Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Potęga miłości 2021-10-23 05:43
Zgaszona2021-10-23 02:44
Wzdłuż dłoni2021-10-23 01:21
odchodzący woli...2021-10-23 01:00
MONTMARTRE2021-10-22 22:24
Październikowe...2021-10-22 19:39
ZAWEZWANIE do P...2021-10-22 19:01
ironia losu2021-10-22 15:14
Pokój dziecinny2021-10-22 14:13
Nieważne 2021-10-22 13:50
Spotkania2021-10-22 13:41
Instynkt i gęba2021-10-22 09:16
Po wszystkim..2021-10-22 08:59
U portu cierpie...2021-10-22 01:51
Na płótnie2021-10-21 23:49

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Rozalia2021-10-13 22:46
Kd 10.08, sob. 9.10 st...2021-10-09 10:29
krótki dziennik 18.55 ...2021-10-03 19:20
Kd.09.42, sob.2.10 wol...2021-10-02 10:06
Świadectwo2021-09-28 00:24

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Róże 2021-10-01 02:25:14180
Bo świat jest inny2021-10-04 17:29:29170
Wolne dni....2021-10-12 14:48:42160
Tak po prostu2021-10-16 15:51:19160
Modlitwa ta naj...2021-10-17 12:32:11150
Roztańcz we mni...2021-10-12 20:27:31150
Pozwól się poko...2021-10-14 17:19:35150
niewinne tęsknoty 2021-10-06 10:23:35150
brzuszek2021-10-16 16:21:04140
Do czytelnika2021-10-04 08:37:04140

więcej

NOCNE POTYCZKI cz.2

Syrenka została zaparkowana. Wysiedliśmy i jak wcześniej to ustaliliśmy, sznurkiem, gęsiego wchodziliśmy do tej "jamy strachu". Bałam się, nie ma co ukrywać, ale nie czułam się winna, no bo to nie mój pomysł przecież.
Rozejrzeliśmy się trochę a potem w oko wpadły mi cukierki. Taki rządek pudełek z różnymi słodkościami w środku. Były żółte i zielone a mi spodobały się pomarańczowe... Miały takie dziwne kształty i wyglądały kusząco... Włożyłam rękę i nabrałam garść. Nagle serce zaczęło walić bo to już była kradzież! A ja przecież nie ukradłam nigdy niczego, więc wsypałam landrynki z powrotem na ich miejsce. Nie zdążyliśmy jeszcze tak dokładnie wszystkiego obejrzeć, kiedy nagle...
- Gliny! Cholera gliny! Zaklął któryś i mogłam zaraz przekonać się na własne oczy, że takowi stoją przed sklepem z bronią w rękach!
- W nas celują - zapiszczałam - za co, czemu? Zamknęłam się natychmiast kiedy jeden z nich wszedł do środka. W sumie to nie było gdzie się ukryć. Może dlatego właśnie wylądowaliśmy za ladą.
Nie czułam się w tym ukryciu komfortowo, choć najmniej było mnie widać, ponieważ różne inne ciała przygniatały mnie do podłogi... Po twarzy przebiegło mnóstwo rąk, które szukając oparcia i zaczepienia lądowały to na włosach(świeżo umytych) to na nosie (tym obolałym przez katar) na uchu a nawet jedna bezwstydnie chciała wedrzeć się do mojego oka! Oczywiście mało miałam do powiedzenia, gdyż płuca domagały się powietrza a grdykę czułam na języku! Starałam się podnieść lecz z takim ciężarem nie miałam żadnych szans!
Dałam spokój. Najgorsze było to, że nie widziałam co tam się dzieje? Słyszałam tylko jakieś zniekształcone dźwięki dochodzące zza murów sklepowych a później...
- Wychodzić! Ten głos od razu sprawił, że zamieniłam się cała w oskubaną gęś a przede wszystkim w jej skórę...
- Wychodzić! powtórzył bo jakoś nikt nie miał zamiaru wyściubić nosa zza lady. Mnie już było wszystko jedno, byle te byki czym prędzej oddały mi oddech... Jeszcze chwila a udusiłabym się. Nareszcie ci tam na górze zmobilizowali się i poczułam cudowną ulgę na wykończonych plecach.
- O! To wy... - usłyszałam i zdziwiłam się bardzo, bo brzmiało to tak jakby się znali - no dobra, macie szczęście, że na mnie trafiliście. Zmiatać i to już!
Uff! Puścił ich to i mnie się uda. Dostrzegłam jednak, że nie jestem sama a obok mnie leży Justyna.
- Wychodzimy? Zapytałam bo poczułam się raźniej widząc, że nie tylko ja zwlekam z ujawnieniem się. Justyna skinęła głową i już po chwili mogłam przyjrzeć się dokładnie właścicielowi tego nie znoszącego sprzeciwu głosu. Był to wysoki mężczyzna po trzydziestce. Na swój sposób przystojny. Brunet o nieokreślonym kolorze oczu. To znaczy w sklepie panował półmrok dlatego nie potrafiłam dojrzeć czy jego oczy są zielone czy jakie... Na sobie miał długi płaszcz tak jak ten, no, no ten kurde... Ten ze szklanym okiem! A nie ważne. Pod płaszczem modny garnitur dobrze skrojony. W sumie facet elegancki ale dla mnie w takiej chwili nie liczyło się to wcale.
- O! Jeszcze dwa ptaszki! Uśmiechnął się na nasz widok. Uśmiech miał zimny i widząc te jego zęby bezczelnie wyszczerzone zaraz przypomniało mi się to monstrum na syrence... Skoro ONI go prawdopodobnie znali to chyba wiem z kogo ściągnęli model... Z zaciekawieniem przyglądałam się jego dłoniom doszukując się szponów ociekających krwią, jednak ku mojemu rozczarowaniu facet miał bardzo zadbane dłonie. No cóż, w końcu był tylko policjantem...

Data dodania2017-01-09 15:17
Kategoria
AutorZOLEANDER

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

przeczytam i część trzecią
Data dodania: 2017-01-25 10:32
1 z 1
Portal z poezją Pisze wiersze