Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Piękna dama 422022-12-05 09:01
Piękna dama 432022-12-05 08:42
Piękna dama 422022-12-05 08:40
Piękna dama 412022-12-05 08:39
Piękna dama 402022-12-05 08:36
JAK CO ROKU ( i...2022-12-05 00:33
ODPOWIEDŹ dla M...2022-12-04 22:13
Nemo ante morte...2022-12-04 15:21
Magiczny czas ś...2022-12-04 14:18
Jest taki wieczór2022-12-04 14:10
Dobranoc ci życ...2022-12-04 12:14
Tak wiele bym c...2022-12-04 12:00
Otulenie szare2022-12-04 11:46
Świyntyczny ło...2022-12-04 10:26
Filozoficznie 592022-12-04 09:31

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Trzy myśli2022-12-02 12:51
Nauka jazdy2022-11-22 15:39
Wspaniały przywilej (i...2022-11-11 18:36
NALOT2022-11-06 12:14
STRACH2022-11-06 12:14

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Starzec2022-12-01 13:45:5290
Domie mój2022-12-01 17:26:5080
Świyntyczny ło...2022-12-04 10:26:4180
Historia Jezusa2022-12-03 00:23:0870
deszczowa rapsodia2022-12-01 16:13:1770
Bezsens2022-12-03 23:26:5870
Ślady 2022-12-03 23:23:5760
Strach2022-12-04 01:52:4660
WIERNE SŁOWO2022-12-03 21:58:1360
Otulenie szare2022-12-04 11:46:1760

więcej

Zagadka rozprutych brzuchów (albo: Kapitan Bolbao i Rozpruwacz z Allacuster)


George Booker miał nieodparte wrażenie, że coś jest nie tak. Pomacał kieszenie, by sprawdzić, czy czegoś nie zapomniał – nie zapomniał. Rozejrzał się dokoła, nie przestając posuwać się do przodu. Wszystko było na swoim miejscu: słońce na niebie, liście na drzewach, syf na chodniku. Nie było ludzi, ale nie stanowiło to niczego dziwnego o tej porze. Ta zwyczajność wokół jednak, miast uspokoić, jeszcze bardziej pogłębiła owo poczucie ‘nietakowości’. Na ogół wszystko zdawało się być zupełnie takie, jak zawsze podczas codziennego spaceru, którym siwowłosy mężczyzna zaczynał każdy kolejny dzień emerytury. Może był to nie w pełni uświadomiony efekt oczekiwania na coś zaskakującego? Jakichś zmian? Szybkiego znużenia rutyną? Aczkolwiek spacerowicz był zdecydowanie konserwatywny we wszystkich dziedzinach życia, przez które przechodził pod sztandarem ‘za moich czasów…’.
Skręcając za winkiel, kątem oka zdążył ujrzeć długi brązowy materiał, który znienacka oblekł jego głowę i ramiona. W chwili poczuł, jak wór się na nim zaciska. Szamocąc się, zdezorientowany, czuł na sobie ludzkie ręce, które osaczały go niczym macki drapieżnej ośmiornicy. Nie wiedział, co się z nim dzieje, gdy mając przed sobą jedynie ciemność nałożonego worka, był ciągnięty przez obce kończyny. Nastąpiła seria uderzeń, a nawet kilka ukłuć. Poczuł na rękach sznurek, po czym skonstatował, że ktoś próbuje go związać. Ostatnią rzeczą, jaką daną mu było odczuć przed utratą przytomności, było uderzenie o podłoże czegoś w rodzaju przestronnego bagażnika uruchomionego vana.

Booker otworzył lekko sklejone oczy. Widział mgłę, którą udało mu się jednak zlikwidować kilkoma następującymi po sobie mrugnięciami. Ewidentnie leżał w szpitalnym łóżku. Próbował przypomnieć sobie ostatnie chwile, ale w pamięci miał jedynie ciemność zaciśniętego na głowie worka. Poruszył ręką, potem drugą, w końcu sprawdzał każdą kończynę, każdy palec. Wszystko było na swoim miejscu.
- Obudził się pan. Dobrze się pan czuje? – usłyszał z boku.
Uśmiechnięty mężczyzna w białym kitlu był z pewnością lekarzem. Starzec miał pustkę w głowie, przeto udało mu się wypowiedzieć tylko:
- Tak… gdzie jestem?
Doktor podszedł do łóżka pacjenta.
- Przebywa pan w Szpitalu Dobrej Opieki w Allacuster. Miał pan operację.
Booker się zdziwił. Ostatnią rzeczą którą pamiętał był ciemny wór.
- Operację? – powtórzył pytaniem.
- Tak. Do szpitala przywiózł pana młody mężczyzna. Mówił, że znalazł pana leżącego na drodze. Był pan w bardzo złym stanie. Czy pamięta pan, co się z panem działo?
Booker spróbował raz jeszcze coś sobie przypomnieć.
- Wór. Wór i ręce. Ktoś mnie napadł – oznajmił.
- To by wiele wyjaśniało. Był pan poobijany, a część obrażeń spowodował chyba upadek na ziemię z lekkiej wysokości….
-…z bagażnika vana – dopowiedział pacjent.
- Bardzo możliwe. Niestety uszkodzeniu uległy także organy wewnętrzne. Musieliśmy przeprowadzić operację, by uratować panu życie. Cieszę się, że jest pan cały. Proszę mi powiedzieć, jak się pan nazywa?
- Booker. George Booker.
- Dobrze. Zapiszę sobie. Nie znaleźliśmy przy panu żadnych dokumentów, ale to nie dziwne, jeśli został pan napadnięty. Najwyraźniej jakieś rzezimieszki pobiły pana, zabrały portfel, i porzuciły na drodze. Ewentualnie udało się panu umknąć, lub wypadł pan z bagażnika, a oni się nie zorientowali.
Booker pokiwał głową. To by się zgadzało z tym, co zapamiętał.
Szpital Dobrej Opieki – pomyślał. Kojarzył to miejsce. Cztery lata temu jego żona miała wycinany wyrostek robaczkowy po tym, jak lekarz po przeprowadzonym badaniu stwierdził konieczność operacji. Świadomość że był operowany w tym samym miejscu, co Helen, uspokoiła go. Jego małżonka przeżyła po tym jeszcze trzy lata.
- Proszę odpoczywać. W razie potrzeby, przycisk obok jest do pańskiej dyspozycji. Pielęgniarka się panem zajmie.
- Panie doktorze…
- Tak?
- Jak mniemam, zgłoszenie na policję tej napaści nic nie da?
Lekarz zastanowił się chwilę.
- Jeśli zarejestrował pan twarze złoczyńców, albo numer rejestracyjny wozu…
Booker pokręcił głową.
- Cóż, w takim razie trudno będzie namierzyć przestępców. Gdyby jednak policja znalazła w przyszłości pańskie dokumenty, z pewnością się skontaktuje.
To powiedziawszy, mężczyzna w białym kitlu opuścił szpitalny pokój. Emeryt jeszcze kilka razy w głowie odtwarzał swe ostatnie wspomnienia.

***

Porucznik Briggs przeglądał gazetę. Było tam coś o inflacji spowodowanej przez rząd, o wystawie zmarłej niedawno malarki z Mortfields, a nawet o kolejnej rocznicy kradzieży dekady, jaką było obrobienie magazynu kopalni diamentów w Republice Zemeńskiej. Wspomniano również o sprawie sądowej, w której oskarżonym był dyrektor tutejszego szpitala, a któremu zarzucano korupcję i powiązania z międzynarodową siecią przestępczą. Całość jednak przyćmił rozszarpany brzuch Lindy Garfield. Dziennikarze nie szczędzili przy tym czytelnikom zdjęć kobiecych zwłok. Briggs, jako iż był policjantem w Allacuster, wiedział o tej sprawie więcej niż prasa, z nudów jednak przebiegał oczyma po artykule.
Kapitan Thomas Mckinley z kolei, siedząc za biurkiem, cierpliwie wysłuchiwał zgłoszenia.
- On mnie śledzi – mówił doń ożywionym tonem szybkomówiący Samuel Sherman. Jego zachowanie sprawiało, iż w głowie Mckinleya pojawiały się słowa takie jak ‘szaleństwo’, ‘paranoja’ i ‘mania prześladowcza’.
- Kto taki?
- Nie wiem. Wiem tylko, że mnie śledzi. Już kilka razy próbował mnie wykończyć. Ostatnim razem gdy wracałem z pracy. Spostrzegłem, że podąża za mną samochód. Jechał bardzo powoli. Gdy skręciłem w boczną alejkę, ten wjechał tam z impetem, próbując mnie przejechać.
- Zanotował pan numer rejestracyjny?
- Nie, było ciemno. Poza tym, nie miałem czasu o tym myśleć, musiałem uciekać. Wiem tylko, że był to jeden z tych większych pojazdów. Wcześniej z kolei ktoś próbował mnie otruć, i jestem przekonany, że to ten sam człowiek. Zamówiłem drinka, i odszedłem na bok, by zadzwonić do przyjaciela. Obejrzawszy się, zauważyłem faceta siedzącego obok mojego miejsca. Gdy usiadłem z powrotem, drink był jakiś mętny. Wyszedłem więc.
Policjant zaczął bawić się długopisem.
- Czyli nie ma pan żadnego dowodu na to, że ktoś pana śledzi. Nie wie pan nawet, kto pana śledzi.
- Od tego jest chyba policja, żeby się dowiedzieć, nie? Zresztą, mam pewne podejrzenia…
- Tak? – kapitan uniósł krzaczaste brwi.
- Tak. Myślę, że to Rozpruwacz z Allacuster.
- Pierwsze słyszę o kimś takim – przyznał Mckinley.
- Tak go nazwałem. Chodzi mi o tego, który w zeszłym tygodniu rozszarpał kobietę.
Długopis w palcach poruszał się szybciej, znamionując zniecierpliwienie funkcjonariusza.
- I skąd pomysł, że to ta sama osoba?
- Po prostu mam przeczucie.
Kapitan westchnął.
- Obiecuję panu, że jeśli na coś trafimy, nie puścimy tego płazem. Słowo kapitana – orzekł, wstając, co miało dać młodzieńcowi do zrozumienia, że jest to koniec rozmowy.
Sherman wstał zatem, lecz wychodząc, rzucił:
- Jeśli znajdziecie mnie z flakami na wierzchu… będzie mnie pan miał na sumieniu!
Kapitan pokręcił głową. Całej tej sprawie przyglądał się porucznik Briggs.
- Chyba potraktowałeś go zbyt oschle – skomentował.
Mckinley otworzył szafkę, przeczesał dokumenty, i wyjął jeden z nich.
- Samuel Sherman. Zgłoszenie telefoniczne 5 lipca: ‘sąsiedzi próbują manipulować moim umysłem za pomocą Wi-Fi, przez co mam przerażające sny’… zgłoszenie telefoniczne 11 sierpnia: ‘sąsiad ustawia antenę tak, by zagłuszać sygnał stacji X, na falach której usłyszeć można istoty próbujące skontaktować się z ziemianami’… Mam czytać dalej?
Briggs uśmiechnął się połową ust.
- Nie trzeba.
Uśmiech zniknął wraz z zadzwonieniem telefonu. Jako że porucznik był bliżej, to on podreptał w stronę słuchawki.
- Komisariat policji w Allacuster, porucznik Mark Briggs. … Rozumiem. Przekażemy wam akta sprawy. Tak. Liczymy na współpracę. Nawzajem, kapitanie Bolbao.
Mckinley usiadł z powrotem przy swoim biurku i wyjął coś z szuflady, gdy Briggs kontynuował rozmowę. Kapitan wkrótce począł znowu przeszywać powietrze długopisem, co stanowiło spodziewany sequel jego poczynań.
- Oczywiście… Tak, dziękuję. Kapitan Mckinley pana nie pozdrawia – porucznik odłożył słuchawkę. – Chyba mamy do czynienia z seryjnym mordercą. Kolejna kobieta z wyprutymi wnętrznościami, tym razem w Casseroles. Powiedziałem Henry’emu Bolbao, że połączymy siły. On skupi się na nowej ofierze, my na Lindzie Garfield, i w razie znalezienia istotnych informacji, będziemy je sobie przekazywać.
Mckinley kiwnął głową w aprobacie, po czym dodał:
- Dlaczego powiedziałeś, że go nie pozdrawiam?
- A pozdrowiłeś go?
- Nie.
- No właśnie.

***

Henry Bolbao widział w swoim życiu wiele trupów. Wisielców, topielców, ludzi zastrzelonych, przejechanych, pobitych i otrutych, a raz nawet pozbawionego głowy grzybiarza. Jako kapitan policji w Casseroles, zdążył się do tego przyzwyczaić. Niekiedy zdumiewało go, iż razem z sierżantem Arnoldem Sailorem potrafił konsumować drugie śniadanie w obecności nieboszczyków.
Tym razem jednak nawet on krzywił się na widok stanu ofiary. Tą była młoda brunetka o kręconych włosach.
- Susan Emmons – przedstawił jej ciało sierżant Arnold, a wyjęty przez niego notes, jak zresztą wszystko w jego wielkich rękach, nabrał wyglądu, jak gdyby został wyprodukowany w krainie liliputków. – Lat dwadzieścia sześć, niezamężna. Mieszkała z matką, i studiowała w Allacuster.
Bolbao pogładził ręką swoją bujną brodę, jak to miał w zwyczaju.
- Oglądałem zdjęcia ciała Lindy Garfield. Jej stan… wyglądał podobnie.
- Tak. W obu przypadkach sprawca wykonał profesjonalne cięcie skalpelem chirurgicznym, co świadczy o tym, że miał w tym jakieś doświadczenie. Możliwe że jest lekarzem albo weterynarzem…
- Lub po prostu trenował wcześniej na zwierzętach – wtrącił kapitan. – W aktach, jakie dostaliśmy z Allacuster, przeczytałem, że tamtej ofierze nie brakowało żadnego organu.
Sailor kiwnął głową.
- Tutaj jest tak samo. Kobietom wpierw podkreślono gardło, a następnie je rozpruto. Po co? Prawdopodobnie sprawca jest psychopatą. W brzuchu Susan Emmons zostawił liścik.
Kapitan zerknął na trzymaną w wyciągniętej dłoni sierżanta kartkę.
- Nie było odcisków palców, wyczyściłem ją z krwi – dopiero po tych słowach Arnolda Henry wziął skrawek papieru do ręki.
Napis głosił:

Bishi to mój mistrz.
Mistrzu, dzieło wykonane.
Kosmos przestał drżeć.
Ziemianin Y.O.G.T.Z.E.1985

Bolbao oddał kartkę sierżantowi, a ten schował ją do kieszeni.
- Kompletny bełkot, nie? – ocenił.
- Wygląda, jakby proponował nam grę, jakby go to bawiło. W drugiej linijce zwraca się do kogoś per ‘mistrzu’, a wcześniej nazwał mistrza imieniem ‘Bishi’. Gdyby więc zwrócił się do niego używając obu słów, brzmiałoby to: ‘mistrzu Bishi’. Brzmi jak marka samochodu. Może to być jednak próba odwrócenia naszej uwagi.
- Co robimy?
- Jedziemy do jej matki. Spróbujemy znaleźć coś, co łączyło ofiary, poza płcią i mieszkaniem w pobliżu rzecz jasna. Pierwsza była blondynką, druga brunetką. Pierwsza miała trzydzieści siedem lat, druga dwadzieścia sześć. Pierwsza była mężatką oraz matką, druga nie. Pierwsza zajmowała się domem i dziećmi, druga studiowała. Załóżmy, że to psychopata, który chce mordować kobiety i rozszarpywać ich ciała. Dlaczego wybrał akurat te dwie? Pierwsza oczywiście mogła być taka, która mu się nawinęła. Zauważył ją blisko miejsca swojego zamieszkania, śledził ją, zamordował. Dlaczego jako drugą wybrał mieszkankę Casseroles? Gdyby chciał, żeby trudniej nam było go zlokalizować, mógł dokonać przestępstwa znacznie dalej. Gdyby nie zależało mu na tym, kogo morduje, wybrałby kobiety spacerujące samotnie wieczorem albo w nocy. Tymczasem zarówno pierwsza, jak i druga ofiara, szły dokądś za dnia.
Arnold stał zamyślony.
- Masz rację, kapitanie. Jest w tym jakaś celowość, tylko nie wiemy jaka.

***

Karen Emmons była kobietą po pięćdziesiątce i robiła wrażenie wielce poważnej. Jej wyprostowana postawa, maniery i sposób wymowy mogły być wystarczającą podpowiedzią do tego, czym się zajmowała. Była bowiem tak zwaną nauczycielką starej daty.
- Nasze kondolencje, pani Emmons. Zarówno my, jak i policja w Allacuster, zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby dorwać sprawcę.
Kobieta milczała. Dopiero z bliska można było ujrzeć, iż za powłoką hardości spoczywała wrażliwa osobowość. Śmierć córki, oraz stan jej ciała tuż po śmierci, był dla jej matki ciosem.
- Dziękuję – wypowiedziała w końcu półgłosem, i wpuściła policjantów do domu.
- Chcielibyśmy się rozejrzeć po jej pokoju. Zadamy też kilka pytań.
Nauczycielka zaprowadziła obu do ładnego pomieszczenia. Bolbao zwrócił uwagę na wiszące w domu krucyfiksy i obrazy o tematyce religijnej.
- Szukamy czegoś, co łączyło Lindę Garfield i pani córkę. Czy mogły się znać?
- Nie sądzę. Nigdy wcześniej, to znaczy przed tym, co się wydarzyło tydzień temu, nie słyszałam o Lindzie Garfield.
Kapitan oglądał pokój, zadając pytania gospodyni, podczas gdy Arnold Sailor porównywał jej odpowiedzi z danymi na temat pierwszej ofiary.
- Linda Garfield mieszkała daleko od uniwersytetu, na którym studiowała Susan – rzucił.
Bolbao spostrzegł w pomieszczeniu figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz kilka pamiątek z różnych miejsc świata.
- Pani córka dużo podróżowała?
- Co roku odbywała wycieczkę do innego kraju – wyjaśniła. – Do różnych sanktuariów, czy miejsc objawień. Wycieczki organizują różne okoliczne parafie.
Arnold przeglądał dokumenty.
- O żadnych podróżach Lindy Garfield nie wiemy. Natomiast mam tu zapisane, że była wyznania katolickiego.
Kapitan zakończył kwerendę pokoju.
- Czy Susan miała wrogów? – zapytał. – Czy ktoś mógł chcieć ją skrzywdzić?
Oczy nauczycielki wyglądały, jakby jej właścicielka chciała coś powiedzieć, ale się wahała.
- Coś nie tak? – spytał Bolbao.
- Wciąż nie daje mi spokoju jedna rzecz. Mianowicie powiedziała mi jakieś kilka dni temu, że kiedyś jej się coś stanie. To było w żartach.
- Osobliwy żart – ocenił sierżant.
- Nie rozumie pan. Ją często coś spotykało. Trzy razy w życiu miała wypadek na drodze, raz musiała przejść operację. Ostatnio powiedziała, że w ciągu tygodnia dwa razy o mały włos nie potrącił ją samochód. Często żartowałyśmy na ten temat, że zawsze jej się coś przydarza. Co więcej…
Tu Karen Emmons zatrzymała się na chwilę.
- Co więcej, powiedziała, co prawda równie żartobliwym tonem, że w obu przypadkach uniknięcia potrącenia był to chyba ten sam samochód. Zaśmiała się, że może kiedyś w końcu ją trafi. Wtedy traktowałam to tak jak ona, humorystycznie, ale teraz… teraz mam wrażenie, że ktoś mógł ją śledzić.
- Nie sądzi pani, że to dość przesadzona teoria? – zapytał Arnold, i spotkał się z miażdżącym spojrzeniem kapitana Bolbao.
Henry upomniał go już przy prowadzeniu innej sprawy, że gromadząc informacje od krewnych ofiar, nie należy deprecjonować ich opinii. Taka krytyka bowiem może potencjalnie ograniczyć ze strony owych osób chęć dzielenia się danymi z policją.
Błąd sierżanta Sailora nie spłoszył jednak przesłuchiwanej.
- Dwukrotnie, gdy Susan wróciła do domu ze studiów, zauważyłam to samo auto w oddali. Był to biały van. Zwróciłam na to uwagę za drugim razem. Może na siłę doszukuję się w tym wszystkim jakiejś logiki…
Bolbao zatrzymał spojrzenie na wypełnionym koszu na śmieci.
- Sporo ulotek – zauważył.
- Tak, przychodziło do nas dużo jakichś reklam specjalnych badań ze Szpitala Dobrej Opieki.
- To właśnie tam przechodziła operację pani córka?
- Nie – odparła Karen. – Była kilka lat temu w ramach wspomnianych wycieczek w Republice Zemeńskiej. Tam miał miejsce wypadek. Wszystkich pasażerów autobusu zawieziono do szpitala, gdzie kilkoro z nich, w tym Susan, przeszło operacje.
- Dziękujemy za informacje – skwitował Arnold. – Gdyby sobie coś jeszcze pani przypomniała, proszę śmiało dzwonić.
Bolbao rzucił sierżantowi spojrzenie mówiące: ‘no, popełniłeś co prawda błąd, ale cała reszta przebiegła, jak należy’.

***

Ebenezer Ruffin siedział pochylony nad szachownicą. Myślał bardzo intensywnie. W swojej pracy nie posługiwał się tak często myślami, jak podczas cotygodniowych rozgrywek szachowych z Henrym Bolbao. Kapitan również myślał, ale o czymś zupełnie innym. W jego głowie obecne były rozprute brzuchy dwóch różnych kobiet.
- Przypominam, że jest twój ruch – powiedział Ruffin, wyrywając kapitana z myślowego procesu.
- Wybacz, mam teraz trudną sprawę.
Ebenezer sięgnął po kufel piwa.
- Wiem, jakiś nowy Kuba Rozpruwacz. Trzeba się pogodzić z tym, że o pewnych rzeczach nie dowiemy się nigdy, a przynajmniej nie w tym życiu. Przykład: zamach na prezydenta Kennedy’ego. Mnóstwo poszukiwań, badań, nagrań, i do dziś nie wiadomo tak naprawdę, czy Lee Harvey Oswald strzelał, czy może nie strzelał. Albo sprawa z napadem na magazyn kopalni diamentów w Republice Zemeńskiej. Słyszałeś o tym? Drzwi były zamknięte i nieotwierane, klucz miała tylko jedna osoba. A jednak diamentów ubyło. Leżąca na podłodze kupa minerałów była znacznie mniejsza, niż wcześniej. Zastanawiano się, w jaki sposób złodzieje weszli. Okazało się, że w ogóle nie weszli. Pod kupą diamentów znaleziono zasłonięte przejście. Przestępcy dokonali podkopu, i diamenty im same pospadały. Żeby dziurę zakamuflować, nie wzięto wszystkiego. Był to skok dziesięciolecia, i zemeńska policja pomimo starań, do dziś nie znalazła sprawców. I prawdopodobnie nie znajdzie. Wiem, że rozwiązałeś każdą sprawę, ale musi w końcu się zdarzyć taka, której nie rozwiążesz. To normalne, i trzeba to zaakceptować.
Bolbao był wdzięczny za te słowa. Miał zamiar tę wdzięczność wyrazić, gdy nagle zadzwonił telefon. Sierżant Sailor informował o spotkaniu z policją z Allacuster w ramach wymiany danych.

- Witaj, Henry – kapitan Thomas Mckinley podał dłoń swojemu odpowiednikowi z Casseroles. – Jak postępy?
- Prawdę mówiąc, liczymy na to, że wy coś znaleźliście. My nie mamy prawie nic nowego – odpowiedział Bolbao.
Mckinley westchnął.
- Łączy nas więcej, niż myślałem. Wy liczycie na nas, my liczymy na was, i razem stoimy w kropce. Sprawdziliśmy to, o co pytałeś. Linda Garfield raczej nie podróżowała. Od jej męża dowiedzieliśmy się, że byli razem na jakiejś wycieczce do Republiki Zemeńskiej…
Kapitan Bolbao wyraźnie drgnął, a w drgnięciu tym była nutka nadziei.
- Susan Emmons też tam była – zaznaczył. – Powiedz więcej, może były na tej samej wycieczce.
Mckinley zatem kontynuował, wspominając o wypadku autobusu, i pobycie Lindy Garfield w szpitalu, gdzie przeszła operację.
- Bingo! – wykrzyczał niemal sierżant Arnold. – Mamy jakiś konkretny łącznik.
Aczkolwiek jego koledzy z pracy nie podzielali tej radości.
- To, że byli na tej samej wycieczce kilka lat temu, nijak nie wyjaśnia, dlaczego obie zostały zamordowane i rozszarpane – ostudził radość sierżanta Mckinley.
Sailor nie dawał jednak za wygraną.
- Może zamordował je ten sam chirurg, który przeprowadzał ich operacje? – zasugerował.
Tym razem z odpowiedzią wystąpił kapitan Bolbao.
- Nie mamy tu żadnych emigrantów z Republiki Zemeńskiej. Matka Susan nie powiedziała, że człowiek, który mógł śledzić jej córkę, był czarnoskóry, a to raczej rzuca się w oczy.
Mckinley uniósł brwi.
- Powiedziałeś ‘śledzić’? Chyba odpływamy w ‘rejony Shermańskie’.
Interlokutorzy mieli miny znamionujące nieznajomość terminu, toteż kapitan z Allacuster pospieszył z wyjaśnieniem.
- Samuel Sherman to taki młody facet, który często zgłasza różne dziwne rzeczy. Ostatnio twierdzi, że śledził go ‘rozpruwacz’, i próbował go otruć i przejechać.
Detektywi milczeli przez chwilę. W końcu odezwał się Bolbao:
- Chcę pomówić z tym Shermanem.

***

Samuel był wyraźnie ożywiony widokiem policjantów.
- I jak? Znaleźliście go?
Kapitan Bolbao zaczął od przedstawienia siebie i sierżanta Arnolda Sailora, by następnie przejść do konkretnego pytania, jakie go interesowało.
- Czy byłeś kiedyś w Republice Zemeńskiej?
Sherman udzielił na nie niezwykle wyczerpującej odpowiedzi.
- Tak, na wycieczce. Autobus, którym jechałem, zderzył się z ciężarówką, która wpadła w poślizg. Wszyscy przeżyli, ale byliśmy w szpitalu. Kilka osób nawet operowano, w tym mnie - podobno jakieś wewnętrzne uszkodzenie, nie znam się na tym. Tak czy siak, ta operacja była dla mnie traumatycznym przeżyciem. Nie lubię, gdy ktoś ma nade mną kontrolę, a podczas operacji jest się pod narkozą, ludzie w tobie grzebią. W każdym razie, od tamtej pory omijam szpitale. Nie lubię lekarzy, i tej ich gadki. Zwłaszcza że parę lat później miałem inny wypadek. Potrącił mnie jeden facet, ale lekko, nic mi nie było. Chciał mnie zawieźć do szpitala, pewnie nie chciał mieć mnie na sumieniu. Strasznie był natarczywy. Pojechałem z nim. Tam mnie przebadali, i powiedzieli, że jeśli chodzi o potrącenie, to wszystko ze mną w porządku, ale jest jakiś problem z wyrostkiem robaczkowym, i że powinien zostać wycięty, bo cośtam-cośtam. Dobrze się czułem, więc odmówiłem. Od tamtej pory już kilka razy otarłem się o śmierć, ale nadal się trzymam. Jestem czujny.
Była to tak obfita dawka informacji, że Henry Bolbao przez chwilę myślał nad pytaniem następnym.
- Czy ten szpital, do jakiego zawiózł cię człowiek, który cię potrącił, to Szpital Dobrej Opieki w Allacuster?
- Tak – natychmiast udzielił odpowiedzi młodzieniec. – Ale dla mnie to bez różnicy, omijam tego typu miejsca. Wszystkie szpitale mogą być w spisku…
Tu zaczął snuć równie sowitą w treści teorię dotyczącą ukrytych rządów, reptilian i UFO. W końcu musiał przerwać, gdy policjant dał znać, że ma dość.
- Ja również mam pewną teorię na temat tego, kto mógł cię śledzić. Aby ją udowodnić, musimy jednak cię przebadać. Wiem, że nie lubisz lekarzy, ale musisz nam zaufać. Zbada cię nasz policyjny lekarz. Jeśli moja teoria się potwierdzi, poznasz tożsamość swojego niedoszłego mordercy.
Tymi słowami kapitan skruszył wszelkie opory Shermana.

Policjanci wpatrzeni byli w ekran, na nim bowiem widoczne było wnętrze organizmu Samuela Shermana. Skan ten opatrzony był komentarzem doktora Grahama.
- Widzę coś. Jakiś mały obcy element – oświadczył.
Kapitan pogładził się po swojej długiej brodzie.
- Jak mniemam, aby to wydobyć, trzeba będzie poddać go operacji?
- Tak.
- Samuelu, zgadzasz się? To jest nasza jedyna szansa, aby mieć dowód na wielki spisek.
Kapitan Mckinley podziwiał zdolność odpowiedniej retoryki Bolbao.
Sherman kiwnął głową.

***

- Zrobimy to razem – usłyszał Thomas Mckinley od swojego odpowiednika z Casseroles, gdy obaj zbliżali się na miejsce konferencji prasowej.
Wkrótce potem rozległ się błysk fleszy. Dziennikarze, przygotowani na serię wyjaśnień głośnej sprawy, oczekiwali cierpliwie wystąpienia policjantów. Rozpoczął kapitan Mckinley.
- Dzień dobry. Szanowni państwo, zapewne wielu z was zastanawiało się, jaki powód, o ile taki w ogóle może istnieć, miały haniebne zbrodnie dokonane na dwóch mieszkankach bliskich sobie miejsc: Allacuster i Casseroles. Okazuje się, że jakkolwiek brutalne były to działania, miały bardzo przyziemny cel. Oto on.
Na te słowa kapitan Bolbao wyjął z kieszeni niewielkie puzderko, na co reporterzy poczęli strzelać fotki jak pociski z CKM-u. Trzymając pojemnik w ręce, przemówił do zebranych:
- Po co ktoś miałby rozszarpywać ciała swoich ofiar? Czy po to, aby wywołać szok w społeczeństwie? Czy aby odwrócić uwagę tegoż społeczeństwa? A może to akt szaleństwa? Jak się okazuje, istnieje inny motyw. Po to, aby coś z tych ciał pozyskać. Jednak cóż to może być? Organy? Wszak organy od nieżyjącej osoby na niewiele się zdadzą. Zarówno Linda Garfield, jak i Susan Emmons, dwie ofiary haniebnych zbrodni, miały wszystkie organy na swoim miejscu. Jednocześnie coś im zabrano. Coś, o czym nie wiedziały, że w sobie posiadają.
Kapitan powoli otworzył pojemnik, po czym wysypał na stół błyszczące brylanty. Salę konferencyjną wypełniły kolejne pociski aparatów.
- Lata temu w Republice Zemeńskiej miała miejsce wielka grabież – kontynuował Bolbao. – Ukradziono drogocenne minerały z magazynu tamtejszej kopalni. Głową grupy przestępczej, która tego dokonała, była osoba na wysokim stanowisku, mianowicie sam dyrektor prestiżowego szpitala. Objęcie przez niego tej posady nie było ‘przypadkowe’. Wynikało właśnie z chęci dokonania tejże grabieży. Czujność krajowej policji została na jej skutek wzmożona, przez co przemyt brylantów za granicę był niezwykle trudny, prawie niemożliwy. Ów dyrektor miał jednak plan, jak dostarczyć skradziony towar do naszego kraju, by zarobić sporą sumę pieniędzy ze sprzedaży. Znalazł bowiem kupców już wcześniej, jeszcze zanim dokonano rabunku. Znalazł ich właśnie tutaj, w Allacuster. Wszystko zostało przez niego obmyślone, a cel był następujący: przemytu brylantów mieli dokonać ludzie nieświadomi tego, że je przemycają. Człowiek, o którym mówię, a wobec którego toczy się właśnie postępowanie karne, rozkazał jednemu ze swoich ludzi wjechać samochodem ciężarowym w autobus wiozący pielgrzymkę z Allacuster. Chodziło o to, by pasażerowie trafili do szpitala będącego pod kontrolą mafii. Tam pod byle pretekstem przeprowadzono na kilku osobach operacje, podczas których umieszczono w ciałach pacjentów, bez ichniejszej wiedzy, skradzione brylanty. W ten sposób część zobowiązania przestępczej grupy sprzedającej towar została spełniona.
Bolbao zrobił przerwę, i kiwnął w kierunku kapitana Mckinleya. Ten pociągnął opowieść dalej.
- Teraz mafii z Allacuster, grupie która kupiła ów cenny towar, a jaka również po temu zdobyła kontrolę nad szpitalem, pozostało czekać na powrót pielgrzymki. Przestępcy otrzymali od swoich współpracowników zza granicy dane o ‘nosicielach’ towaru. Gdy ludzie wrócili z podróży do swojego kraju, rozpoczęła się akcja mająca na celu pozyskanie brylantów. Sposoby były różne, ale cel był ten sam: operacja na nieświadomych procederu pacjentach. Podam przykłady metod, o jakich wiemy, choć mogło być ich znacznie więcej. Pierwsza faza to było reklamowanie badania. Pacjenci byli okłamywani, że ich stan zdrowia wymaga operacji, na przykład wycięcia wyrostka robaczkowego. Jeśli jednak to nie skutkowało, starano się doprowadzić do ‘wypadku’, na przykład poprzez potrącenie samochodem. Odnotowaliśmy także przypadek porwania starszego mężczyzny, którego uśpiono, by przeprowadzić na nim operację, a następnie okłamano, że został znaleziony nieprzytomny na drodze, a operacja stanowiła dlań ostatni ratunek. Próbowanie potrącenia kogoś może jednak prędko wzbudzić podejrzenia, dlatego jeśli inne rzeczy zawiodły, sięgano po tę ostateczną: morderstwo. Tak właśnie stało się z Lindą Garfield i Susan Emmons, i gdyby nie zgłoszenie swoich podejrzeń przez Samuela Shermana i gdyby nie czujność kapitana Hanry’ego Bolbao, ofiar byłoby prawdopodobnie więcej. Sprawa ta stoi tuż przed zamknięciem, i chciałbym z tego miejsca podziękować policji w Casseroles, z którą współpracowaliśmy, w tym wspomnianemu i tutaj obecnemu kapitanowi Bolbao, jak i sierżantowi Arnoldowi Sailorowi, porucznikowi Markowi Briggsowi, a także policji w Republice Zemeńskiej, z jaką właśnie toczą się rozmowy na szczeblu ministerialnym.
Mckinley spojrzał na kapitana Bolbao, ale ten znów kiwnął, dając znać, że nie ma nic więcej do powiedzenia. Toteż Mckinley skwitował ich wspólne wystąpienie słowami:
- Na koniec dodam jeszcze od siebie, że po raz kolejny w Allacuster, Casseroles, i Republice Zemeńskiej, zwycięża sprawiedliwość. Dziękuję.

***

Drodzy czytelnicy, i słuchacze, oto ostatnia z dziwniejszych spraw kapitana Bolbao, o jakich wiem. Choć już nie pracuję w policji, wciąż utrzymuję kontakt z Henrym Bolbao, i jeśli kiedyś dowiem się o zagadce równie ciekawej, nie omieszkam napisać. Ja, Simon James, pragnę zaznaczyć, że nie wszystko w tym, co napisałem, zgadza się z rzeczywistością. Niektóre rzeczy ubarwiłem, inne wprost zmyśliłem. Zostało to zaakceptowane przez samego bohatera moich opowiastek.
Chcę również z tego miejsca podziękować Moviesowi za sporą dawkę humoru i pomysłowych tekstów, jakie za jego pozwoleniem, w mojej prozie – zarówno kryminalnej, jak i innej, użyłem. Jeśli kiedykolwiek, czytając lub słuchając, zaśmialiście się, jest to zapewne jego zasługa. Tak samo dziękuję Dzej Dzejowi za różne zabawne teksty oraz Quadrotesowi za nagranie moich opowiastek. Puściłem kiedyś jedną kapitanowi, i choć nie lubi czytać i słuchać na swój temat, powiedział:
- Dobry głos ma ten Quadrotes.
To w zasadzie tyle ode mnie. Trzymajcie się, i uważajcie na stalowe linki w lesie.
Simon James.

Data dodania2022-10-10 15:29
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze