Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Miłośnie 162023-02-04 15:47
Pretensje do Boga2023-02-04 15:07
Esensja życia2023-02-04 13:04
Kolory życia 2023-02-04 12:11
Piękna dama 522023-02-04 08:52
Grażynka2023-02-04 04:20
Małgosia2023-02-04 03:59
Piękne wspomnie...2023-02-03 22:39
5002023-02-03 22:04
SŁUSZNY ODPOCZYNEK2023-02-03 21:15
Irka2023-02-03 20:45
Być inną2023-02-03 18:46
Mafijne wyjście...2023-02-03 18:34
Coś w sercu2023-02-03 18:08
Ocalenie2023-02-03 18:07

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Ostatnia wola Benjamin...2023-02-04 12:32
Ludzie nie znikają (al...2023-01-23 18:13
Prawdziwa historia z ż...2023-01-23 18:04
Prawdziwa historia z ż...2023-01-23 17:48
Prawdziwa historia z ż...2023-01-23 12:01

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Pół kilo w dwa ...2023-02-01 11:58:5290
Miłośnie 152023-02-03 09:08:2180
Chwytając Twe d...2023-02-01 00:20:2880
27.01.20232023-02-01 13:29:3570
Tylko tu2023-02-01 05:10:2570
Mój list do Cie...2023-02-01 23:09:3270
Aforyzm2023-02-01 14:40:4870
Styczniowe prze...2023-02-01 00:52:4270
Gdy nadszedł te...2023-02-01 00:25:5770
Zamyślenia2023-02-02 12:14:1060

więcej

Światła, kamery, zbrodnia (albo: Kapitan Bolbao i śmierć na wynos)


Miguel Garcia szedł po linie, czując na sobie spojrzenia wielu osób. Uczucie to zdominowało jego żywot, odkąd reżyser najpopularniejszego serialu sensacyjnego dał mu główną rolę, zastępując w ten sposób dotychczasowego jej odtwórcę, Donalda Davisa. Wypadek Davisa w trakcie kręcenia trzeciego sezonu postawił twórców serii w trudnej sytuacji – nie wiadomo było, jak długo potrwa rekonwalescencja aktora, a każda zwłoka wiązała się ze stratą pieniędzy. W końcu reżyser Oliver Anderson postanowił podjąć kontrowersyjną decyzję, i w kolejnych odcinkach miast znanej twarzy Davisa, do której widzowie zdążyli się przyzwyczaić, oglądano śniadą facjatę młodego hiszpańskiego imigranta.
Miguel czuł przeto wielką presję, związaną również z tym, że reprezentuje w jakiś sposób hiszpańską mniejszość, a jego trwająca właśnie próba chodzenia po linie odzwierciedlała to poczucie.
Co ja próbuję sobie i innym udowodnić? – myślał, stawiając ostrożnie kroki. Scenę przejścia po linie można było zrealizować całkowicie z użyciem green screena, usuwając widoczne wcześniej zabezpieczenia. Miguel zrezygnował z nich, argumentując to zwiększeniem realizmu. Ani razu nie skorzystał również z pracy kaskaderów, co więcej, poprosił o usunięcie materacy za oddzielającą studio nagraniowe od kulis zieloną makietą, o czym wiedziały jeszcze tylko dwie osoby. Wszystko to tłumaczył pragnieniem zwiększenia realizmu w emocjach widocznych na ekranie, acz w oczach niektórych stanowiło to emanację gwiazdorzenia i popisu.
Davis, będący teraz asystentem reżysera, asekurował ów aktorski wyczyn, stojąc na drabince przy jednym ze słupków, do którego przywiązany był koniec sznura. Ostatecznie miała być to sekwencja ucieczki z hotelu, w którym lada chwila wybuchnąć ma bomba, i główny bohater przechodzi po linie na dach innego budynku. Stąd też lina, za prośbą Miguela, umieszczona została wysoko. Całe to ryzyko było niepotrzebne, i prawdopodobnie każdy na jego miejscu by się go nie podjął; dodatkowo tego typu inicjatywy wydłużały proces kręcenia produkcji.
Aktor, stawiając kolejny krok na linie, potrącił nią z lekka prawą stopą, lecz zakołysaną w ten sposób wyprostował Davis. Miguel kontynuował chód, myśląc o tym, że może niepotrzebnie zażył wcześniej uspokajające proszki. Ekipa obserwowała wszystko w napięciu, słychać było tu i ówdzie rozmowy, a kilka osób przygotowywało rekwizyty do innych scen. I wtedy właśnie padł strzał.
W jednym momencie na oczach wszystkich Miguel zatoczył się, czemu bynajmniej nie pomogło przesadzone wyprostowanie liny przez Davisa, który aż podskoczył, podobnie zresztą jak inni, i ciało aktora spadło za zieloną makietę. Wybuchła panika – ludzie, jak na sygnał do startu, zaczęli uciekać w stronę wyjścia, potykając się o kable kamer, lamp i mikrofonów.
- Wezwać policję! – krzyknął Anderson.
Davis pobiegł za kulisy, a po chwili za nim ruszył operator kamery. Brandon Foster, bo tak się nazywał kamerzysta, był ewidentnie zaskoczony brakiem materaców po drugiej stronie studia. Zamiast nich, na podłodze leżał Miguel Garcia z dziwnym pociskiem w szyi, jak gdyby strzałką, którą wyjmował mu asystent reżysera.
- Dzwoń po karetkę – poinstruował operatora Donald Davis.
Ta przyjechała dość prędko, i choć popędziła na sygnale w kierunku szpitala, finalnie przyszło jej zaparkować przy prosektorium.

***

Brodaty kapitan policji Henry Bolbao przeczesał wzrokiem studio. Jego towarzysz, barczysty sierżant Arnold Sailor, zaczął już przesłuchiwać świadków. Bolbao zlokalizował go w obecności dwóch mężczyzn, i dołączył do nich, dzieląc się świeżymi informacjami.
- Prócz trucizny pochodzącej z wystrzelonej strzałki znaleziono w organizmie ofiary sporą dawkę środków uspokajających.
Operator kamery podchwycił temat.
- B-brał jakieś p-p-proszki, widziałem nieraz, jak d-doda-da-dawał do te-te…te…
- Tequili? – strzelił sierżant, ale nie trafił.
- Termosu. Był kłębkiem ne-nerwów – wyjąkał tamten.
- Brał za dużo – ocenił Bolbao. – Weźmiemy ten termos, i podrzucimy do laboratorium. Na strzałce są odciski palców tylko jednej osoby…
- Moje – wtrącił asystent reżysera. – Wyjąłem mu ją z szyi. Co w niej było?
- Bardzo silna trucizna domowej roboty. Nitrobenzen zmieszany z różnymi alkaloidami. Czy Miguel Garcia miał jakichś wrogów?
Kamerzysta i Davis wymienili się spojrzeniami.
- Wielu fanom serialu nie podobała się zamiana mojej skromnej osoby na niego. Z nami, aktorami, tak już jest, że jesteśmy najchętniej wybieranymi ofiarami psychopatów. To gorzka cena sławy – wyjaśnił Donald, na co jego kolega pokiwał głową w zadumie.
- Zdarzały się wcześniej jakieś ataki?
- Kiedyś k-ktoś żądał, żeby Mi-Miguel dał mu au-au-aut-t-t…
- Auto? – strzelił Arnold, ale znowu niecelnie.
- Autograf. Ba-baardzo się awan-awan-awanturował.
- Miałem na myśli coś bardziej niebezpiecznego – wytłumaczył kapitan.
Davis chrząknął.
- Chodził za nim ten jeden dziennikarz, pamiętasz? Praktycznie go prześladował.
Operator pokręcił głową.
- No ten… jak mu było? Mam słabą pamięć do nazwisk.
- Jak wy-wygląda?
- Normalnie.
- To niewiele mi mówi. Kolor włosów, wzrost, ce-cechy szczególne…
- Brunet, raczej niski, nosi okulary. Często chodzi w kamizelce.
- Samuel Sherman?
- Bingo.
Bolbao i Sailor spojrzeli po sobie. Z Shermanem nie widzieli się od czasu rozwiązania zagadki ‘rozpruwacza z Allacuster’.

***

Oliver Anderson siedział na krzesełku reżysera, a przed nim stała ewidentnie zestresowana niewiasta. Z tyłu za jej głową widniał napis ‘casting’.
- Proszę szlochać – powiedział reżyser.
Kobieta poczęła robić różne miny, nie mogąc wykrzesać z siebie odpowiedniej emocji.
- Dlaczego mam płakać? Chciałabym prosić o kontekst…
- Oczywiście – odparł Anderson, i podał kartki scenarzyście.
Ten znalazł odpowiednie miejsce.
- Joanne dowiaduje się od policjantów, że jej ojciec zginął w zamachu.
Kobieta zamknęła oczy. Jej czoło zaczęło się marszczyć, policzki podnosić, symulowała do tego siąkanie nosem. Całość wyglądała sztucznie i żenująco.
- Dość. Wystarczy. Dziękujemy, nie dostała się pani.
- Ale panie reżyserze, ja od dziecka marzyłam o scenie… proszę!
- Proszę wyjść.
Kobieta spuściła głowę, i zachlipała. Łkając, skierowała się do wyjścia.
- O taki szloch nam chodziło. Doskonale. Ma pani tę rolę.
Zaskoczoną minęli w wejściu policjanci. W środku był tak wielki bałagan pełen różnorakich rekwizytów, że Arnoldowi przeszło przez myśl, iż udałoby mu się tu odnaleźć ‘tamte prywatki’.
- Kapitan Bolbao i sierżant Sailor. Chcielibyśmy zadać panu kilka pytań. Po pierwsze, czy całe to zajście zostało zarejestrowane?
Anderson nie wstawał z krzesełka.
- Nie, była to próba generalna. Miguel chciał poćwiczyć przechodzenie po linie. To był oddany aktor, będzie nam go brakowało.
- Ponoć nie wszystkim podobała się pańska decyzja o jego zatrudnieniu.
Anderson westchnął.
- ‘Harry i Colty’ to nie jest zwykły serial o gadającej broni. Owszem – to opowieść o policjancie, który znajduje rewolwer, jaki do niego przemawia. Tak naprawdę Colty jest postacią człowieka, policjanta, który za karę za tchórzostwo zostaje ‘uwięziony’ w pistolecie Colt. Pomaga Harry’emu w rozwiązywaniu spraw, czasem krytykuje jego działania. Odmawia posłuszeństwa, gdy Harry ryzykuje zranieniem kogoś niewinnego. To w jakiejś mierze moralitet. Donald Davis, jako odtwórca głównej roli, obrazował coś społeczeństwu, przywracał zaufanie w służby porządkowe. Dla policjantów stanowił wzór postępowania, dla młodzieży zachętę do rozpoczęcia kariery w policji. Kiedy Donald miał wypadek, musieliśmy podjąć trudną decyzję. Mogliśmy albo czekać, aż mu się polepszy, o ile w ogóle miało mu się polepszyć, albo zastąpić go innym aktorem. Postanowiłem tymczasowo zatrudnić dobrze zapowiadającego się Miguela. To był oddany aktor. Po paru sezonach widzowie przyzwyczaili się do niego, polubili go na tyle, że zapomnieli o Davisie. Mieliśmy najwyższą oglądalność. Wtedy Donald wrócił na nogi. Nie chciałem zabić interesu, ale z drugiej strony nie chciałem go zawieść, załatwiłem mu więc posadę jako mojego asystenta.
Bolbao pogładził swoją brodę.
- Niewiele wiemy o życiu prywatnym Miguela Garcii.
- Nie miał takiego – orzekł Anderson. – Całkowicie oddał się aktorstwu. Przyjaźnił się z Russelem Clarkiem, który dubbinguje Colty’ego. Clark jest teraz na urlopie, na wakacjach. Swoje kwestie nagrywa na samym końcu.
- Czy Miguel miał wrogów, ktoś mu groził? – pytał kapitan.
- Był taki jeden… zapomniałem nazwiska.
- Jak wygląda?
- Normalnie.
- Samuel Sherman?

***

- Nie potrafię grać smutnego. Po prostu nie umiem. Jestem zbyt szczęśliwym człowiekiem, to wszystko – mówił aktor, udzielając wywiadu dla ‘Stacji Niezależnych’ Samuela Shermana. – Jestem nazistą. … Żartuję, to była gra aktorska z mojej strony. Naprawdę, teraz już nie gram, to tylko… w razie jakby…
Widok mundurowych w studiu nagraniowym zdziwił dziennikarza. Przeprosił gościa na chwilę, i wyszedł na spotkanie ze znajomymi twarzami.
- Chyba nie będę miał kolejnej operacji? – przywitał się.
- Nie, tym razem jesteśmy w innej sprawie. Mianowicie w sprawie śmierci Miguela Garcii.
- Byłem tam. Ostrzegałem go.
Henry i Arnold czekali milcząco na wyjaśnienia.
- Od miesięcy go ostrzegałem przed tym, że coś mu grozi.
- Co takiego? – dopytywali się rozmówcy.
- Spisek. Wielki spisek iluminatów.
Bolbao czuł, że nie będzie łatwo.
- Próbowałem mu to wszystko wytłumaczyć, ale on to ignorował. Mam czyste ręce, chciałem go uratować, ale on nie chciał być uratowany. Ten schemat jest typowy. Zauważyłem to już w przypadku wypadku Donalda Davisa. Teraz Davis, jeśli nie zignoruje moich słów, wróci do roli w serialu, i znowu mu się coś stanie. Z tego co wiem, scenarzysta jest masonem, w dodatku Żydem. Od razu wzbudziło to we mnie podejrzenia…
- O czym ty w ogóle mówisz? – przerwał szybkomówiącemu sierżant.
- Chodzi o pierwsze litery słów, które wypowiada postać Colty’ego. W szesnastym odcinku, tym, w którym kolega Harry’ego myśli, że jest on brzuchomówcą, i Colty zostaje sam na sam z przestępcą, pierwsze słowo, jakie wypowiada, to ‘witaj’. W odcinku ‘Śmierć na wynos’, tym o truciźnie, jest to wyraz ‘patrz’, z kolei w odcinku następnym, w tym, w którym Harry sądzi, że Colty przestał się do niego odzywać, a tak naprawdę inny policjant pomylił pistolety, pierwsze słowo Colty’ego to ‘Dexter’. Widzicie ten schemat?
Policjanci patrzyli na niego bez słów, zakładali bowiem, że Sherman za chwilę sam dopowie resztę. Nie mylili się.
- Pierwsze litery to ‘wi’, ‘pa’ i ‘Dex’. Brzmi jak ‘wypadek’. Co prawda odcinek z ‘wi’ był wyemitowany w telewizji jako szesnasty, ale został nagrany wcześniej. Po odcinku o tym policjancie, Dexterze, Donald Davis miał wypadek. Wtedy wiedziałem, że to spisek. Pewnie chciał odejść z loży, albo wyjawić sekrety całej tej kabały.
Bolbao nie wiedział przez chwilę, co powiedzieć.
- Samuelu, jak się ta twoja teoria ma do tego, że chodziłeś za Miguelem Garcią, i jak się ma do jego śmierci?
- Ha! – wykrzyczał niemal Sherman. – Szukałem schematu w innych odcinkach. Znalazłem go, począwszy od tego, w którym policja wymaga zmiany ekwipunku od funkcjonariuszy. Tym razem ostatnie sylaby ostatnich słów padających w odcinkach konstruowały się w wyraz ‘mderstwo’.
- Nie ma takiego wyrazu – zauważył Arnold.
- Ale brzmi podobnie, nieprawdaż? Ostrzegałem Garcię, że będzie następny, ale on nie słuchał, nazwał mnie wariatem. I co? I ktoś go zmderstwował.
Bolbao czuł, że ma już dość słuchania tych bredni.
- Czy posiadasz broń na strzałki? – zapytał.
- Nie posiadam broni… nie mam pozwolenia, z powodów… zdrowotnych – mówił Sherman, wyraźnie skrępowany.
- Nie musisz się wstydzić żółtych papierów. Wspomniałeś, że ‘byłeś tam’. Chcesz powiedzieć, że jesteś jednym ze świadków mders… morderstwa?
- Mam nawet nagranie, jak tam jestem.
Dziennikarz wyjął smartfon, i, ku zainteresowaniu policjantów, włączył film. Nagranie przedstawiało Shermana, jak stoi na planie filmowym między innymi osobami, i przemawia do telefonu. Jego właściciel przewinął wideo.
- Jakich reżyserów najbardziej cenię… Z pewnością mogę powiedzieć, jakich reżyserów cenię najmniej. Żydowskich. Oni kompletnie zapanowali nad Hollywoodem. Dlatego nie chodzę do kina. Oglądam wyłącznie klasyki. Stare dobre amerykańskie kino – Spielberg, Kubrick, Lumet…
- Spielberg jest Żydem – rzucił ktoś stojący obok.
Na te słowa Sherman był zauważalnie zmieszany.
- Tak, ale tylko trochę. W połowie. Jeden wyjątek.
- Kubrick i Lumet również – dorzucił tamten.
- Oni też?! – Sherman pokręcił głową z niedowierzaniem. – Oni są wszędzie, człowieku.
Po chwili milczenia spojrzał na rozmówcę.
- Jesteś Żydem?
Nagle padł strzał. Z nagrania nie dało się teraz niczego wywnioskować, gdyż trzymający urządzenie machał nim we wszystkie strony. Zaraz potem wideo się skończyło.
- Stałeś gdzieś na środku – zauważył Bolbao. – Czy możesz określić, skąd padł strzał?
- Gdzieś z tyłu. Potem był chaos. Wszyscy niemal pobiegli do wyjścia, włącznie ze mną.
- W porządku. Możesz wracać do pracy – powiedział kapitan, i razem z sierżantem skierowali się ku wyjściu.
- On też ma alibi – skomentował ten drugi.
- Rozejrzymy się jeszcze po studiu – zapowiedział Henry.
Samuel tymczasem powrócił na swoje miejsce, a jego gość, jak gdyby nigdy nic, kontynuował wywiad.
- Czasem można być zbyt wiarygodnym aktorem, i niektórzy nie potrafią odróżnić roli od rzeczywistości. Dlatego teraz mówię totalnie poważnie – nie jestem nazistą.

***

Studio było teraz prawie puste. Dwaj policjanci dokonywali spokojnych oględzin, dzieląc się różnymi uwagami.
- W termosie ofiary było sporo uspokajających proszków – podrzucił sierżant, ale Bolbao zastanawiał się nad czymś innym.
- Dziwne że nikt nie zauważył kogoś mierzącego z broni. Morderca musiał stać, jak mówił Sherman, gdzieś z tyłu. Dlaczego jednak użył strzałki z trucizną?
Pogładził się po brodzie, i zaraz sam udzielił sobie odpowiedzi.
- Może nie chciał, by ofiara zmarła od razu. Chciał jej ‘dać nauczkę’, chciał, żeby cierpiała.
- Skoro użył strzałki, czemu nie wystrzelił jej z broni pneumatycznej? – zapytał sierżant Sailor.
- Dałaby mu mniejszą moc i precyzję. Garcia był w ruchu, choć co prawda dość powolnym. Czy można tu się gdzieś schować, by nie zostać zauważonym?
Funkcjonariusze rozejrzeli się. Arnold pokręcił głową.
- Drzwi do green roomu były wtedy zamknięte. Nie ma tu żadnej skrytki, a przecież do kamery czy głośnika nikt się nie zmieści.
Bolbao popatrzył na stojący z tyłu duży głośnik. Podszedł do niego i, ku zdumieniu towarzysza, wymacał palcem dziurę.
- W sam raz na lufę – ocenił, i podjął próbę rozebrania sprzętu.
Arnold wyjął ze swojej teczuszki mały śrubokręt.
- Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj.
W środku rozkręconego urządzenia policjanci nie znaleźli zupełnie nic, włącznie ze spodziewaną zawartością głośnika.
- Czyżby… – zaczął sierżant – sprawca ustawił broń, by wystrzeliła w odpowiednim momencie?
- Wystarczy prosty mechanizm, choćby taki jak w starych budzikach, i żyłka przy cynglu. Broń co prawda wystrzeli, ale z pewnością nie da się określić dokładnego czasu, w którym ktoś idący po linie znajdzie się akurat w polu jej rażenia. Z kolei gdyby morderca wystrzelił w sposób zdalny, musiałby dokładnie znać punkt trafienia. Czyli ćwiczyć wcześniej, i oznaczyć, kiedy zdalnie uruchomić broń.
Bolbao podszedł pod linę, i dokładnie się jej przyjrzał.
- Nie ma tu żadnej farby, żadnego znacznika. To nie ma sensu.
- Co p-panowie tu robicie? – policjanci usłyszeli zza pleców.
Był to Brandon Foster.
- Dokonujemy jeszcze oględzin miejsca zbrodni. A pan?
- Dorabiam sobie jako-ko mo…mo… - zaciął się operator kamery.
- Model? – próbował odgadnąć sierżant, lecz ponownie nie trafił.
- Mo…ntażysta.
- Na czym to polega? – spytał kapitan.
- Obrabiam, wycinam sce-ceny, zmieniam ko-ko-ko…
- …lory? – Arnold nie dawał za wygraną.
- Ko…lejność, chron-nologię.
Bolbao drgnął. W jego oczach pojawiła się charakterystyczna iskra.
- Będziemy się zbierać, już dosyć późnawo. Odwiedzimy laboratorium. Chcę obejrzeć odciski palców na pocisku.
- Po co? Przecież są tam tylko odciski Davisa.
- Owszem, ale ich nie widziałem, powiedział mi o nich laborant. Mam natomiast pewną myśl – tłumaczył Bolbao, i zwrócił się z uśmiechem w stronę jąkały. – Dziękujemy za pomoc.
- Do-do…wi…wi…
- Tak, do widzenia – rzucił Arnold, i skierował się do wyjścia.
- Do-do…wi…edziałem się, że Donald wróci do grania głównej roli.
Sailor odwrócił się na pięcie.
- Było to wcześniej ustalone w jakiejś umowie, że w razie na przykład śmierci Miguela, Davis wróci? – zainteresował się kapitan.
- N-nie wie-wie…wie…
- Nie wie – wyręczył operatora Arnold, zadowolony, że w końcu udało mu się prawidłowo odgadnąć któreś z jego słów.
- Jedno trafienie na cztery, coraz lepiej ci idzie – rzucił jego szef rozbawiony.

***

Pomrokę pomieszczenia rozjaśniał jedynie blask lampy na biurku. Otyły mężczyzna w szerokim płaszczu grzebał w szufladach, niewątpliwie czegoś poszukując. W końcu natrafił na upragniony dokument. Kąciki ust oddaliły się od siebie, tworząc lekki uśmieszek. Natychmiast jednak zniknął na skutek posłyszenia przez ich nosiciela dźwięku skrzypnięcia podłoża.
- Kto tam jest?
Z oćmy wyłaniał się powoli kształt dojrzałego mężczyzny.
- Twoja śmierć – wypowiedział tajemniczy gość, a w świetle lampy ukazała się jego trzymająca pistolet dłoń.
- Mam tutaj bardzo ciekawy papierek, można by rzec, akt twojego zgonu – wyraził w odpowiedzi otyły facet zza biurka. – Naprawdę myślałeś, że nikt się nie zorientuje? Nie połączy faktów? Nie powiąże wypadku, ubezpieczenia, umowy i morderstwa? Jesteś naiwny.
Trzymający pistolet człowiek zbliżył się, aż w końcu światło lampy uczyniło jego twarz widoczną. Był to Donald Davis.
- Szkoda, że nikt więcej tego nie ujrzy – powiedział, i tuż przed pociągnięciem za spust ujrzał przewracane biurko. Strzelił. Po chwili świecąca wciąż lampa potoczyła się pod jego nogi. Szybko odskoczył, a obok z hukiem poleciało kilka pocisków. Lampa leżała na podłodze, tworząc świetlny okrąg w środku pomieszczenia. Obaj mężczyźni znajdowali się gdzieś poza nim. Po chwili któryś z nich podbiegł, i pomimo strzału z naprzeciwka, udało mu się kopnąć lampę w jeden z rogów. Turlająca się lampa oświetliła nogi Davisa. Pojedynczy strzał sprawił, że zaczęły się powoli uginać. Donald Davis padł na ziemię, ze światłem lampy ukazującym jego wyrażającą obojętność twarz.
- Stop! Cięcie! – krzyknął reżyser, i całe pomieszczenie było już oświetlone.
Davis wstał, i otrzepał nogawki.
- Co tym razem zrobiłem nie tak?
- Nie widać było na twojej twarzy strachu.
- Ale czego mam się bać?
- Twoja postać umiera, to jedna z ostatnich scen filmu. Tu musi być dramaturgia. Musisz to zagrać przekonywująco, jakbyś umierał naprawdę.
- Tak właśnie starałem się grać.
- Nie boisz się śmierci?
- Nie wiem, nigdy nie umierałem.
Uwagę reżysera i aktorów zwróciło wejście dwóch funkcjonariuszy policji.
- Panie Davis, mamy do pana pytanie odnośnie morderstwa Miguela Garcii – oznajmił ten brodaty.
- Jestem teraz w pracy, ale chętnie odpowiem.
- Brandon Foster powiedział, że gdy wszedł za kulisy, ujrzał pana trzymającego strzałkę z trucizną.
Davis wzruszył ramionami.
- Tak, Miguel miał ją w szyi. Pomyślałem, że lepiej ją wyciągnąć.
- Powiedział również, iż następnie odłożył ją pan na szafkę obok. Potem wziął ją jeden z pielęgniarzy z karetki pogotowia.
- Zgadza się, tak było.
- Brandon Foster powiedział, że nie upuścił jej pan, nie obracał jej w palcach, nie przekładał jej z ręki do ręki. Wyjął pan ją prawą ręką, obejrzał, i położył na szafce.
- Tak. O co panu chodzi?
Arnold wyjął kajdanki.
- Jest pan aresztowany za zamordowanie Miguela Garcii.
- Co to za niedorzeczność?! – krzyknął Davis. – Niby jak miałem go zastrzelić? Wszyscy mnie widzieli, jak stoję na drabince obok słupka.
- Nie zastrzelił go pan – wyjaśnił kapitan. – Kiedy nagły wypadek zahamował pańską karierę, Oliver Anderson, reżyser serialu ‘Harry i Colty’, postanowił w zastępstwie zatrudnić innego aktora. Kiedy pan wyzdrowiał, serial bił rekordy popularności. Teraz to nie pan był jego twarzą, ale młody Miguel Garcia. Pan z kolei dostał posadę asystenta reżysera. Mógł się pan poczuć tym upokorzony. Powrót do sławy i dużych pieniędzy zapewniłaby panu śmierć tego hiszpańskiego imigranta. Usłyszał pan, jak Samuel Sherman głosi swoją szaloną teorię odnośnie rzekomo zapowiedzianego morderstwa, i jak chodzi za Miguelem Garcią. Postanowił pan zamordować Garcię, i zapewnić sobie alibi. Wykorzystał pan ambicję młodego aktora. Zrezygnował on bowiem z zabezpieczeń i materaców do sceny na linie. Możliwe że dosypał pan większej dawki proszków do jego termosu, zaś w dużym głośniku zamontował prosty mechanizm nastawionego na czas straszaka. Gdy broń hukowa wystrzeliła, zaskakując nieco otumanionego aktora próbującego zachować balans na linie, pan, udając zaskoczenie, pociągnął ją, prostując zbyt szybko, przez co Garcia spadł za kulisy. Wśród wywołanego w ten sposób chaosu, pobiegł pan tam, i w leżącego na podłodze wbił strzałkę z trucizną. Następnie wyjął ją, gdy pojawił się Brandon Foster. Obliczył pan, że zanim karetka zawiezie kogoś zatrutego czymś tak silnym do szpitala, ten zdąży zemrzeć. Potem wystarczyło czekać, aż nikogo nie będzie wokół, i wyjąć z głośnika swoją konstrukcję. Miguela Garcii nikt nie zastrzelił. Został otruty przez pana.
- Czy macie na to jakiś dowód? – zapytał Davis.
- Przed chwilą powiedział pan, że trzymał strzałkę wyłącznie w prawej ręce, i następnie odłożył na szafce. Potwierdził to Brandon Foster. Tymczasem okazuje się, że na pocisku znaleziono całkiem sporo pańskich odcisków, pochodzących z palców obu rąk. Strzałka była wielokrotnie dotykana i obracana w palcach.
Davis stał zrezygnowany.
- O taki wyraz twarzy mi chodziło – powiedział reżyser.


Data dodania2022-12-31 12:29
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze