Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Miłośnie 162023-02-04 15:47
Pretensje do Boga2023-02-04 15:07
Esensja życia2023-02-04 13:04
Kolory życia 2023-02-04 12:11
Piękna dama 522023-02-04 08:52
Grażynka2023-02-04 04:20
Małgosia2023-02-04 03:59
Piękne wspomnie...2023-02-03 22:39
5002023-02-03 22:04
SŁUSZNY ODPOCZYNEK2023-02-03 21:15
Irka2023-02-03 20:45
Być inną2023-02-03 18:46
Mafijne wyjście...2023-02-03 18:34
Coś w sercu2023-02-03 18:08
Ocalenie2023-02-03 18:07

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Ostatnia wola Benjamin...2023-02-04 12:32
Ludzie nie znikają (al...2023-01-23 18:13
Prawdziwa historia z ż...2023-01-23 18:04
Prawdziwa historia z ż...2023-01-23 17:48
Prawdziwa historia z ż...2023-01-23 12:01

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Pół kilo w dwa ...2023-02-01 11:58:5290
Miłośnie 152023-02-03 09:08:2180
Chwytając Twe d...2023-02-01 00:20:2880
27.01.20232023-02-01 13:29:3570
Tylko tu2023-02-01 05:10:2570
Mój list do Cie...2023-02-01 23:09:3270
Aforyzm2023-02-01 14:40:4870
Styczniowe prze...2023-02-01 00:52:4270
Gdy nadszedł te...2023-02-01 00:25:5770
Zamyślenia2023-02-02 12:14:1060

więcej

Pan Henryk


Szanowny Panie Redaktorze,
ten długi list piszę w reakcji na Pański artykuł zamieszczony w gazecie ‘Porajska Perła’ pod nagłówkiem ’40 lat od horroru w Gęzynie’. Jako iż byłem świadkiem tamtych tragicznych wydarzeń, mając wtedy 11 lat, chciałbym tym listem rzucić światło na ową sprawę, prostując przy okazji nieścisłości, jakie znalazłem w Pańskiej publikacji.

Henryk Wawrzecki pojawił się w naszej wsi latem, niedługo przed wakacjami. Jak dziś pamiętam ten topiący się niemal w skwarze asfalt, lepiące się do spoconego ciała owady, robaczywą ziemię i szczekanie psów połączone z niesionymi echem dźwiękami trzepania dywanów. O tym że do pobliskiego opuszczonego domku ktoś się wprowadził, poinformowała mnie młodsza ode mnie Sandra. Nieporadnie jeździła na wrotkach, nazywanych przez nas żartobliwie wywrotkami. Oczy ciekawskiej dziatwy raczyły się widokiem wnoszenia do niewielkiego budynku dużych pudeł oraz mebli z zaparkowanej furgonetki. Nosił je młody mężczyzna, a obok, na krześle, siedział facet od niego starszy. Zdziwiło mnie wówczas, że ten drugi mu nie pomagał, ale wkrótce cała ta obserwacja nas znudziła, i biegaliśmy, rozgłaszając nowinę o nowych mieszkańcach.
W przypadku moich rodziców okazało się nie być to żadną nowiną, bo ojciec mój, zupełnie nie zaaferowany wieścią, kiwnął tylko głową i powiedział coś w stylu ‘wiem’. Na tym się tamtego dnia skończyło.

Nim poczęły dziać się niepokojące rzeczy, minęło kilka dni. Podczas nich wydedukowaliśmy, iż dom zamieszkiwany był przez dwóch panów – młodszego i starszego, i nietrudno było się domyśleć, że ten pierwszy był dla drugiego synem. Zrazu zauważyliśmy, że ten drugi nie jest zbyt ruchliwy. Jeśli widywaliśmy go na zewnątrz, siedział na krześle pod ścianą, obok drzwi do piwniczki. Nie odpowiadał też na nasze ‘dzień dobry’; w zasadzie nic nie mówił, i miałem wrażenie – jak się okazało, nie tylko ja – że mężczyzna zupełnie nie zwracał na nas uwagi, jak gdyby nas nie zauważał, albo wcale nie widział. Byliśmy mali i głupi, i nie przyszło nam wtedy do głowy, że facet mógł być po prostu niepełnosprawny, niewidomy, niesłyszący, czy niemy. Niestety, zamiast tego, w naszych głowach poczęły kiełkować niecne pomysły.

Wszystko zaczęło się od zakładu. Marcel, młodszy kolega, rzucił wyzwanie swoim rówieśnikom. Zadaniem było wejście na nieodgrodzone podwórko z nadmuchanym balonem w ręce i szpilką w drugiej, zakradnięcie się do siedzącego seniora, i sprawdzenie jego reakcji na głośny wybuch. Początkowo nie realizowaliśmy tego głupiego pomysłu, ale przygotowywaliśmy się doń małymi kroczkami. Wpierw frajdę nam dawało po prostu przekraczanie granicy tej skromnej posesji. Następnie, schowani za winklem, gwizdaliśmy lub wołaliśmy, a gdy starszy pan wciąż nie reagował, posuwaliśmy się do coraz bardziej wyraźnych wygłupów. Ukrywając się w gęstej, nieskoszonej trawie, jeden z nas rzucił tuż przed oczy starca kamykiem. Ten odpowiedział tylko lekkim zniżeniem głowy. To jak gdyby rozzuchwaliło chłopca, i w końcu przez pole widzenia gospodarza przelatywały najróżniejsze przedmioty. Wszystko to nas niepomiernie bawiło, i w końcu ktoś przybiegł z balonem i szpilką. Huk był głośny, i odbijał się przez jakiś czas echem. Starzec lekko drgnął, co oznaczało, że usłyszał bądź poczuł ów wybuch, ale nie przestawał siedzieć i patrzeć w nieokreśloną dal. Chłopak ukryty w trawie rzucił kamykiem po raz kolejny, ale trafił starca w nogę. Tym razem nie czekaliśmy na jego reakcję, lecz wszyscy, jak jeden mąż, uciekliśmy w porywie emocji, i schowaliśmy się na moim placu. Czułem, że przesadziliśmy, i wypadałoby przeprosić tego pana. Nie wypowiedziałem jednak tego na głos, sądząc, że zepsuję w ten sposób zabawę, lub okażę przed rówieśnikami słabość bądź strach.

Następnego dnia wydarzyło się coś dziwnego. Do mojego domu przyszedł syn tego starca, i chciał rozmawiać z moim ojcem. Wystraszyłem się. Spodziewałem się srogiej nagany i kar. Ojciec mój nie był surowy, ale z pewnością stanowczy, i nigdy nie cofał ani nie łagodził wszelkich szlabanów. Doświadczenie w tej dziedzinie przyniosła mu praca nauczyciela języka niemieckiego w okolicznej szkole, jak również niemieckie korzenie (Niemcy słynęli wówczas z zamiłowania do porządku). Siedziałem w swoim pokoju pełen napięcia, wyobrażając sobie, co powie mój tata, gdy dowie się o wygłupach, w jakich brałem udział. Wreszcie usłyszałem zamykanie drzwi. O dziwo, ojciec do mnie nie przyszedł. Wyjrzałem powoli z pokoju, i zapytałem go, czego chciał ten pan. Tato odparł, że jacyś chuligani wybili Wawrzeckim w nocy okno. To mnie kompletnie zbiło z tropu, bo do niczego takiego z naszej strony nie doszło.

Dzień później opowiadałem kolegom całą tę historię, i wszyscy się równie dziwili. Jednogłośnie postanowiliśmy przekonać się o jej prawdziwości na własne oczy, wpierw jednak poczekaliśmy, aż młodszy mężczyzna wyjedzie do pracy. Nie chcieliśmy bowiem wzbudzić w nim podejrzeń, że wybicie szyby to nasza sprawka. Gdy zbliżyliśmy się do budynku, zastaliśmy wszystko jak przedwczoraj, włącznie ze starym Wawrzeckim siedzącym na krześle. Dopiero gdy przeszliśmy na drugą stronę, któryś z nas rzucił ‘patrzcie!’, i wskazał palcem okno z ewidentnie nowowstawioną szybą. Czy oprócz nas ktoś jeszcze uczynił to podwórko lokacją swoich wygłupów? Wybicie szyby w oknie stanowiło dla nas wówczas postępek będący poza granicą tolerowanych form zabaw. W tym dniu nie chodziliśmy tam już.

W poniedziałek w szkole został zorganizowany apel, na którym mój ojciec mówił o szacunku dla innych ludzi, w tym obcokrajowców oraz starszych, a także odpowiedzialności za swoje czyny. Czułem podskórnie, że miało to związek z odwiedzinami pana Wawrzeckiego w związku z niewyjaśnionym incydentem z oknem. Jak się wkrótce dowiedziałem z ust starszych kolegów, ktoś narysował na tablicy twarz starszego pana, zmodyfikowaną o charakterystyczny krótki wąsik. Nie widziałem w tym nic więcej od wygłupu, ale ojciec mój potraktował to z dużą powagą.

Po jakimś czasie byłem świadkiem niepokojącego zachowania ze strony moich kolegów. Wchodzili na podwórko Wawrzeckich niczym na plac zabaw, błaznując tam tuż przed oczami seniora. Wypowiadali do niego różne rzeczy, próbowali rozśmieszyć żartami, gestami, niektórzy przewracali się celowo, w zamiarze chcąc wywołać u Wawrzeckiego jakąkolwiek reakcję. Ten wodził czasem oczami i ruszał głową, ale nic ponadto. Niekiedy odnosiłem wrażenie, że na nas patrzy, ale zaraz potem uprzytamniałem sobie, iż może na nas patrzeć w ten sam sposób, w jaki patrzy na wszystko inne – czyli nie tyle patrzy, co ma akurat w konkretną stronę zwrócony wzrok. Niedługo potem przyzwyczailiśmy się do jego obecności przy nas. Traktowaliśmy go jak niemego towarzysza naszych zabaw. Bawiliśmy się w chowanego, w berka, kopaliśmy piłkę, a młodsi siedzieli z zabawkami, i to wszystko na podwórku Wawrzeckich, tuż przed siedzącym na krześle starszym panem. Nie dokuczaliśmy mu, nie stanowił już dla nas żadnej atrakcji, raczej tło i element placu. Pewnego razu, gdy zbieraliśmy się już do domów, a ja zostałem sam z tyłu, rzuciłem do staruszka ‘do widzenia’, bez spodziewania się, że mi na to odpowie. Wówczas po raz pierwszy w życiu usłyszałem jego niski głos.
- Prysznic o siedemnastej.
Byłem tak zaskoczony, że prawie się przewróciłem. Patrzyłem nań jeszcze przez chwilę, jakby chcąc się upewnić, że mi się to nie przesłyszało, a następnie poszedłem w ślady ziomków, i też wróciłem do domu.

Wieczorem znów odwiedził nas młodszy pan Wawrzecki. Miałem otwarte drzwi do pokoju, i słyszałem fragmenty rozmowy z moim tatą. Usłyszałem tedy, jak gość mówi o swoim ojcu, używając imienia Henryk. Jak się okazało, ktoś namalował na ścianie jego domu przekreśloną flagę Niemiec. Zdziwiła mnie nieco reakcja mojego ojca, który dość oschle dał panu Wawrzeckiemu do zrozumienia, że nie powinien z tym do niego przychodzić, sugerując nawet, że ‘w jakimś sensie sam się o to wszystko prosił’. Nic z tego nie rozumiałem, ale odczuwalne było jakieś napięcie pomiędzy nimi oboma.

Opowiedziałem o tym kolegom następnego dnia. Nie wierzyli mi odnośnie przemówienia pana Henryka. Postanowili sami to sprawdzić, i zaczęli do niego mówić ‘do widzenia’, jednak bez pozyskania reakcji. W końcu Marcel podszedł do niego bliżej, i powiedział ‘prysznic o siedemnastej’, i ku zaskoczeniu wszystkich, Wawrzecki powtórzył tę formułkę. Powtarzali to jeden po drugim, i za każdym razem otrzymywali od pana Henryka to samo w odpowiedzi. Próbowano zmieniać hasło, mówiąc na przykład ‘prysznic o osiemnastej’ albo ‘kąpiel o siedemnastej’, ale Wawrzecki wciąż powtarzał tylko ‘prysznic o siedemnastej’. Nie zawsze to jednak padało. Zauważyliśmy, że hasło wypowiadał wyłącznie wtedy, gdy zbliżaliśmy się do niego od jego lewej strony. Nie musieliśmy przy tym nic mówić. Wystarczyło podejść do drzwi piwniczki, by usłyszeć ‘prysznic o siedemnastej’. Wszyscy znaleźli w tym nową zabawę, i stało się to okazją do serii wielu żartów, niektórych tak wielce głupich, że po tylu latach wstyd mi, iż brałem w nich udział. Wyglądało to tak, jakby część moich rówieśników znalazła nową funkcję w swojej starej zabawce. Nie patrzyli już na pana Henryka jak na tło, ale ponownie badali z zainteresowaniem jego reakcje. Dochodziło nawet do tego, że dotykali go patykiem, rzucali kamykami w głowę, podawali mu rękę, wkładali na głowę czapki, ruszali jego rękoma jak kukłą. To było dla mnie już za wiele. Zrobiło mi się żal Wawrzeckiego. Możliwe że był to stary, niedołężny, chory psychicznie człowiek, który padł ofiarą nękania z naszej strony. Nie powiedziałem jednak nic, po prostu stamtąd odszedłem.

Przez kolejne dni już tam nie chodziłem, słyszałem jednak od Sandry, że chłopaki posuwali się coraz dalej w swoich żenujących gierkach. Wtedy kompletnie się od nich zdystansowałem, i coraz więcej kolegowałem się z dziewczynami i młodszymi znajomymi. Co mnie szczególnie zdumiewało, to pewien brak reakcji ze strony dorosłych. Pewnego popołudnia, jak gdyby nigdy nic, mój ojciec rzucił coś w stylu: ‘nie przesadzajcie z tymi zabawami u Wawrzeckich’. To było wszystko, nic więcej. Żadnych nagan, ostrzeżeń, tylko rzucona jakby od niechcenia uwaga. Zaobserwowałem, że nasi rodzice niechętnie o Wawrzeckich mówili, unikając tego tematu, i jedynie padały od nich zdawkowe formułki typu: ‘trzeba szanować starszych ludzi’. Tymczasem ekscesy zabrnęły już tak daleko, że żaden z moich kolegów nie ukrywał, dokąd się udaje. ‘Idę się pobawić do Wawrzeckiego’, mówili do swoich matek, a te tylko napominały, aby ‘nie przesadzali, żeby nie było potem problemów’. Większego zaskoczenia doznałem jednak wtedy, gdy zasłyszałem fragment rozmowy moich rodziców o Wawrzeckich, w której matka użyła wobec mojego ojca słów ‘to w końcu twoja rodzina’, na co ten zareagował nerwowo. Jego nerwowa reakcja na te słowa sprawiła, że zaniechałem pytania o to, czy pan Wawrzecki jest z nami spokrewniony, ale byłem już wystarczająco krytyczny wobec poczynań moich kolegów, by zaniechać spotykania się z nimi.

Pamiętnego dnia mijałem z Sandrą charakterystyczny domek, i spostrzegłem, że nie ma przed nim moich byłych kolegów. Sam Wawrzecki siedział, jak zwykle, na krześle, tym razem jednak z założonym na głowie wiaderkiem. Powiedziałem Sandrze, żeby na mnie poczekała. Wszedłem zdenerwowany na plac, i zdjąłem wiaderko z głowy pana Henryka. Nie pamiętam dokładnych słów, jakie do niego wypowiedziałem, ale były to przeprosiny za wszystkie głupie rzeczy, jakich się wobec niego dopuściłem. Do dziś nie wiem, czy cokolwiek z tego do niego dotarło, ale czułem, że powinienem był to zrobić. Zauważyłem, że patrzy w swoją lewą stronę, w kierunku piwnicy, do jakiej drzwi były otwarte. ‘Prysznic o siedemnastej’, powiedział. Ze zdumieniem spostrzegłem leżące u wejścia buty jednego z moich kolegów oraz stare zardzewiałe słuchawki prysznicowe. Wychyliłem głowę do środka, by ujrzeć tam leżące na ziemi w bezruchu ciała pięciu rówieśników. Odwracając się w szoku, spostrzegłem napis ‘arbeit macht frei’ na otwartych drzwiach piwnicy, i pobiegłem donieść o wszystkim ojcu. Ten wezwał policję.

Dalszą część historii Pan zna, i sprawnie ją przedstawił w swoim artykule. ‘Gęzyński horror’ został przedstawiony w mediach głównie od tej właśnie strony, od końca. Skupiono się wyłącznie na tym, że uznany za niestanowiącego zagrożenia dla społeczeństwa katatonik Henryk Wawrzecki (urodzony jako Heinrich Wagner) udusił pięciu chłopców w piwnicy swojego domku na wsi. Byłbym wdzięczny, gdyby w następnym numerze gazety pojawił się artykuł dopowiadający tę historię, prezentując jej tło.

Z poważaniem,
Jerzy Borek

Data dodania2023-01-02 11:14
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Brak komentarzy
Portal z poezją Pisze wiersze