Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Piękna dama 422022-12-05 09:01
Piękna dama 432022-12-05 08:42
Piękna dama 422022-12-05 08:40
Piękna dama 412022-12-05 08:39
Piękna dama 402022-12-05 08:36
JAK CO ROKU ( i...2022-12-05 00:33
ODPOWIEDŹ dla M...2022-12-04 22:13
Nemo ante morte...2022-12-04 15:21
Magiczny czas ś...2022-12-04 14:18
Jest taki wieczór2022-12-04 14:10
Dobranoc ci życ...2022-12-04 12:14
Tak wiele bym c...2022-12-04 12:00
Otulenie szare2022-12-04 11:46
Świyntyczny ło...2022-12-04 10:26
Filozoficznie 592022-12-04 09:31

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Trzy myśli2022-12-02 12:51
Nauka jazdy2022-11-22 15:39
Wspaniały przywilej (i...2022-11-11 18:36
NALOT2022-11-06 12:14
STRACH2022-11-06 12:14

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Starzec2022-12-01 13:45:5290
Domie mój2022-12-01 17:26:5080
Świyntyczny ło...2022-12-04 10:26:4180
Historia Jezusa2022-12-03 00:23:0870
deszczowa rapsodia2022-12-01 16:13:1770
Bezsens2022-12-03 23:26:5870
Ślady 2022-12-03 23:23:5760
Strach2022-12-04 01:52:4660
WIERNE SŁOWO2022-12-03 21:58:1360
Otulenie szare2022-12-04 11:46:1760

więcej

Mężczyzna z blizną na lewej brwi


Ostatnie dni wakacji, naznaczone pięknymi późnymi zachodami słońca i nieustannym towarzystwem przyjaciół wokół ogniosfery grilla, niosły za sobą jednocześnie napięcie i podekscytowanie nadchodzącym nowym rokiem szkolnym. Lekki powiew, zapowiadający zmianę w pogodzie, a w jakimś sensie również zmianę placówki edukacyjnej na liceum, poruszał czarnymi włosami zamyślonej Hanny, gdy siedziała z rówieśniczkami wokół ogniska. Zwykłe kiełbaski na ogniu stanowiły niepisany rytuał, w którym wraz z tłuszczem głaskanych płomieniem kawałków mięsa, opadały resztki dzieciństwa, oddawane niespiesznie w ofierze na ołtarzu nieubłaganego czasu, wymagającego od dziewcząt spoważnienia i zmierzenia się z obowiązkami, jakie nakładała na nie powolnymi krokami zbliżająca się dorosłość. Spotkanie koleżanek było także przypieczętowaniem paktu o przyjaźni, pamiątką, ku której w trudnych chwilach przyszłości będzie można bezpiecznie powrócić myślami, aby utwierdzić się w przekonaniu, że nie jest się samotnym.
Głowa Hanny zajęta była jednak czymś zupełnie odmiennym. Oto bowiem napięcie związane z tym, co niechybne a nowe, przysłonięte zostało nierozwiązaną zagadką z przeszłości. Anonimowa twarz mężczyzny z blizną na lewej brwi odcisnęła swoje piętno na całym sierpniu, i obecna była w myślach nastolatki coraz częściej, niemalże nieustannie. Hanna interpretowała jej nagły powrót jako pewną niedomkniętą furtkę, która dała o sobie znać, skrzypiąc pod wpływem powiewu zmiany. Niczym mały piesek, który chwyta obiema łapami za nogę, nie chcąc zostać opuszczonym przez właściciela, tajnia dzieciństwa szarpała za nogawkę myśli dziewczyny. Po wielu latach niewyjaśniona sprawa z czasów tak odległych, iż niemal nierealnych, upomniała się o atencję.
Hanna postanowiła już o jej zwerbalizowaniu, czekała teraz na dogodny moment. Gdy umilkły rozmowy rówieśniczek, podjęła ryzyko bycia obśmianą:
- Wiecie… jak byłam mała, co jakiś czas śniła mi się twarz pewnego człowieka. Zawsze ta sama, z charakterystyczną blizną na lewej brwi. Nie wiem, czy taki człowiek istnieje, czy gdzieś mi zapadł w pamięć, że potem często pojawiał się w moich snach, ale… w tym roku znowu mi się śni. Co noc, od początku miesiąca.
Koleżanki ewidentnie nie wiedziały, co na to odpowiedzieć. W końcu któraś z nich, nie chcąc pozostawić wypowiedzi Hanki bez żadnej reakcji, zaczęła wymieniać najdziwniejsze sny, jakie miała w życiu. Dziewczyny kolejno opowiadały, co szalonego im się śniło, a inne okraszały te wywody żartobliwym komentarzem. Hanna wykorzystała moment zakończenia opowiadania jednej z nich.
- Ale czy śniło ci się to kiedyś jeszcze? – zapytała Natalię.
- Nie, takie dziwactwa śnią się tylko raz – oznajmiła tamta.
- No widzisz, a mnie się wciąż śni ta sama twarz nieznanego mężczyzny. Czy to nie dziwniejsze od nawet najdziwniejszego snu, który przytrafia się raz?
Koleżanki pokiwały głowami.
- To bardzo dziwaczne. Musiałaś go kiedyś widzieć, w sensie tego faceta. Co on w ogóle robi w tych snach? Stoi i się na ciebie gapi? – zapytała Natalia, i przeszedł ją dreszcz.
- Śni mi się, że jestem w wesołym miasteczku. Po opuszczeniu karuzeli, zaczepia mnie jakiś facet i mnie zagaduje. Uśmiecha się do mnie. Coś do mnie mówi, ale we śnie nie słyszę, co takiego, wokół jest hałas. Idę za nim, nie wiem dlaczego. Podchodzi do jakiejś budki, i chce mi coś kupić. Ja się niecierpliwię, bawię się wstążką... bo mam we włosach czerwoną wstążkę. Gdy nie patrzy, zaczynam biec. Wodzę wzrokiem po wesołym miasteczku, wokół tłum ludzi. Wtem czuję, że mnie ktoś chwyta za rękę. To on, to ten facet. Patrzę na jego twarz. Ciągnie mnie za rękę. Zbliżamy się do samochodu, kiedy w końcu udaje mi się wyrwać, i znowu biegnę po wesołym miasteczku. Chowam się przed nim, chichocząc jak mała dziewczynka, którą przecież we śnie jestem… ale jest w tym wszystkim coś niepokojącego. Biegnę wśród tłumu, co jakiś czas oglądając się za siebie. Mężczyzna z blizną na lewej brwi szuka mnie wzrokiem, myślę, że chyba go zgubiłam. W końcu natrafiam na moich rodziców i… budzę się. I tak za każdym razem.
Dziewczyny milczały przez chwilę. Dało się słyszeć jeno trzaskanie spalanych w ognisku drewienek.
- Nie zdarzyło ci się kiedyś coś podobnego? – zapytała jedna z dziewcząt.
- Nie wiem. We śnie jestem chyba tak małym dzieckiem, że gdyby w takim wieku mi się coś przytrafiło, możliwe, że bym tego nie pamiętała. Jednocześnie to wszystko jest tak realistyczne i pełne szczegółów, że myślę, iż jest to możliwe. Poza tym, sam fakt, że często mi się to śni, świadczy chyba o tym, że jest to w jakimś sensie istotne, musiało to na mnie wywrzeć duże wrażenie. Aczkolwiek pytałam rodziców, czy ktoś mnie próbował porwać, jak byłam mała, i powiedzieli, że nic takiego nie miało miejsca. Pytałam, czy byliśmy w jakimś wesołym miasteczku. Powiedzieli, że niejednokrotnie, ale z pewnością nie spuściliby ze mnie wzroku, i nie oddaliliby się ode mnie.
Koleżanki nie były zbytnio zainteresowane tematem, bo zaraz kontynuowały opowiadać sobie absurdalne sny. Hanna spuściła zamyśloną głowę, co nie uszło uwadze siedzącej obok Natalii.
- Może… – zaczęła nieśmiało przyjaciółka – …rodzice straszyli cię, że jak będziesz niegrzeczna, to przyjdzie pan i cię porwie? Niektórzy tak straszą swoje dzieci.
- Nie wydaje mi się. Moi rodzice byli dość nadopiekuńczy. Może to dlatego, że jestem jedynaczką. W każdym razie zupełnie nie rozumiem, czemu znowu mi się śni ten mężczyzna z blizną. Że miałam taki koszmar w dzieciństwie, to jeszcze można jakoś zrozumieć: może po prostu bałam się, że ktoś mnie porwie, a może przeciwnie, chciałam więcej jakiejś… swobody, w końcu we śnie jestem mimo wszystko chichoczącą dziewczynką. Tylko dlaczego ta twarz powróciła w moich myślach? Czemu teraz?
Obie nastolatki zamyśliły się.
- Może to stres przed liceum? Coraz bliżej dorosłości, coraz bardziej oddalasz się od rodziców… przed tobą stoi otworem świat, niczym wesołe miasteczko. Będziesz po nim chodzić bez kontroli nadopiekuńczych rodziców, z jednej strony czujesz więc powiew wspomnianej ‘swobody’, a z drugiej obawiasz się zagrożeń. Ten facet z blizną to może personifikacja czyhających niebezpieczeństw. To taka myśl tylko, mam nadzieję, że się nie obrażasz…
- Nie, nie, w porządku – powiedziała Hanna. – To ciekawe spostrzeżenia, tylko że ja się tego w ogóle nie boję. Bardziej… mnie to ciekawi. Zajmuje moje myśli, dobija się do nich. Choćbym brała książkę do ręki, to gdy czytam o jakimś mężczyźnie, w wyobraźni mojej widnieje twarz z blizną na lewej brwi. Ten facet mnie prześladuje w myślach. Może nie istnieje, a mimo to mnie prześladuje. Próbowałam to porzucić, zająć się czymś innym… ale on ciągle się pojawia. Natalia, zwierzę ci się z czegoś, tylko nikomu nie mów…
Hanna wstała, i odeszła od ogniska, a za nią ruszyła przyjaciółka. Natalia milczała pytająco.
- Zaczynam wątpić w swoje zdrowie psychiczne – przyznała Hanna. – Myślę, czy nie pójść z tym do jakiegoś ‘specjalisty’.
Natalka nie była pewna, co odpowiedzieć. Z jednej strony chciała pocieszyć rówieśniczkę, z drugiej – nie chciała zabrzmieć na kogoś, kto lekceważy problem przyjaciółki i zbywa ją. Odpowiedziała zatem ostrożnie pytaniem.
- Mówiłaś o tym rodzicom?
- Nie, bo wiem, co by odpowiedzieli. Powiedzieliby, że to przez internet, i ich radą byłoby, żebym więcej czasu spędzała poza komputerem. A może nawet daliby mi jakiś szlaban. U mnie w domu za to, że się ma problemy, dostaje się kary.
- No to nie wiem, co ci doradzić. Odczekałabym jeszcze. Wkrótce zacznie się szkoła, będziesz miała nowe rzeczy na głowie. Jak do października nie przejdzie, to możesz spróbować… u ‘specjalisty’.

***

Hanna poszła za radą koleżanki, i próba ignorowania twarzy anonimowego mężczyzny trwała mniej niż tydzień. W zasadzie dziewczyna czekała na pretekst, by przestać tę twarz ignorować. Bardziej bowiem niż uwolnić się od niej, chciała poznać jej historię. Pretekst pojawił się czwartego dnia szkoły, gdy z nowymi kolegami z klasy siedziała na świetlicy, i naprędce odrabiała pracę domową.
- Ledwo zaczęliśmy, a pani od polskiego już zapowiedziała, że będzie pytać – oznajmił Tomek.
- Z czego? – zdziwił się Piotr.
- Z ostatniej lekcji. Coś o tym micie o Ikarze, czy jak mu tam było…
- Ikar i Dedal.
- O co w tym chodziło?
- Oni obydwaj chcieli uciec z labiryntu minotaura, i zrobili sobie skrzydła. Ten młodszy za daleko odleciał, i słońce mu spaliło skrzydła, i spadł. To był właśnie ten Ikar. Dedal to był jego ojciec.
W tym momencie wpatrzona w Piotra Hanna ujrzała za nim w oknie twarz. Tę twarz. Dziewczyna zmrużyła oczy. Po otwarciu ich na powrót, widziała już tylko Piotra. Wstała z wrażenia, i podeszła do okna. Nie było widać nikogo, ale charakterystyczne oblicze z blizną na lewej brwi nie przestawało być obecnym w jej głowie.

Po jakimś czasie widywała go wszędzie. W drodze do domu, gdy samochód przejeżdżał obok, za kierownicą siedział facet z blizną. Raz nawet profesor biologii przybrał na moment jego postać, by po kolejnym odwróceniu się od tablicy w stronę uczniów, powrócić do uprzedniej formy. Czy to możliwe, aby ktoś, kto nie istnieje, zapanował nad czyimś życiem? Im bardziej starała się o nim nie myśleć, tym częściej wdzierał się do jej głowy z zewnątrz, a pewne elementy rzeczywistości poczęły przybierać atmosferę sennego koszmaru. Zupełnie jak gdyby z nocy ta anonimowa, a jednocześnie już tak dobrze znana aparycja, przenosiła się w dzień, zagrabiając w swym niepokojącym imperializmie kolejne terytoria nastoletniego życia. Hanna próbowała niejednokrotnie przed nią uciec, zgubić w tłumie spraw i codziennych zdarzeń oraz innych ludzi, prędzej czy później jednak znajomy widok niespodziewanie chwytał ją za rękę, tak jak mężczyzna w wesołym miasteczku. Gdziekolwiek by się nie schowała, w którąkolwiek stronę by nie pobiegła, ciągnął ją w toń tajemnicy, jak do ciemnego samochodu. Niczym zagubione dziecko w parku rozrywki, tak ona uciekała przed nieznanym, a od dziewczynki ze snu odróżniał ją jedynie brak dziecięcego chichotu. Na końcu każdego, choćby najdłuższego zdania powszednich wydarzeń, stała nieuchronnie spodziewana kropka blizny na bezimiennej brwi. I tak jak we śnie, tak i w rzeczywistości, dziewczyna nie wyjawiała sekretu swoim wychowawcom.
Na jednej z przerw narysowała ową facjatę w zeszycie, by zeskanować ją w domu, i opublikować na forum internetowym z zapytaniem, czy ktoś kojarzy człowieka o podobnym wyglądzie. Nie pojawiła się jednak żadna odpowiedź, oprócz tych humorystycznych i głupawych.
Wkrótce poczęła odnosić wrażenie, iż każdy napotkany mężczyzna ma coś z twarzy anonima ze snów.
Każdy z wyjątkiem ojca – pomyślała, wyjaśniając sobie to faktem, iż byli to jedyni mężczyźni, których twarze widziała w powtarzającym się śnie o lunaparku.
W końcu zaczęła większą uwagę przykładać do otoczenia miasteczka. Nie potrafiła zidentyfikować samochodu tajemniczego mężczyzny, ani czegokolwiek, co naprowadziłoby ją na autentyczne miejsce, na podstawie którego koszmar ów się uformował. Przeto szukała w sieci informacji o lunaparkach z okolicy, lecz ku swemu zdumieniu nie znalazła żadnego. Doszła zatem do wniosku, że była to impreza jednorazowa, bądź miasteczko już dawno przestało istnieć, rozpłynęło się w przeszłości niczym resztki dzieciństwa składane w ofierze na ołtarzu nieubłaganego czasu.
Przyszła do niej osobliwa refleksja, że wolałaby zostać oficjalnie uznana za wariatkę, wówczas bowiem nikt nie patrzyłby na jej zachowania ze zdziwieniem, ignorując je jako przejaw szaleństwa.
Zrezygnowana, zaniechała wszelkich ucieczek, przeciwnie – całkowicie podążyła za tajemnicą, jak jej młodsza wersja ze snu za uśmiechniętym mężczyzną obiecującym coś zakupić w budce. Nie wyrywała się już z jego rąk. Zresztą – wszechobecna fizjonomia połamała ręce i nogi jej jakichkolwiek możliwości ucieczki.

Po wyzbyciu się wszelkich oporów, z zaskoczeniem stwierdziła, że pamięta ze snu coraz więcej szczegółów. Konkretne pluszowe misie w kolorze waniliowym na strzelnicy, wata cukrowa, wielobarwne koniki na karuzeli. Nie widziała więcej twarzy, ale pamiętała obiekty, a te mogły powiedzieć jej nawet więcej, bo w porównaniu do tych pierwszych, nie były tak wielce zmienne i podatne na upływ nieustępliwego czasu. Aczkolwiek misie, wata i karuzele to niemalże nieodłączna część parków rozrywki, czekała więc na inny przebłysk. Doczekała się. Na bardzo krótką chwilę, mniej niż sekundę, acz powtarzaną cyklicznie w każdym koszmarze, widać było elementy otoczenia nienależące do lunaparkowego wystroju, a z pewnością niecodzienne. Trzy rogate głowy kozłów dały się uchwycić w pamięci niewiasty.
Był to z pewnością dobry trop. Siedząc przed komputerem bezczynnie, po chwili wystukała w wyszukiwarkę hasło ‘trzy kozie głowy’. Co osobliwe, wyszukiwarka internetowa poprawiła jej hasło, łącząc dwa ostatnie wyrazy. Koziegłowy okazały się być niewielkim miastem w sąsiednim województwie. Było to dość daleko od jej miejsca zamieszkania, toteż wewnątrz niej pojawiło się zwątpienie. Gdy sprawdziła sekcję grafiki, uległo ono całkowitemu unicestwieniu.

***

Hanna nie była pewna, czy to jej ciało drży pod wpływem napięcia, czy też autobus, z którego wysiadała na koziegłowskim przystanku. Po kilku minutach miarowego spaceru, miała przed sobą coś pomiędzy rynkiem, a parkiem, umiejscowionym w centrum, a w środku – fontannę z trzema kamiennymi głowami kóz. Podeszła bliżej – to było z pewnością to miejsce. Zaczęła odbywać swoistą symulację dziecięcej podróży przez niewidzialny lunapark. Z zaskakującą łatwością umiejscawiała karuzelę, budkę, czy samochód w przestrzeni.
Na horyzoncie wypatrzyła człowieka w sutannie. Kapłan wyglądał na wiekowego. Wyjęła z plecaka zeszyt, i podeszła do proboszcza.
- Proszę księdza, czy mogę zadać księdzu kilka pytań?
- Mów, dziecko – odparł spokojnym tonem duchowny.
- Czy dawniej znajdowało się w tym miejscu wesołe miasteczko?
Ksiądz zrobił minę myślącego. Dziewczyna miała wrażenie, że właśnie otworzył w sobie jakieś zakurzone archiwum.
- Tak, było dokładnie w tym miejscu – udzielił rzeczowej odpowiedzi.
- Szukam pewnego mężczyzny. Niestety mam tylko ten rysunek – pokazała zeszyt kapłanowi, a ten przysunął go do siebie, co niewątpliwie świadczyło o jego problemach ze wzrokiem.
- Czy to nad okiem to kleks?
- Nie, to blizna. Ten człowiek miał bliznę na lewej brwi – wyjaśniło dziewczę.
W oczach księdza pojawił się specyficzny błysk, podług Hanny znamionujący kolejny sukces odzianego w sutannę archiwisty.
- Henryk Kosodrzewiecki – wypowiedział znów rzeczowo.
- Gdzie go znajdę?
Na te słowa kapłan niespodziewanie odwrócił się, i ruszył przed siebie. To w pierwszej chwili zdumiało nastolatkę, ale sądząc, że chce ją zaprowadzić do mieszkania człowieka-zagadki, podążyła w milczeniu za nim. Prawdy domyśliła się po paru minutach, gdy proboszcz jął zbliżać się do wejścia na cmentarz. Hanna wciąż milczała, i w końcu przystanęła obok księdza zatrzymującego się przed jednym z grobów.
- Oddał ciało w depozyt ziemi, ale spokojnie: prędzej czy później zmartwychwstanie – powiedział kapłan.
- Bóg zapłać – odrzekła cicho Hanna, i ze zdziwieniem graniczącym z szokiem spostrzegła, iż widniejąca na nagrobku data śmierci to pierwszy dzień sierpnia tego roku.

***

Miejska biblioteka publiczna robiła wrażenie pełnej informacji, choć prawdopodobnie nie w większym stopniu aniżeli wewnętrzne archiwum spotkanego kwadrans temu proboszcza. Przeglądając stare numery lokalnej gazety, Hanna już na początku znalazła odpowiedni nekrolog. Henryk Kosodrzewiecki zmarł na zawał serca, lecz nie było żadnych danych o jego rodzinie, z czego czytelniczka skonstatowała, iż był samotnikiem albo wdowcem.
Zbliżało się późne popołudnie, lecz bibliotekarka okazała się być bardzo miłą kobietą, i specjalnie dla przybyłej z daleka Hanny, została dłużej w pracy. Dziewczyna tymczasem przeglądała coraz starsze gazety, szukając jakichkolwiek informacji o nieboszczyku. Gdy zrezygnowana miała już podziękować pani bibliotekarce za cierpliwość, wpadła jej do głowy dziwna myśl. Wiedziona jakimś bliżej nieokreślonym wrażeniem, poprosiła kobietę o gazety z lat, w których mogła być w wieku dziewczynki z lunaparku, to jest swojej młodszej wersji.
Otrzymała je, i zaczęła pośpiesznie przewracać strony. Zatrzymywała się jedynie na nagłówkach i zdjęciach, szczególną uwagę przykładając do ogłoszeń. Po którymś egzemplarzu z kolei, spostrzegła, że powtarza się zdjęcie twarzy małego dziecka. Treść ogłoszenia zmroziła jej krew w żyłach.

Katarzyna Kosodrzewiecka, lat siedem (na zdjęciu w wieku sześciu lat), zaginiona. Prawdopodobnie porwana.
Jeśli ktoś ją zauważy, prosimy zawiadomić policję, bądź ojca dziewczynki,
Henryka Kosodrzewieckiego.
Przewidziana nagroda.

Pod ogłoszeniem podano adres i numer telefonu, bardziej jednak uwagę dziewczęcia przykuła czerwona wstążka we włosach sfotografowanego dziecka.

Data dodania2022-10-26 14:40
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze