Na razie sobie posiedzimy.
Bolbao i Kłapouchy siedzieli przed namiotem tego drugiego. Po jakimś czasie w oddali pojawiła się biegnąca sylwetka.
- Dziwne – zdumiał się Kłapouchy. – Kazałeś nam czekać w domu Sowy, a teraz siedzę tu z tobą, podczas gdy Tygrys sobie biega.
- Uważasz, że to Tygrys tam biegnie?
- A któżby inny?
Bolbao wstał.
- Możecie wyjść.
Cała reszta, z wyjątkiem Ebenezera Ruffina, wyszła z zarośli. Prosiaczek trzymał swoją strzelbę.
- Poczekamy chwilę na mojego przyjaciela – rzekł kapitan.
Wszyscy oczekiwali w milczeniu na przybycie zdyszanego Ruffina. Z trudem łapał oddech.
- Szkoda że grabarze się pocą – powiedział Prosiaczek.
- O co tu chodzi? – zapytał Kubuś.
Kapitan Bolbao wystąpił naprzód, by móc obejmować wzrokiem każdego.
- Kiedy pokazywałem wam testament w domu Pana Sowy, Prosiaczek zaproponował Kłapouchemu, że przeczyta mu treść na głos. Wówczas Kłapouchy odpowiedział, że z bliska widzi dobrze. Zasugerował tym samym, że z daleka widzi gorzej. Wszyscy wiedzą, że Tygrys lubi biegać. Kiedy więc Kłapouchy spostrzegł kogoś biegnącego ścieżką na wzniesieniu, założył, że był to Tygrysek. Tak samo zrobił przed chwilą, mimo że był to Ebenezer.
- Wisisz mi za to piwo – odsapnął Ruffin.
- W ten sposób alibi Tygrysa traci na wartości. Tygrysie, przyznaj się, co zrobiłeś. To ty znalazłeś zegarek Królika, prawda?
Tygrys zniżył głowę, acz w wyobraźni widział skupione na nim spojrzenia kolegów.
- Tak… zaczynając bieganie zauważyłem, że coś błyszczy w trawie. To był zegarek Królika. Wziąłem go, bo stwierdziłem, że może da się go jeszcze naprawić.
- Co było potem?
Tygrysek wypowiadał słowa w sposób nietypowo dla niego poważny.
- Postanowiłem wstąpić po drodze do Kangurzycy. Było około 12:00. Znalazłem ją martwą w wannie. Popatrzyłem na zegarek Królika, i wtedy przyszedł mi do głowy pomysł. Postanowiłem wszystko ustawić tak, by samobójstwo wyglądało na morderstwo. Ustawiłem przy rzece miskę z ubraniami, zawlokłem tam ciało Kangurzycy. Włożyłem jej do ręki zegarek Królika, i… wrzuciłem ją do rzeki.
Nastała cisza, którą przeszył swym dźwięcznym głosem kapitan.
- Gdyby bowiem Królik został skazany za morderstwo, to ty otrzymałbyś majątek Kangurzycy.
- Tak – przyznał Tygrys.
Ebenezer podrapał się po głowie.
- Czyli to było samobójstwo?
- Tak naprawdę było jeszcze inne przestępstwo.
- Masz na myśli sprzedanie mi złej mapy?
- Ebenezerze… - Bolbao po raz drugi w dniu dzisiejszym użył rodzicielskiego tonu. – Jeżeli to nie Tygrys biegł, tylko ktoś inny, to dlaczego ten ktoś nie przyznał się, że to jego widział Kłapouchy?
Żaden z zebranych nie udzielił odpowiedzi.
- Tygrys znalazł martwą Kangurzycę, myśląc, że to samobójstwo. Upozorował wszystko tak, by wyglądało to na morderstwo dokonane przez Królika. Tymczasem… Kangurzyca naprawdę została zamordowana przez Królika.
Ruffin ponownie zaczął się pocić, tym razem jednak nie od biegania, lecz od myślenia.
Królik wybuchnął:
- Już mówiłem, że ktoś próbuje mnie w to wrobić!
Bolbao obojętny na tę werbalną eksplozję, tłumaczył dalej:
- Królik w chwili swojego oburzenia nad rzeką wykrzyczał słowa, które pozwolę sobie zacytować z pamięci: „Czy myślicie, że byłbym tak głupi, żeby będąc mordercą zostawić zegarek na miejscu zbrodni? Przecież znacie moją dokładność i dbałość o szczegóły”. Ebenezer relacjonował mi dokładnie, co się wydarzyło w pobliżu pułapki na łasicę. Co prawda skupił się na zakupionych mapach od Puchatka, ale wspomniał o pewnej interesującej rzeczy. Czy pamiętacie, jakie było pierwsze słowo, jakie wypowiedział Królik, gdy Kłapouchy powiedział o śmierci Kangurzycy?
Ruffin zaczął grzebać w pamięci. Jako grabarz, w grzebaniu nie miał sobie równych.
- Zdziwił się, że została znaleziona w rzece – wygrzebał.
- Właśnie. Osobliwe. Kłapouchy oznajmił, że Kangurzyca została znaleziona martwa w rzece, a Królik na to: ‘w rzece?’. Mógł wszak pomyśleć: ‘jak to w rzece, przecież utopiłem ją w wannie’.
- To niedorzeczne! – krzyknął Królik. – Niby jak miałem to zrobić? Kiedy?
- To właśnie ciebie widział Kłapouchy, myśląc, że to Tygrys. Tygrys nie przyznał się do tego, że to nie jego widziano. Alibi jednego dawało alibi drugiemu, i obaj byliście tego nieświadomi.
Prosiaczek podniósł rękę.
- Tak?
- Nie mógł być to Królik, ponieważ od rana przebywał w domu, gdzie hałasował swoim kilofem. Potem wpadł w moją pułapkę na łasicę.
Bolbao odparł:
- Miałeś udać się z nim do Kangurzycy, by naprawić pralkę. Wówczas znaleźlibyście ją martwą, może jeszcze przed Kłapouchym. Jednakże w domu Sowy Puchatek zwrócił uwagę na niedziałający odtwarzacz muzyki. Na słowa Ruffina zareagował, mówiąc, że niedawno Królik kupił od niego podobny. Kiedy kazałem wam czekać w domu Sowy, udaliśmy się do mieszkania Królika. Znaleźliśmy odtwarzacz oraz nietypowe nagranie: ponad pół godziny uderzania kilofem. To właśnie to słyszał Prosiaczek cerując skarpety. Swoją drogą, głośność na odtwarzaczu była ustawiona na maksimum, gdy przybyliśmy tam z Sową.
Królik był czerwony na całej twarzy.
- Zatem Królik odtworzył nagranie, by dać wrażenie Prosiaczkowi, że pogłębia piwnicę jak w ostatnich dniach. Udał się do Kangurzycy, i utopił ją w wannie. Wracającego o 12:00 zauważył Kłapouchy, myśląc, że to Tygrys. Ten nie przyznał się, że to nie był on, gdyż wówczas sam utraciłby alibi. Około 14:15 jak gdyby nigdy nic Królik wyszedł, by wraz z Prosiaczkiem udać się do Kangurzycy, rzekomo w celu naprawy pralki. Tam miało się dokonać znalezienie przez obu zwłok. Królik wpadł jednak w pułapkę Prosiaczka zastawioną na łasicę, i to Kłapouchy odkrył zwłoki. Oczywiście wcześniej odkrył je Tygrys, lecz myślał, że to samobójstwo.
Ebenezer poczuł, jakby jego władze umysłowe na skutek wytężonej pracy wystrzeliły poza elipsę.
- Będziesz mi to musiał jeszcze kiedyś wyjaśnić, najlepiej we fragmentach – rzekł do przyjaciela. – Przy piwie, które mi wisisz.
Królik zaczął się trząść z nerwów. Nagle podbiegł do stojącego w pobliżu Prosiaczka, i wyrwał mu strzelbę z rąk. Skierował ją w Bolbao.
- Ani się rusz, bo twój kolega będzie musiał zbić dla ciebie deski!
Kapitan i Pan Sowa zbliżali się jednak pewnym krokiem, bez cienia strachu, do dzierżącego broń Królika.
- Poważnie mówię! Powystrzelam was wszystkich!
W końcu Bolbao niemal dotykał wylotu lufy.
- Kiedy byliśmy w domu Pana Sowy, poprosiłem Prosiaczka o usunięcie ze strzelby amunicji. Poleciłem mu jednak, by ją miał przy sobie – wyjaśnił, i delikatnym ruchem odebrał śrutówkę z rąk mordercy.
Następnie zwrócił ją właścicielowi.

***

Simon James odłożył długopis na biurko i rozprostował ręce. Wygrzebał pierwszą stronę, chwycił z powrotem za długopis, i po chwili zastanowienia napisał u góry dużymi literami: „Zbrodnia w Stumilowym Lesie”.
- Może coś z tego będzie – powiedział do siebie.



Data dodania2022-08-20 13:22
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze